Nasze życie we wsi Dusznica na pograniczu polsko-litewskim Our life in the village of Dusznica on the Polish-Lithuanian borderland
web stats stat24
RSS
wtorek, 28 listopada 2006

Krasnogruda.



Żegary, najwyższe wzniesienie w okolicy, ok. 170 m npm.


Żegary, widok na jezioro Sztabinki.


Żegary, nad jez. Sztabinki.

18:14, marslaur
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 listopada 2006
Kiedy tu przyjechaliśmy, wiedzieliśmy oczywiście, że "polscy" Litwini, że Sejny, że Puńsk etc., ale była to wiedza całkowicie abstrakcyjna. Początkowo cały nasz kontakt z kulturą litewską to była Karciama przy konsulacie litewskim w Sejnach. Niby wiedzieliśmy, że ten i ów z napotkanych ludzi, sąsiadów, to Litwin, ale po czym to poznać? Na pewno nie po nazwisku, bo są często zupełnie "nielitewskie" (na -ski czy -icz). Jednak powoli byliśmy akceptowani, czy po prostu ludzie dookoła nas oswajali się z nami i "litewskość" Dusznicy zaczęła wyłaniać się krok po kroku. Dziewczynka mówiąca "łaba diena" zamiast "dzień dobry", kiedy pukasz do czyichś drzwi, pierwsza podsłuchana rozmowa po litewsku (najpierw z dobrych kilkudziesięciu metrów), napis na mostku sprzed 70 lat, którego nie rozumiesz, widok miejscowych gospodarzy przyjmujących krowi poród i porozumiewających się przy tym po litewsku, wiadomość, że ktoś ma syna czy córkę na studiach w Kownie, a ktoś inny pojechał do Mariampola na giełdę samochodową... Aż nadchodzi moment, kiedy człowiek, którego znasz całkiem dobrze i wydaje ci się niczym nie różnić od wszystkich innych, nagle odzywa się przy tobie w innym, zupełnie egzotycznym, języku (litewski jest jednym z najstarszych, najbogatszych i najtrudniejszych języków indoeuropejskich) - moment niesamowity. Jest to otwarcie zupełnie nowej przestrzeni, nowego wymiaru, zarówno w twoim obrazie tego człowieka, jak i w waszej relacji. Teraz doszło już do tego, że na budowie, kiedy pracujemy razem, chłopcy przez większość czasu rozmawiają ze sobą po litewsku; czuję się wtedy jak uczestnik jakiegoś misterium, jakiegoś tajemnego, pradawnego rytuału. Żywy kontakt z inną kulturą na równych prawach, kiedy pokazuje się tobie, że nie jesteś turystą ani (już tak bardzo) obcym, kiedy ktoś ufa ci na tyle, by mówić przy tobie w swoim języku ojczystym - który nie jest językiem państwowym - jest wielkim przeżyciem.
Kwestia jest oczywiście mocno drażliwa - konflikt pomiędzy obiema nacjami na tym terenie pozostaje silny, chociaż ukryty, i choć nie są to już te same czasy co parę lat temu, kiedy przyjście na dyskotekę w żółtej koszulce (tradycyjna barwa Litwy) oznaczało pewne mordobicie, Litwini wcale nie chcą się afiszować ze swoją litewskością. Wręcz przeciwnie. A państwo polskie wcale nie wspiera ich odrębności, raczej wolałoby widzieć ją ograniczoną do jednej szkoły w Sejnach i paru zespołów ludowych.
Tyle że fakty są takie jakie są - mój kolega Waldek nauczył się polskiego dopiero w podstawówce i tak naprawdę to mówimy na niego Valdas. Jeżeli ktoś nazywa się -icz, to możecie być pewni, że tak naprawdę jest to -icius, nie mówiąc już o oczywiście o tych, którzy nazywają się -is. Tyle że 50 lat cichej polonizacji zrobiło swoje - niewielu ludzi wciąż pisze się tutaj z litewska, zapewne korzyści są żadne, a potencjalne problemy różnorakie.
Do litewskości dochodzi też bardzo unikalny kontekst geokulturowy - z miejsca, w którym się znajduję, jest godzina samochodem do dawnego Kraju Królewieckiego (Obwodu Kaliningradzkiego), godzina do dawnych Prus Wschodnich (warmińsko-mazurskie) i godzina do Grodna, a do Wilna jest dwa razy bliżej niż do Warszawy. Jest to dokładnie ta sama sytuacja, którą Stasiuk przeżywa w swoim kawałku Środkowej Europy, tyle że tutaj dochodzi kontekst Wielkiego Księstwa Litewskiego i cały wiążący się z tym mit, etos i topos.
Kiedy włączamy radio na budowie, mamy do wyboru stacje polskie, rosyjskie, litewskie i białoruskie. Ostatnio jakoś najbardziej przypasowało mi Radio Grodna - śpiewny, miękki, dziwnie znajomy język koił ucho i serce, a forma była dokładnie taka sama jak u nas, łącznie z polskimi piosenkami pop raz na jakiś czas i reklamami dealera Mazdy - to dla tych, którzy sądzą, że Białoruś to coś w rodzaju ZSRR z połowy lat siedemdziesiątych. Ale najlepsze były covery zachodnich przebojów w miejscowej wersji językowej. Dla pierwszej osoby, która wyśle poprawną odpowiedź na pytanie: z jakiego przeboju pochodzi tytułowy cytat - nagroda.


17:20, marslaur
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 listopada 2006
Dzisiaj odwiedził mnie na budowie pan Witek Popiel, mieszka na drugim końcu Dusznicy, nad Gaładusiem, ale wyciągał był tego, co dzierżawi ziemię od Józefa Pietruszkiewicza, z bagna (bo ten dopiero talerzuje o tej porze i się zakopał), no i zajechał zobaczyć, jak nam idzie.
Opowiedział mi, jak to chłopcem w podstawówce będąc (pierwsze 4 klasy były u Dapkiewicza, w Żegarach od strony Krasnogrudy, w tym domu przy drodze pod czerwoną dachówką - bo przez Niemca stawiany, Fischmeistera jeziornego, za wojny) przychodził do Staszka Mełeżyka (mojego sąsiada), który mieszkał w dawnym majątku (w "dworku", na miejscu którego my się teraz budujemy), wspólnie przerysowywać obrazki z Płomyczka, co im pani zadała. "Jak jeden nie umiał, to mu drugi dorysował".
Pokazywał, gdzie stała stodoła, gdzie chlew. Była to połowa lat 50-tych. Pan Witek ma dzisiaj 59 lat.
Rozczulił mnie ten Płomyczek i przypomniałem sobie o czymś.









18:11, marslaur
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 listopada 2006
Z tym alarmizmem świetlnym to chyba jednak trochę przesadziłem...




17:25, marslaur
Link Komentarze (4) »
Pierwsze (i zapewne ostatnie) światło dzisiejszego dnia:






08:53, marslaur
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 listopada 2006


Nasza technologia (patent pending):



Na prośbę zainteresowanych wyjaśniam technologię: ściana wewnętrzna: słupy 14x14 cm i pomiędzy nimi glinobitka (glina wymieszana ze słomą); ocieplenie: 20 cm zwykłej słomy ze snopowiązałki, traktowanej impregnatem solnym do drewna w płynie, wapnem oraz dziewanną - wszystko dla odstraszenia myszy; ściana elewacyjna: bloczek gliniano-słomiano-trocinowy 25x11x11 cm, produkcji cegielni koło Ełku, murowany na zaprawę glinianą. Ostatnią warstwą (tak na zewnątrz, jak w środku) będzie tynk gliniany.

I wrażenia ulotne (Hołny Mejera):



10:57, marslaur
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 listopada 2006
Dia de Muerte, Samhain, Dzień Wszystkich Świętych - whatever you call it, wiadomo o co chodzi. O zmarłych. Duchy. Tych, co odeszli. Jak mówi profesor Janion, "do Europy tak, ale tylko z naszymi zmarłymi". Rozumiem to w sposób dosłowny, tzn. w sensie bezpośredniego doświadczenia kontaktu ze zmarłymi, które możliwe jest wyłącznie w odmiennym stanie świadomości. Odległym echem rytuałów "dziadów" jest istniejący do dzisiaj w Rosji zwyczaj picia wódki na grobach w dniu 1, a szczególnie 2 listopada (Zaduszki).

"W Dzukiji zachował się zwyczaj (jesienne "dziady") zostawiania pożywienia na grobach w wieczór zaduszkowy i palenia dużych ognisk. Przesąd głosił, że na starych zapomnianych grobach zapalają się wtedy światełka". (Litwa, Tomasz Krzywicki, Rewasz, Pruszków 2005).

My ruszyliśmy do Kapciamiestis (Kopciowo).

Kopciowo nierozerwalnie związane jest z Emilią Plater, słynną uczestniczką powstania listopadowego na Żmudzi. Wraz ze swoim stryjecznym bratem Cezarym Platerem organizowała w Dusiatach oddział powstańczy, brała udział w zdobyciu Jeziorosów i walkach pod Mejszagołą, Kownem, Szawlanami. Od walk pod Kownem dowodziła w stopniu kapitana 1. kompanią 1. pułku litewskiego w oddziałach generała Chłapowskiego. W walkach pod Szawlanami odznaczyła się szczególnym męstwem i odwagą. Sprzeciwiła się przekroczeniu granicy wraz z generałem Chłapowskim. We trójkę, wraz z Marią Raszanowiczówną i stryjecznym bratem Cezarym Platerem skierowali się na południe w stronę Warszawy. Poc 10 dniach wędrówki dotarli do Puszczy Augustowskiej. Tutaj Emilia zaczęła chorować. Przyjaciele nieśli ją. W końcu zatrzymano się w leśnej drewnianej chacie, gdzie zmarła.

To była wersja pierwsza.

Teraz wersja druga, na następnej stronie:

Drugim punktem w Kopciowie jest miejsce, gdzie została zraniona przez patrol rosyjski. Znajduje się ono przy drodze wiodącej ku pn. w stronę wsi Nasutai (Nasuty), do dawnej bazy sprzętu kołochozu, na skraju Kopciowa. Kilka lat po śmierci Platerówny postawiono tu krzyż. Prawdopodobnie w r. 1912 zamieniono go na obecny postument z metalowym krzyżem i napisami "Emilja Hrabianka Plater tu spoczywa" i "Zeszła w Bogu d. 23 grud. 1831".


Wersja trzecia:

Interesujące, że również pod Sejnami, we wsi Pomorze (dawniej Budziewizna) wskazuje się miejsce, gdzie odbyła się ostatnia potyczka oddziałku Emilii Plater. Stoi tam oryginalna kaplica słupowa. Krążą o tym miejscu jeszcze inne legendy.

Wersja czwarta:

W Wiejsiejach możemy odbić od głównej trasy na pd. i ziwedzić ciekawe miasteczko Kapciamiestis. W odległości 4 km leży Paulanka (Pohulanka), od której 1 km w lewo na wsch. leży wieś Vaineżeris (Justianów). Warto odwiedzić to miejsce związane z historią Polski. Dotyczy Emilii Plater, która zmarła w majątku Abłamowiczów w Justianowie. Dwór istniał od XVI w., obecnie nie po nim śladu. Został tylko park.

Hmm...


Emilia i jej współczesna fanka.



\

Po śmierci Emilia została przewieziona do Kopciowa i pochowana na cmentarzu początkowo pod nazwiskiem Zielińska. Kilkanaście lat później dzięki miejscowemu proboszczowi. ks. Helmanowi, wystawiono na jej grobie pomnik z prawdziwym nazwiskiem. Grób znajduje się w centralnej części nieużywanego już cmentarzyka w zach. części Kopciowa. Prawdopodobnie z pierwszego pomnika wystawionego przez ks. Helmana zachował się jedynie granitowy głaz obecnie wmurowany w cementową podstawę, z napisem "Mów wieczny pokój". Dzisiejszy pomnik postawiono w r. 1912 w miejscu poprzedniego z r. 1906, który prawdopodobnie został przeniesiony na miejsce zranienia Emilii.




Grób Abłamowiczów, tych od Vaineżeris.


Po prawej stronie od grobu Emilii stoi granitowy nagrobek Heleny Stogetynowej zmarłej w r. 1882:



Vaineżeris.

I mały smaczek stamtąd:

Nepalik czyli mały Nepal oczywiście.

A teraz oddajmy głos Adomasowi Mickieviciusowi, słynnemu litewskiemu poecie piszącemu po polsku. Zwróćmy uwagę, że wiersz też jest o "Litwince", aczkolwiek jej nazwisko brzmi zupełnie nielitewsko i niepolsko, prawda?

ŚMIERĆ PUŁKOWNIKA

W głuchej puszczy, przcd chatką leśnika,

Rota strzelców stanęła zielona;

A u wrót stoi straż Pułkownika,

Tam w izdebce Pułkownik ich kona.

Z wiosek zbiegły się tłumy wieśniacze,

Wódz to był wielkiej mocy i sławy,

Kiedy po nim lud prosty tak płacze

I o zdrowie tak pyta ciekawy.

Kazał konia Pułkownik kulbaczyć,

Konia w każdej sławnego potrzebie;

Chce go jeszcze przed śmiercią obaczyć,

Kazał przywieść do izby - do siebie.

Kazał przynieść swój mundur strzelecki,

Swój kordelas i pas, i ładunki;

Stary żołnierz - on chce jak Czarniecki.

Umierając, swe żegnać rynsztunki.

A gdy konia już z izby wywiedli,

Potem do niej wszedł ksiądz z Panem Bogiem;

I żołnierze od żalu pobledli.

A lud modlił się klęcząc przed progiem.

Nawet starzy Kościuszki żołnierze,

Tyle krwi swej i cudzej wylali,

Łzy ni jednej - a teraz płakali

I mówili z księżami pacierze.

Z rannym świtem dzwoniono w kaplicy;

Już przed chatą nie było żołnierza,

Bo już Moskal był w tej okolicy.

Przyszedł lud widzieć zwłoki rycerza,

Na pastuszym tapczanie on leży -

W ręku krzyż, w głowach siodło i burka,

A u boku kordelas, dwururka.

Lecz ten wódz, choć w żołnierskiej odzieży,

Jakie piękne dziewicze ma lica?

Jaką pierś? - Ach, to była dziewica,

To Litwinka, dziewica-bohater,

Wódz Powstańców - Emilija Plater!


Na koniec jeszcze kilka duchów do wspomnienia:

19:55, marslaur
Link Komentarze (6) »