Nasze życie we wsi Dusznica na pograniczu polsko-litewskim Our life in the village of Dusznica on the Polish-Lithuanian borderland
web stats stat24
RSS
piątek, 30 stycznia 2009

Po wielu tygodniach planowania i podchodów udało się - żona kupiła ekologicznego kurczaka prosto od rolnika!

W Polsce XXI wieku, podobno potędze rolniczej, kupienie polskiej żywności ekologicznej graniczy z cudem. Kiełbasa czy chleb sprzedawana jest w miastach po bajońskich cenach w kilku wybranych, luksusowych sklepach. Na prowincji, jeżeli nie masz rodziny na wsi, możesz o takichj produktach tylko pomarzyć.

Ofocjalne, unijne programy ekologiczne są tak skomplikowane, wymagają tak rozbudowanej biurokracji i mają tak wyśrubowane wymogi, że są w istocie narzędziem wykluczenia - żaden drobny przeciętny rolnik, z jego poziomem wykształcenia, rozumieniem słowa pisanego, zdolnościami komunikacyjnymi, nigdy nie będzie do nich w stanie przystąpić, a wręcz o nich nie słyszał!

W sklepach ekologicznych znajdziecie żywność ze wszystkich stron świata - szczególnie z Niemiec, Holandii czy Czech, ale nie z Polski!

Jednocześnie praktycznie każdy mieszkaniec wsi, a także ich krewni w mieście, jedzą żywność ekologiczną - jajka od własnych kur, wędliny z własnej świni, masło, śmietanę i ser, kurczaki. Jest to jednak obrót prywatny - żaden z nich nie sprzedaje tego na zewnątrz. Dlaczego? To proste- jest to zabronione! Natychmiast przyczepiłby się do nich sanepid, inspekcja handlowa, urząd skarbowy, zostaliby w krótkim czasie zbankrutowani i przepuszczeni przez biurokratyczną maszynkę do mięsa. Wszystko to w kraju, w którym nieustannie pieje się o naszym potencjale wykarmienia całej Europy, a także o promocji zdrowej żywności i wsparcia dla rolników.

W rzeczywistości wsparcie ogranicza się do paru tysięcy rocznej zapomogi - natychmiast przejadanej przez 90% beneficjentów - a jednocześnie narasta presja, propaganda i lobbying wielkich producentów, gigantycznych fabryk wyrobów jajkopodobnych, mięsopodobnych, wędlinopodobnych, nabiałopodobnych... Twierdzą oni - i propaganda ta od lat znajduje posłuch w oficjalnych strategiach - że drobne gospodarstwa skazane są na wymarcie, że nie mają szansy osiągnięcia ekonomicznej opłacalności. I tak krok po kroku się dzieje.

Spróbujcie kupić na wsi kurczaka - to naprawdę bardzo skomplikowany proces! Ten ma, ale nie sprzeda, ten sprzeda, ale nie wypatroszy i nie oskubie, tamten może za pół roku, większość nie ma czasu, nie widzi sensu. A przecież wiemy dobrze, że spokojnie połowa klienteli z radością zapłaci dużą premię, żeby nie jeść g... ze sklepu - karmionego padliną zwaną mączką mięsno-kostną, nie widzącego światła słonecznego przez całe (krótkie) życie, faszerowanego hormonami wzrostu i antybiotykami, stłoczonego na niemożliwie ciasnej przestrzeni w warunkach, które nieodparcie przywodzą na myśl obozy koncentracyjne.

Mamy więc oficjalny, wspierany przez państwo przemysł - wielkich producentów - skutecznie lobbujących w obronie swoich interesów, zdolnych z łatwością przepchnąć korzystne dla siebie rozwiązania; garstkę oficjalnie uznanych gospodarstw ekologicznych; i setki tysięcy autentycznie ekologicznych (albo bliskich temu) gospodarstw, którym nie wolno sprzedawać na rynku tego, co produkują dla rodziny i znajomych. No i miliony konsumentów jedzących schemizowaną padlinę, a następnie wydających miliardy na leki uśmierzające symptomy wywołanych tym jedzeniem chorób. W ten sposób system się kręci - wielcy są coraz więksi, mali coraz mniejsi, ludzie coraz słabsi, korporacje coraz silniejsze, a nad wszystkich czuwa wszechwładny urzędnik bacząc, by przypadkiem nic nie zakłóciło pracy dobrze nasmarowanego mechanizmu.

Na szczęście Polak potrafi i jak zawsze kiedy czegoś nie wolno, pojawia się podziemie - Solidarność maślano-kurczakowo-kiełbasiana, indycza międzynarodówka, Kurza Armia Krajowa, Filomaci i Filareci chlewa i kurnika, nabiałowo-wędliniarski ruch oporu, cichociemni jajka i warzywa. Głęboko zakonspirowani, dają narodowi nadzieję i pomagają przetrwać czas niewoli...

12:37, marslaur
Link Komentarze (18) »
Kilka zdjęć z życia Batalionu Korpusu Ochrony Pogranicza "Sejny" / A couple of pictures from the life of the 'Sejny' Border Protection Corps (KOP) Batallion (źrodło/source: Żołnierz Polski, nr 2, 1931).









Korpus Ochrony Pogranicza (KOP) został powołany rozkazem Ministerstwa Spraw Wojskowych z dnia 17 września 1924 roku. Pierwszym dowódcą był gen. bryg. Henryk Minkiewicz. KOP rozpoczął służbę na granicy z Łotwą, Litwą i ZSRR. Długość tej granicy obejmowała łącznie 2028 km. Początkowo, jesienią 1924 roku pierwsze trzy brygady obsadziły granicę państwową na odcinku województw wołyńskiego, nowogródzkiego i wschodniej części województwa wileńskiego. Od wiosny 1925 roku czwarta brygada obsadziła granicę na odcinku województwa tarnopolskiego, a piąta odcinek województwa brzeskiego (Polesie). W następnym roku szósta brygada objęła ochronę granicy z Litwą i Łotwą. W roku 1927 szósta brygada obsadziła krótki, liczący 66 km suwalski odcinek granicy niemieckiej (z Prusami Wschodnimi) oraz odcinek granicy polsko-rumuńskiej. (…) Pozostałe granice strzeżone były przez utworzoną w roku 1928 Straż Graniczną.

W pracy Kresy w oczach oficerów KOP (red. Jan Widacki, Unia, Katowice 2005), z której pochodzi powyżśzy fragment, jeden z rozdziałów poświęcony jest gminie Berżniki. Oto co ciekawsze wyimki:

Urząd gminy znajduje się we wsi tej samej nazwy, leżącej pośrodku obszaru gminnego. Jest to największa miejscowość na terenie gminy, w której znajduję się: 3-klasowa szkoła powszechna, kościół parafialny, agencja pocztowa, posterunek Policji Państwowej, Kasa Stefczyka, Związek Strzelecki i dwa sklepy spożywcze.

Ludność gminy Berżniki zajmuje się prawie wyłącznie rolnictwem, co stanowi podstawę jej egzystencji. Stan rolnictwa jest jednak bardzo ciężki, ze względu na duże rozdrobnienie gospodarstw, nieurodzajną glebę i trudną uprawę roli, ponieważ powierzchnia jej jest pofałdowana i pokryta w niektórych miejscach gęsto głazami lub pniami po niedawno wykarczowanych lasach.

Oprócz ośmiuset drobnych gospodarstw jest w gminie sześć folwarków: Krasnogruda, Hołny Mejera, Weresowszczyzna, Olkieńszczyzna (właść. Otkieńszczyzna), Berżniki i Adolin (którego znaczna część leży po stronie litewskiej). Przedzielenie gospodarstw granicą stanowi duże utrudnienie w pracy rolników z powodu utrudnień w udawaniu się na obce terytorium oraz nieżyczliwe ustosunkowanie się ludności litewskiej do polskiej.

Gmina posiada dużo jezior rybnych - rybołówstwo jest więc bardzo rozwinięte, a ryby stanowią częsty artykuł spożywczy.
Na uwagę zasługuje hodowla karpi w stawach folwarku w Berżnikach, skąd nabywa je cała okolica i wojsko.
Lasów prywatnych jest w gminie niewiele. (…) Ludność wykorzystuje tereny torfiaste, której w największej ilości rozciągają się koło wsi Hołny i używa torfu na opał dla siebie i na sprzedaż.
W niektórych wsiach spotyka się szarą glinę, z której gospodarze lepią, mieszając ze słomą, obory i inne budynki. We wsi Grudziewszczyzna i Zaruby, dzięki dobrym pokładom gliny,. istnieją cegielnie dające pracę i byt kilkunastu robotnikom.
Ludność gminy Berżniki zaopatruje się we wszelkiego rodzaju towary w Sejnach. Tutaj też w targi, które odbywają się we wtorki i piątki każdego tygodnia, sprzedają gospodarze swoje produkty rolne, warzywne, drób, nabiał itp. artykuły.

(…)

Gmina posiada dwie drogi bite. Jedna prowadzi od granicy litewskiej przez wieś Berżniki do Sejn i dalej do Suwałk, druga zaś przecina się z pierwszą prawie prostopadle, na czwartym kilometrze od Sejn, i wiedze do Augustowa (44 km).
Resztę dróg stanowią drogi polne kręto wijące się między pagórkami. Dzięki stałej konserwacji i naprawom stają się one coraz lepsze.
Wszelkie ciężary przewozi się za pomocą furmanek. Jest to jednak mocno utrudnione z powodu nierównego terenu, gdyż wciągnięcie pod górę wymaga wiele siły, z góry zaś trzeba hamować albo puszczać konia z furą na ryzyko, co tutejsi wieśniacy często stosują.
Po jeziorach, w celu połowu ryb, stosowana jest komunikacja wodna. Możliwa jest kajakowa komunikacja rzeką Marychą, która wpada do Czarnej Hańczy, ale z powodu krętego biegu i granicznego jej położenia na znacznym odcinku – mało jest ona wykorzystywana.

(…)

Pod względem narodowości Polaków jest przeważająca ilość, bo 2890 osób, co stanowi 73.4%. Litwinów – 598 osób (15.2%), Rosjan – staroobrzędowców (starowiery) – 440 osób (11.1%) i Żydów – 11 osób (0.3%). Litwini mieszkają koło jezior Gaładuś i Hołny (wsie Żegary, Ogrodniki, Rachelany), stanowiąc zakończenie „wyspy” litewskiej rozciągającej się na terenie sąsiedniej gminy Krasnowo.

Rosjanie-staroobrzędowcy skupili się koło jezior Sztabinki i Pyre we wsiach Olszanka, Poćkuny i Sztabinki. Wyróżniają się oni swoim wyglądem zewnętrznym i ubiorem. Noszą długie brody, sukmany przepasują czerwoną opaską, a za obuwie służą im tzw. „klumpy” (drewniane podeszwy i skórzane przody) albo „pioruny” (całe dłubane z miekkiego drzewa).

(…)

Gmina Berżniki ciąży gospodarczo do Sejn. Tutaj ludność przyjeżdża po wszelkie zakupy, gdyż cztery drobne sklepy w gminie nie załatwiają wszystkich jej potrzeb. Tutaj na targach sprzedaje ona swoje produkty i tutaj otrzymuje pracę zarobkową.
Na terenie gminy nie ma żadnego młyna. Dawny młyn wodny w Berżnikach stoi obecnie w ruinie. Zboże na osypkę, a czasami i na chleb razowy, bardzo często ludność miele w żarnach.
Część robotników wędruje na letnie roboty do Grodna (prace przeważnie budowlane). Jest wśród nich wielu staroobrzędowców, którzy przeważnie są stolarzami i cieślami.
Większe majątki, prowadzone przez fachowych agronomów, ciążą do Suwałk, zaopatrując się tam w narzędzia rolnicze, nasiona, nawozy sztuczne itp. Ogólne ciążenie gminy zaznacza się w kierunku zachodnim, gdyż od wschodu ruch zamyka granica państwa.

08:02, marslaur
Link Komentarze (1) »
piątek, 23 stycznia 2009

W dość przyziemnej scenerii sejneńskiego domu kultury odbyła się impreza, która dosłownie odrywała od ziemi. Całkowicie międzypokoleniowa potańcówka...

19:56, marslaur
Link Komentarze (3) »
wtorek, 20 stycznia 2009
Sejny, widok z wieży bazyliki na kościół ewangelicki / Sejny, view from the basilica's spire of the Protestant church.
Źródło/source: Egidijus Aleksandravicius, Giesmininko kelias, Versus Aureus, Vilnius 2004.
Zdjęcie dzięki uprzejmości Tadasa Bogdanaviciusa.

Będę wdzięczny za sugestie dotyczące przybliżonej daty zrobienia zdjęcia / I will be grateful for suggestions regarding the date this photo was taken.

13:50, marslaur
Link Komentarze (38) »
poniedziałek, 19 stycznia 2009


Polska jest przede wszystkim krajem anarchii. Nie ma tutaj dwóch takich samych domów obok siebie.
Kiedy jednak czasem pojawia się gładka, równa, ogrodzona, oświetlona, totalitarna i nieludzka ściana kauflandu albo innego auchana, drżę i dochodzę do wniosku, że wolę jednak swojską anarchię od zimnej bezduszności Zachodu.

Choćbyśmy nie wiem, jak bardzo chcieli być Zachodem – a chcemy bardzo – nigdy nim nie będziemy.

Człowiek najbardziej potrzebuje stabilizacji – czy to będą przepisy prawa czy ceny biletów, wygląd szyldów czy tytuły gazet. Przez sto lat – od roku 1815 do 1915 centralna Polska była częścią imperium rosyjskiego. Potem było jedyne dwadzieścia lat przerwy. Potem III Rzesza i kolejne 50 lat rusyfikacji i rosyjskiego systemu – służalczości, biurokracji, korupcji, antysemityzmu. W jaki sposób chcemy być częścią Zachodu, skoro bardziej niż czymkolwiek innym jesteśmy homo sovieticusami? Jak możemy oczekiwać postaw i modeli charakterystycznych dla ustabilizowanych „demokracji” Zachodu, jeżeli ostatnie 200 lat było dla nas nieustannym pasmem zmian i przełomów: rozbiory i utrata niepodległości – porażka Napoleona – powstanie listopadowe – Wiosna Ludów – powstanie styczniowe – wojna, upadek starego świata i odzyskanie niepodległości – wojna i utrata niepodległości – komunizm – upadek komunizmu.

Głównym zagadnieniem dzisiejszej Polski jest zagadnienie tożsamości. Kim jestem? Kim jesteśmy? Na poziomie jednostki, wsi, gminy, miasta, państwa, narodu, społeczeństwa. Dzisiejsza Polska wydaje się w istocie wielkim wołaniem o tożsamość. „Chcemy wreszcie wiedzieć, kim jesteśmy!”. Jesteśmy jak ludzie, którym wydawało się, że są dorośli, a nagle zostali cofnięci co intelektualnego i fizycznego poziomu dziecka. To obezwładniające poczucie bezsilności…


17:08, marslaur
Link Komentarze (5) »
czwartek, 15 stycznia 2009

Istotny epizod wojny polsko-litewskiej 1919-1920 r. w relacji zamieszczonej w "Żołnierzu Polskim" nr 50, grudzień 1926 r. Była to, jak pisze Grzegorz Rąkowski w Polsce egzotycznej, "największa i najkrwawsza bitwa" tej wojny, która rozegrała się 22 września 1922 r.

"Silne oddziały polskie, planując przejście przez neutralne terytorium litewskie, aby uderzyć na radzieckie wojska nad Niemnem, skoncentrowały się na zachód od Sejn. Bronione przez znaczne siły litewskie miasto zostało zaatakowane przez 1. Dywizję Piechoty Legionów i po kilku godzinach zażartych walk zdobyte. Litwini ponieśli poważne straty, do niewoli dostało się 1700 żołnierzy, Polacy zdobyli też 12 dział. W rezultacie akcji polskiej grupy operacyjnej wojska litewskie zostały po raz ostatni wyparte za linię Focha, a oddziały polskie gwałcąc neutralność Litwy przemaszerowały przez jej południowy skrawek i nie zatrzymując się przeprawiły się przez Niemen pod Druskiennikami.

O przynależności państwowej Sejneńszczyzny i ostatecznym przwebiegu granicy zdecydować miały toczone jeszcze przez wiele miesięcy negocjacje na forum międzynarodowym, dodatkowo skomplikowane zajęciem Wilna przez wojska gen. Żeligowskiego w październiku 1920. Dochodziło także do drobnych incydentów granicznych. Ostatecznie linię Focha uznano za oficjalną granicę polsko-litewską dopiero w lutym 1923 r.

Tak zakończył się polsko-litewski konflikt graniczny, podczas którego Sejny przechodziły z rąk do rąk aż jedenaście razy. (...)".

(G. Rąkowski, Polska egzotyczna, t. 1, Pruszków 2002, s. 103)

Parada kawalerii polskiej w Sejnach (ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Suwałkach, http://en.wikipedia.org/wiki/Polish-Lithuanian_War):

13:24, marslaur
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 stycznia 2009

Najpierw miało być złamanie, potem zwichnięcie, a dzisiaj po kontuzji już ani śladu... Ale przeżycie było - ostry dyżur, chirurg, rentgen, łupki, temblak.

09:06, marslaur
Link Komentarze (3) »
niedziela, 11 stycznia 2009
Ile w humanistyce wydano w Polsce w ciągu ostatniego roku przekładów z angielskiego? Z pewnością setki, jeżeli nie tysiące. Do tego co najmniej kilka tuzinów dzieł francusko- i niemieckojęzycznych. A ile w tym czasie wydano przekładów z czeskiego, węgierskiego, litewskiego, rumuńskiego czy wschodnioniemieckiego?

Nasza recepcja współczesnej humanistyki ograniczona jest do dzieł zachodnich, głównie z kręgu anglofońskiego. Oznacza to, że kształtujemy nasz obraz świata – a więc i samych siebie – na podstawie prac tworzonych w kontekście kompletnie odmiennym od naszego, w kulturze wyprzedzającej naszą w podstawowych kategoriach – demokracji, praw człowieka, równości płci, tolerancji religijnej, prac pracowniczych – o dziesiątki lat, a więc tak naprawdę zupełnie nieprzystawalnej do naszej.

Tymczasem zaraz obok nas istnieją społeczeństwa, kultury i humanistyki, które mogą mieć nam do powiedzenia wielce istotne rzeczy o nas samych – dzieląc z nami historyczne doświadczenia, kulturową i geograficzną bliskość, podobny poziom rozwoju cywilizacyjnego. Ich recepcja w Polsce – jeżeli istnieje – ograniczona jest w najlepszym razie do wąskiego kręgu specjalistów.

Oznacza to, że żyjemy nie swoimi problemami, przykładamy nie swoją miarę do palących nas kwestii, porównujemy się z tymi, z którymi porównać się nas nie da. Tak naprawdę sami siebie kolonizujemy kulturowo, nieustannie podnosząc zafascynowany wzrok na centrum zamiast rozglądać się wokół siebie i rozmawiać z równymi sobie. W głębi ducha pogardzamy jednak kulturami ościennymi, ważniejsze dla nas jest to, co piszą w New Yorku niż to, co w Pradze, Budapeszcie czy Bukareszcie. Może to jeden z powodów, dla których dwadzieścia lat po obaleniu komunizmu pod pewnymi względami jesteśmy takimi samymi homo sovieticusami jak dawniej. Bo przecież „wszystko musi się zmienić, żeby nie musiało się zmienić nic”.

Nasza fascynacja Zachodem przypomina fascynację sługi panem – Zachód nie jest przecież nami zafascynowany nawet w jednej setnej tak samo, a w gruncie rzeczy traktuje nas zapewne – w pewnym miejscach na świecie w każdym razie – Waszyngton, Paryż, Berlin – jak teren ekspansji kulturowej i politycznej. Tymczasem nasz kontakt z kulturami i społeczeństwami przeżywającymi podobne problemy co my, znajdującymi się na podobnym etapie rozwoju społeczno-polityczno-gospodarczo-kulturowego, z którymi moglibyśmy być może wymienić się odpowiedziami na istotne pytania, z którymi łączy nas o wiele więcej niż ze społeczeństwami Zachodu – jest praktycznie żaden.

Co my wiemy o dzisiejszych Czechach, Węgrach, Rumunach czy Litwinach? Z jakich ich doświadczeń korzystamy, jakie ich rozwiązania mogłyby się okazać nam przydatne, a jakie nasze im? Jak u nich wygląda kwestia demokracji lokalnej, władzy biurokracji, wolności gospodarczej, praw kobiet, praw pracowniczych, wolności słowa czy wyznania? Jaka jest ich socjologia i czego możemy się z niej dowiedzieć? Jaka jest ich historia najnowsza? Jaka jest ich teoria i praktyka demokracji?

Czy istnieje lepszy sposób na przypieczętowanie własnej prowincjonalności niż nieustannie oglądanie się na centrum?


19:02, marslaur
Link Komentarze (3) »
czwartek, 08 stycznia 2009


Znano różne w świecie lisy:
Był więc lis Ancymon Łysy;

Pospolity lisek rudy,
Pełen sprytu i obłudy;
Lis niebieski - wielka sknera;
Zezowaty lis - przechera;

Czarny lisek ogoniasty;
Lis Patrycy Jedenasty;

Srebrny lis niezwykle szczwany;
Lis Mikita spod Oszmiany;

Lis Telesfor farbowany,
Niebezpieczny i zawzięty;

Lis Wincenty, lis Walenty,

Lecz nie było w świecie lisa
Ponad lisa Witalisa.

(...)

Był Witalis maści rudej,
Niezbyt gruby, niezbyt chudy,
Miał na prawym oku bielmo
I był szelmą. Strasznym szelmą!

(Brzechwa dzieciom)


12:59, marslaur
Link Dodaj komentarz »
Co ja na to poradzę, że jestem taka duża...




12:36, marslaur
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 05 stycznia 2009
Dusznica, 5.1.2009, 7 rano/a.m.


A na liczniku / On the meter:

07:58, marslaur
Link Komentarze (3) »
W zachodzącym wczesnostyczniowym słońcu / In an early-January sunset
Dusznica, 4.1.2009:

07:54, marslaur
Link Dodaj komentarz »
Dusznica, 4.1.2009:

07:50, marslaur
Link Komentarze (3) »
niedziela, 04 stycznia 2009
Na liczniku -8.5 stopnia, a za oknem, po wczorajszym przejściu frontu znad Łotwy, biało. Najlepsza prognoza pogody zawsze na http://new.meteo.pl, meteorogram dla Sejn i okolic tutaj, codzienny komentarz synoptyka tutaj.


07:51, marslaur
Link Komentarze (6) »
sobota, 03 stycznia 2009


Olsza czarna (Alnus glutinosa)- drzewo średniej wielkości do dużego o pełnej strzale, z podłużnie jajowatą do piramidalnej koroną. W starszym wieku korowina tafelkowato spękana. System korzeniowy sercowaty, łatwo przystosowujący się do różnych warunków siedliskowych, także palowy, sięgający 1-2 m w głąb gleby.

Rośnie w pierwszym roku bardzo powoli, potem szybciej. Osiąga 0.5 m średnicy, wysokość 20 m, rzadziej 33 m i dożywa wieku 100 lat. Nie wytwarza odrostów korzeniowych, lecz ma dużą zdolność odroślową.

W młodości bardzo wrażliwa na suszę. Gatunek dosyć odporny na przymrozki, światłożądny, o małych wymaganiach termicznych. Potrzebuje głębokich, zasobnych w składniki mineralne, wilgotnych gleb. Występuje zwykle wzdłuż rzek, na brzegach, na terenach zabudowanych. Najlepszy wzrost osiąga na terenie, w którym woda gruntowa jest ruchoma. Wytwarza lite drzewostany - olszyny na siedliskach bagiennych, na niżu. Drewno żółtoczerwone, z ciemniejszymi warstwami, nie zróżnicowane na biel i twardziel; miękkie. Żywotność drewna pod wodą prawie nieograniczona.
(Gottfried Amann, "Drzewa i krzewy", Warszawa 1994)



Od siebie dodam - zdecydowanie najliczniejszy gatunek w naszej najbliższej okolicy.
10:18, marslaur
Link Dodaj komentarz »

Maria Hartmanowa podaje w swojej pouczającej książce "Soki, konfitury i napoje chłodzące" (Warszawa 1929) ciekawy przepis na sok z brzozy:

10:03, marslaur
Link Komentarze (4) »
Para zimuje nad naszą rzeczką, widujemy je praktycznie codziennie - na mostku, na zwalonym drzewie, na lodzie. Są jednym z niewielu ruchomych elementów w statycznym, zamrożonym zimowym krajobrazie.

09:46, marslaur
Link Dodaj komentarz »