Nasze życie we wsi Dusznica na pograniczu polsko-litewskim Our life in the village of Dusznica on the Polish-Lithuanian borderland
web stats stat24
Blog > Komentarze do wpisu

Ekologiczne podziemie / Ecological Underground

Po wielu tygodniach planowania i podchodów udało się - żona kupiła ekologicznego kurczaka prosto od rolnika!

W Polsce XXI wieku, podobno potędze rolniczej, kupienie polskiej żywności ekologicznej graniczy z cudem. Kiełbasa czy chleb sprzedawana jest w miastach po bajońskich cenach w kilku wybranych, luksusowych sklepach. Na prowincji, jeżeli nie masz rodziny na wsi, możesz o takichj produktach tylko pomarzyć.

Ofocjalne, unijne programy ekologiczne są tak skomplikowane, wymagają tak rozbudowanej biurokracji i mają tak wyśrubowane wymogi, że są w istocie narzędziem wykluczenia - żaden drobny przeciętny rolnik, z jego poziomem wykształcenia, rozumieniem słowa pisanego, zdolnościami komunikacyjnymi, nigdy nie będzie do nich w stanie przystąpić, a wręcz o nich nie słyszał!

W sklepach ekologicznych znajdziecie żywność ze wszystkich stron świata - szczególnie z Niemiec, Holandii czy Czech, ale nie z Polski!

Jednocześnie praktycznie każdy mieszkaniec wsi, a także ich krewni w mieście, jedzą żywność ekologiczną - jajka od własnych kur, wędliny z własnej świni, masło, śmietanę i ser, kurczaki. Jest to jednak obrót prywatny - żaden z nich nie sprzedaje tego na zewnątrz. Dlaczego? To proste- jest to zabronione! Natychmiast przyczepiłby się do nich sanepid, inspekcja handlowa, urząd skarbowy, zostaliby w krótkim czasie zbankrutowani i przepuszczeni przez biurokratyczną maszynkę do mięsa. Wszystko to w kraju, w którym nieustannie pieje się o naszym potencjale wykarmienia całej Europy, a także o promocji zdrowej żywności i wsparcia dla rolników.

W rzeczywistości wsparcie ogranicza się do paru tysięcy rocznej zapomogi - natychmiast przejadanej przez 90% beneficjentów - a jednocześnie narasta presja, propaganda i lobbying wielkich producentów, gigantycznych fabryk wyrobów jajkopodobnych, mięsopodobnych, wędlinopodobnych, nabiałopodobnych... Twierdzą oni - i propaganda ta od lat znajduje posłuch w oficjalnych strategiach - że drobne gospodarstwa skazane są na wymarcie, że nie mają szansy osiągnięcia ekonomicznej opłacalności. I tak krok po kroku się dzieje.

Spróbujcie kupić na wsi kurczaka - to naprawdę bardzo skomplikowany proces! Ten ma, ale nie sprzeda, ten sprzeda, ale nie wypatroszy i nie oskubie, tamten może za pół roku, większość nie ma czasu, nie widzi sensu. A przecież wiemy dobrze, że spokojnie połowa klienteli z radością zapłaci dużą premię, żeby nie jeść g... ze sklepu - karmionego padliną zwaną mączką mięsno-kostną, nie widzącego światła słonecznego przez całe (krótkie) życie, faszerowanego hormonami wzrostu i antybiotykami, stłoczonego na niemożliwie ciasnej przestrzeni w warunkach, które nieodparcie przywodzą na myśl obozy koncentracyjne.

Mamy więc oficjalny, wspierany przez państwo przemysł - wielkich producentów - skutecznie lobbujących w obronie swoich interesów, zdolnych z łatwością przepchnąć korzystne dla siebie rozwiązania; garstkę oficjalnie uznanych gospodarstw ekologicznych; i setki tysięcy autentycznie ekologicznych (albo bliskich temu) gospodarstw, którym nie wolno sprzedawać na rynku tego, co produkują dla rodziny i znajomych. No i miliony konsumentów jedzących schemizowaną padlinę, a następnie wydających miliardy na leki uśmierzające symptomy wywołanych tym jedzeniem chorób. W ten sposób system się kręci - wielcy są coraz więksi, mali coraz mniejsi, ludzie coraz słabsi, korporacje coraz silniejsze, a nad wszystkich czuwa wszechwładny urzędnik bacząc, by przypadkiem nic nie zakłóciło pracy dobrze nasmarowanego mechanizmu.

Na szczęście Polak potrafi i jak zawsze kiedy czegoś nie wolno, pojawia się podziemie - Solidarność maślano-kurczakowo-kiełbasiana, indycza międzynarodówka, Kurza Armia Krajowa, Filomaci i Filareci chlewa i kurnika, nabiałowo-wędliniarski ruch oporu, cichociemni jajka i warzywa. Głęboko zakonspirowani, dają narodowi nadzieję i pomagają przetrwać czas niewoli...

piątek, 30 stycznia 2009, marslaur

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: stefanwaldek, 62.233.172.*
2009/01/30 15:10:36
Podobne zjawisko widzimy na innych odcinkach, np w budownictwie 'ekologicznym' - dopóki nie zostanie przekroczona masa krytyczna, będzie to niszowa ciekawostka za spore pieniądze, a statystyczny obywatel wybierze z muratora gotowca pt 'Przytulna jeżyna'. Pozostaje garstka kombinatorów, lawirujących i naginających durne prawo, szukających harmonijnych rozwiązań ekonomicznych, energetycznych, estetycznych. Świadomość mas mamy niską, ot co...
-
Gość: jolanta, *.gprs.plus.pl
2009/01/30 19:59:42
Co robić w zalewie produktów pseudożywnościowych? Proponuję kupować w miarę możności żywność nieprzetworzoną. Np. mięso - nie mielone; nie "drób" czy wieprzowinę, a wołowinę cielęcine, baraninę. Nie wędliny, zwłaszcza kiełbasy, a samemu piec/dusić mięso. Nie wędzone sztucznie ryby, a świeże/mrożone.
Jak najmniej gotowych zup, dań, majonezów, sosów, sałatek.
Niestety - te zabiegi wymagają CZASU. Poza tym nie każdy chce i umie tak się bawić.
Mamy przecież XXI wiek...
-
Gość: , *.chello.pl
2009/01/30 22:23:39
to wszystko prawda, ale bez majonezu??? tak się nie da!
-
Gość: stefanwaldek, *.teleton.pl
2009/01/31 00:28:42
Można zrobić, za komuny często po domach robiono własny majonez i nie tylko. W kategorii ZróbToSam byliśmy kiedyś nieźli, szczytowe osiągnięcie to chyba boazerie z zapałek :)
-
Gość: jolanta, *.gprs.plus.pl
2009/01/31 08:32:40
chello089 & stefanwaldek
domowy majonez, zrobiony recznie lub mikserem, to kilka minut. Warunek - trzeba mieć jajko z pewnego źródła, więc w pewnym sensie kółko się zamyka...
polecam!
-
Gość: Radek Oryszczyszyn, *.89-161.tel.tkb.net.pl
2009/02/01 14:25:12
Dzień dobry. Chciałbym przede wszystkim pogratulować bloga. Traktuję go jako jedno z moich największych ostatnio internetowych odkryć. Podzielam Waszą fascynację Litwą i wsią.
Myślę, że przyczyną trudnego dostępu do zdrowej żywności, zarówno na wsi, jak i mieście, jest przez cały czas mała zamożność naszego społeczeństwa. Mam rodzinę na wsi i oni odżywają się gorzej ode mnie i mojej rodziny. Nie mają czasu albo ochoty na samodzielną produkcję żywności dla siebie, a to, co produkują: mięso i nabiał - w całości sprzedają. Może dlatego, że w gruncie rzeczy jedzenie w sklepach jest w Polsce dosyć tanie, a cena jest przez cały czas podstawowym kryterium zakupu.
W Niemczech na każdym kroku można spotkać nawet supermarkety tylko ze zdrową żywnością. Ceny są tam wyższe o około 100% od tego, co jest w normalnych supermarketach, ale w rzeczywistości kupuje tam bardzo dużo osób.
-
Gość: bozena, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/02/04 09:04:34
W pewnym sensie nie zgadzam się z opinią, że biedny rolnik jest pozostawiony sam sobie na szczerym polu. Akurat na codzień mam pośrednią styczność z doradztwem rolniczym (w Sejnach też takowe jest). A więc każdy rolnik wie, co to jest ODR (bowiem od kilku lat większość chodzi tu wypełniać wnioski o płatność (tzw. "dopłaty"), chociaż niby wszyscy zaliczyli szkolenia i dostają dokładną instrukcję, jak te papiery wypełniać). W ODRze można nie tylko wypełnić papiery "na kasę", ale też się dowiedzieć, jak np. założyć i poprowadzić gospodarstwo ekologiczne. Oczywiście, wymagania są, ale jeżeli chce się coś w życiu robić porządnie - to można się postarać. Aktualnie na powiecie Sejny jest ok. 100 gospodarstw ekologicznych (nie wszystkie mają certyfikaty, ale wkrótce - będą miały). No, może ekologicznych marchewek i kurczaków akurat u nas nie ma (bo nikt na to nie wpadł), ale jest np. produkcja ekologicznego bydła mięsnego, - proszę bardzo, chodzi sobie po pastwisku w kilku gospodarstwach, bo nie ma zbytu, a jeżeli jest - to tylko w cenie zwrotu kosztów produkcji.

Zgadzam się z tym, że zbyt wiele jest u nas biurokracji, wymagań, kontroli itp. Niektórzy jednak doskonale się w tym poruszają. Proszę wybaczyć, ale najwięcej takich cwaniaków, którzy zarabiają na ekologii, pochodzi właśnie z "Warszafki". Kupują sobie połacie nieużytków np. na Mazurach, niby zasadzają "leszczynę, orzech włoski i jarzębinę" - i biorą kupę szmalu, no bo prowadzą produkcję "ekologiczną".

Wracając do zwykłego małorolnego. Można hodować ekologiczne marchewki itd. - trzeba mieć jednak zorganizowany zbyt i na tyle wysokie ceny, by można było z tego wyżyć. Małych ilości żaden zakład ani sklep nie weźmie, w dodatku od jednego rolnika. A kiedy się mówi o grupach producenckich - chłopi wpadają w popłoch, że niby znów PGR-y mają wracać.

A propo's kurczaka. Ciekawe, czy nie był on karmiony koncentratem kupionym w GS-ie?

Pozdrawiam (i przepraszam za chaotyczną wypowiedź)
-
Gość: gosia, *.hsd1.il.comcast.net
2009/02/07 06:05:30
Marcin a ja myslalam ze wy wegetarianie?
-
Gość: gosia, *.hsd1.il.comcast.net
2009/02/07 06:21:29
Alez ludzie czemu patrzycie na biednych rolnikow ktorzy a z dziada pradziada byli uczeni jak chodowac bydlo, zabijac i obrbiac wy mozecie sami zadbac o to co trafia na wasz stol przekazcie waszym dziecia zeby mial pojecie jak z litra smietany zrobic kostke masla czy kupic lepsze mieso lub nabial zeby bylo ekologiczne przestancie narzekac a zacznijcie dzialac bo ta wasza doktryna jest juz nudna
-
2009/02/07 06:28:30
@Bożena

Właśnie dlatego mówię, że UE powiększa nierówności zamiast je zmniejszać (jak twierdzi). Ten małorolny po podstawówce weźmie dopłaty i będzie szczęsliwy. A ekologia jest dla wybranych. Zresztą tak naprawdę nie chodzi o unijne programy ekologiczne. Chodzi o to, że w sklepie w Sejnach jest marchewka spod Warszawy i kurczak z fabryki Animex. Ja chciałbym widzieć targ w Sejnach pełen rolników sprzedających swoje produkty - nie tylko jajka i śmietanę, ale także warzywa, sery, kurczaki, gęsi, kaczki, ryby (!!!)... Po co myśleć o jakimś odległym zbycie, skoro najprostszy zbyt jest na miejscu - tak jak to jest na całym cywilizowanym rolniczym świecie - we Francji, Hiszpanii, Włoszech, Grecji. A w Sejnach na targu są głównie chińskie ciuchy, produktów żywnościowych jak na lekarstwo. A dookoła 5 000 rolników. Co mi po 100 gospodarstwach ekologicznych skoro one nie sprzedają lokalnie. Gdyby sklepik w Sejnach założyli to wg mnie klientów byłoby dość. A oni szukają zbytu nie wiadomo gdzie. Czyli jest to sztuka dla sztuki, wieś potiomkinowska, fasada. Po co ta gigantyczna biurokracja, doradztwo, programy, setki urzędników, tysiące wymogów, przeróżne regulacje - skoro ja nie mogę kupić żywności od rolnika dwa razy w tygodniu na targu w Sejnach!!! Wszystkie warzywniaki w Sejnach zaopatrują się na giełdzie na Broniszach!!!
Jakimś tam wyjątkiem są sklepy mięsne - ale 1. nic poza wieprzem w nich nie uświadczysz; 2. nie mają towaru ekologicznego, a ja Provitu nie chcę jeść.

@Gosia
Matylda praktycznie tak, dziewczyny nie do końca, ja bazuję na owocach morza i rybach.
-
Gość: Roman Jurčák, *.internetdsl.tpnet.pl
2009/02/14 18:05:45
Cześć, zaczynam w wolnej chwili czytać, te wasze myśli, właśnie czytam "styczniowy numer". Podoba mi się wasze podejście do ekologii i raczej się z Wami zgadzam. To smutne, że spożywamy takie sraczki a nie coś fajnego i zdrowego. Jedyne co mnie wkurnia na tej stronie, to czarne tło. Szczerze mówiąc, każdą inną stronę z czarnym tłem odpuszczam, tu się ale katuję, bo treść jest dla mnie bardzo wartościowa. Może da się coś zrobić? Tyle fajnych kolorków a Wy czarny wybraliście :o(((( Eh, pomarudziłem sobie, serdecznie pozdrawiam
-
Gość: Gość, 208.53.157.*
2009/02/17 01:34:22
Myślę, że nic nie da się zrobić, bo myśmy się już przyzwyczaili i gospodarz też nie ma ochoty na rebranding.
Poza tym jak mam ochotę przeczytać, to robię Edytuj- Zaznacz wszystko i stoi czarno na białym.
Że niby jak by było: różowe na białym, zielone na niebieskim ?

Musisz się dalej katować.
-
Gość: Dość, 66.28.139.*
2009/02/17 02:24:23
Kolor biały dla tła na blogu jest jest zastrzeżony patentem, więc zmiana pociągnęłaby znacze straty finansowe wynikłe z opłat licencyjnych.
Skutkiem tego mielibyśmy zuborzenie gospodarza, niedożywienie dzieci itd.
Nie chciałbym, żeby w konsekwencji z głodu zjedzono konia.

Ja proponuję jakiś odcień jasno-wisienkowego, byle nie za ciemny,
a w prawym górnym rogu dodajcie serduszko albo "wstążkę Rospudy", albo oba.
-
Gość: Do??, 66.28.139.*
2009/02/17 02:26:23
Jurcak to po litewsku Jurczakovius
-
Gość: Dość, 66.197.241.*
2009/02/17 12:37:42
O matko! Pisze się \"zubożenie\", bo \"ubogi\".
-
a_14
2009/02/17 14:32:56
Odkąd pojawiła się w sklepie "polędwica drobiowa", działam już 4 lata w tym nielegalnym podziemiu. No to czekam jeszcze na "boczek drobiowy".

Mam telefon do sprzedawcy i czasem dzwonię do nie go z pytaniem kiedy będzie miał "nielegalny" boczek. Od kiedy weszliśmy do UE, okazało się, że mój dostawca nie ma "odpowiedniej" chłodni (jakąś "niedobrą" lodówkę miał) i wystarczającej liczby płytek gazury od poziomu podłogi, dlatego może sprzedawać mięso, ale swoich wędlin czemuś już nie (nie wypytywałem). Nigdy ich nie wystawia na ladzie. Zawsze czekam kiedy już odejdą powszedni klienci i po cichu konfidencyjnie pytam: jest ?
- Jest !

Wtedy mogę zrobić wreszczie normalne jaja na bekonie.

Chleb żytni (na zakwasie, 100% mąki żytniej bez karmelu, pociemniaczy itd.) mogę jeszcze kupić legalnie, ale tylko z rana, bo szybko się rozchodzi, a jaja niemal bezkarnie - siedzą jeszcze przekupki z jakami bez nadruku. To się dzieje nie w Warszawie, ale na prowincji w Suwałkach - całkiem, zdawałoby się, blisko producentów.

Na Kowalskiego w Suwałkach, działał parę lat temu, sklep z tradycyjnymi litewskimi, wybitnymi wędlinami z Puńska, ale to już przeszłość. Teraz jest tylko jakiś "legalny" sklepik naprzeciw pasażu Arkadii, ale chleb mają sprzed 7 dni twardy niczym kamień, chociaż od czasu do czasu jest jakaś dostawa i można prócz tego kupić zwyczajną wędlinę - tzn. nadającą się do jedzenia.

Z braku jedzenia parę razy kupiłem boczek ze "znanych zakładów mięsnych". Uwierzcie mi, że z prawdziwym boczkiem nie ma to nic wspólnego prócz nazwy. Przykleja się do patelni, a po odparowaniu (chyba ponad połowy wody w fosforanach) jest z tego jakiś wiórek bez smaku i zapachu. Folia, w którą jest pakowany, sprzyja temu by cała ta woda nie ulotniła się za wcześnie. Z braku wyboru poluję też na "podsuszone" kiełbasy, tzn. te które długo leżały na stoisku lub w chłodni bez folii, bo jest w nich minimalna ilość wody - bo ta łatwo paruje do otoczenia. Od biedy da się je jeść.

Dziesięć lat temu isniała jeszcze marka kiełbasy "krakowska sucha" podlegająca branżowej recepturze. "Krakowska sucha" była ciut lepsza bądź ciut gorsza w zależności od producenta i sklepu w której się ją kupowało, ale zawsze miała taki sam skład. Od wstąpienia do UE już jej nie ma. Odtąd do "krakowską suchą" mógł robić każdy z czego mu się tylko podobało: trociń, smalcu, kurczaków, indyków, koniny albo padliny. Teraz nie można jej kupić jaką była.

Coraz trudniej znaleźć mi normalną żywność, ale się jeszcze nie poddaję. Mimo wszystko można kupić surowe, nie szprycowane mięso, z którego zrobię co mi się podoba. Nie wiem tylko jak długo. Może i sprzedaż tego mięsa będzie niedługo wymagała odpowiedniej liczby/metrów płytek gazury od podłogi i zaokrąglonych krawędzi do zmywania, ale na ten wypadek mam jeszcze telefon do nielegalnego rzeźnika.

Wymienię się kontaktami do nielegalnych sprzedawców jedzenia w okolicy Suwałk i Białegostoku. Poszukuję (na razie bezskutecznie) producentów baraniny. W zamian za namiar na baraninę oferuję kontakt do wędzonego boczku (prawdopodobnie tylko 4-5 razy w roku, oraz białej kiełabasy - 2 razy w roku). Kontakt musi być bezwzględnie sprawdzony.

Hasło: "biała kiełbasa". Adres zakonpirowany w linku.
-
2009/02/17 14:53:18
Ależ! Mam przecież producenta baraniny, który na dodatek jest codziennie w Suwałkach. Pisz na priva.
-
2009/02/21 18:43:23
Dziękuję za baraninę.


Korzystając z podwójnego pretekstu, po pierwsze bo o jedzeniu, zaprezentuję tu krótki przepis, który wynalazłem w książce Kultura wsi puńskiej, Warszawa 1987, Wydawnictwo ZSL. Drugi powód wyjaśni się na końcu.


Bandos baby ziemniaczane.
Utrzeć młode (najlepiej) ziemniaki, uformować w kule lub piramidki i upiec na liściach kapusty, najlepiej w piecu opalanym drewnem.
Podawać ze śmietaną. Jest to potrawa wywodząca się ze wsi Dusznica.