Nasze życie we wsi Dusznica na pograniczu polsko-litewskim Our life in the village of Dusznica on the Polish-Lithuanian borderland
web stats stat24
RSS
niedziela, 25 listopada 2007
W 1508 r. król Zygmunt I nadał "dwór Leipuniki z wszelkimi attynencjami, pozostałe po śmierci Iwana Fedorowicza Pluskowa, koniuszego smoleńskiego, który dobra te dzierżawił na prawach dożywotnich" - Iwanowi Sapieże (zm. 1546), wojewodzie witebskiemu, synowi Bohdana Semenowicza i kniaźny Fedory (Teodory) Druckiej-Sokolińskiej, zonatemu z Hanną Andrejewną Sanguszkówną (zm. 1561).

Po śmierci Iwana decyzją wdowy dobra dostały się jego synowi Pawłowi (zm. 1580), kasztelanowi kijowskiemu, żonatemu z Hanną Chodkiewiczówną, co wywołało sprzeciw najstarszego jej syna, Iwana (zm. 1580), starosty drohickiego. Po śmierci matki w 1561 r. Iwan gwałtem zagarnął całe Lejpuniki. Król najpierw kazał mu je zwrócić, ale potem decyzję zmienił i nakazał z kolei Pawłowi Sapieże podzielić się Lejpunikami po równej części z braćmi.

W 1567 r. doszło do ugody, na mocy której Michał Sapieha otrzymał od Iwana 300 kop groszy, zrzekając się w imieniu własnym i syna Łukasza "wszelkich praw do dóbr spadkowych posiadanych przez brata Pawła: Lejpunik, Wiejsieji, Wojkieliszek, Kirsny i Poniemunia".

Kolejnym dziedzicem Lejpunik został syn Pawła - Jan Piotr Sapieha (1569-1611), rotmistrz królewski, starostwa uświatski, żonaty z Zofią Wejherówną.

Po nim Lejpuny odziedziczył jeden z synów, Paweł Jan (1609-1665), hetman wielki litewski, zonaty najpierw z Zofią Zenowiczówną, a powtórnie z Anną Barbarą Kopciówną. Po nim Lejpuny, Poniemuń i inne dobra przeszły na najstarszego syna Kazimierza Jana Sapiehę (1637-1720), hetmana wielkiego litewskiego, żonatego również dwukrotnie: z Krystyną Barbarą Chlebowiczówną oraz z Telką Korwin Gosiewską.

Po Kazimierzu Janie dobra odziedziczył jego syn Aleksander Paweł (1672-1734), marszałek wielki litewski, która przekazał je następnie swoim synom Michałowi Antoniemu (1711-1760), wojewodzie podlaskiemu, podkanclerzowi litewskiemu, żonatemu kolejno z Katarzyną Ludwiką Sapieżanką, ks. Teklą Radziwiłłówną i ks. Aleksandrą Czartoryską, oraz Józefowi Stanisławowi (1708-1754), biskupowi koaudiutorowi wileńskiemu.

W 1742 r. bracia sprzedali swoje części Lejpun Michałowi Józefowi Massalskiemu herbu własnego (przed 1700-po 1768), żonatemu z Franciszką z Ogińskich, kasztelanką trocką.

Po Michale Józefie dobra odziedził jego najmłodszy syn Ignacy Jakub Massalski (1726-1794), biskup wileński, działacz polityczny i kulturalny, prezes Komisji Edukacji Narodowej, twórca rezydencji w podwileńskich Werkach.

Potrzebując pieniędzy na spłatę bratanicy, córki Józefa Adriana, podskarbiego nadwornego litewskiego - Heleny Apolonii, która w 1779 r. wyszła za mąż primo voto za ks. Karola Józefa Emanuela de Ligne, biskup Ignacy Massalski, po cenie, jak się wydaje, mocno zaniżonej, ok. 1780 r. sprzedał dobra Lejpuny Antoniemu Kruszewskiemu herbu Abdank, kanonikowi kapituły wileńskiej. Ksiądz kanonik zapisał nabyte dobra swemu bratankowi o tym samym imieniu, Antoniemu Kruszewskiemu (1783-1873), późniejszemu marszałkowi powiatu sejneńskiego, jednemu z synów Ludwika, starosty wasilkowskiego, szambelana Stanisława Augusta i Anieli Ossolińskiej.

Po śmierci Kuszewskiego rozległe i uprzemysłowione, ale najwyraźniej źle zarządzane dobra wystawione zostały na licytację. Kupił je zięć marszałka, Aleksander O'Rourke (1845-1908), ale długo ich nie utrzymał, lecz w parę lat później sprzedał je Kaszycom, ci odsprzedali je Kowalewskim, oni natomiast Piotrowi Balińskiemu. Lecz i on nie potrafił dóbr utrzymać, sprzedał je Doria-Dernałowieżom, którzy gospodarowali tam do 1923 r., kiedy to majątek
został przez rząd litewski rozparcelowany.

Już po wyjściu z rąk Kruszewskich dobra obejmowały blisko 4000 mórg gruntów ornych (ok. 2400 ha) i drugie tylko pod lasami, jeziorami, pastwiskami i nieużytkami. W 1879 r. odeszła jednak z tego dominium tzw. Puszcza Lejpuńska o powierzchni 5129 morgów. Wziąwszy cały obszar łącznie, w czasach księdza kanonika była to więc fortuna spora, choć K.K. Plater wyraził się o niej (w swoim diariuszu poróży do Warszawy w 1792 r.), że wolałby "co lepszego nabyć, aniżeli same lasy sosnowe, a zatem grunta piaszczyste, i chłopków, którzy na złym gruncie ubodzy być muszą". Może to właśnie dlatego dobra lejpuńskie, pomimo ich rozległości i istnienia zakładów przemysłowych i ogrodów, były nierentowne i po Sapiehach i Kruszewskich nikt z kolejnych nabywców nie potrafił utrzymać ich przez dłuższy czas.

Dwór w Lejpunach istniał już w pierwszej połowie XVI w., ale o jego wyglądzie nic nie wiadomo. Na podstawie ocalałego inwentarza z 1685 r. można mieć natomiast pewne wyobrażenie o wyglądzie kolejnego, stojącego tam u schyłku XVII w., wtedy już chyba niezamieszkanego dworu.

Wedle owego źródła była to budowla drewniana, ale na podmurówce, prawdopodobnie na planie prostokąta, może z narożnymi alkierzami i wieloma pomieszczeniami, także w więźbie wysokiego, łamanego, pobitego gontami dachu. Dach wieńczyły trzy kopuły z mosiężnymi kulami i piorunochronami. Wszystkich otworów okiennych w obu kondygnacjach miało być 54. Na parterze okna miały zabezpieczenie w postaci okiennic dekorowanych herbami Lis i kwiatami. Herby widniały także na niektórych drzwiach i piecach.

W chwili nabycia Lejpun przez kanonika Kruszewskiego stary posapieżyński dwór prawdopodobnie już nie istniał lub nie nadawał się do użytku, nowy dziedzic zdecydował się więc na wzniesienie innej rezydencji, bardziej zgodnej z wymogami czasu. Projekt opracował Marcin Knackfuss (1740-1803), architekt JKM, kapitał buławy polnej Wielkiego Księstwa Litewskiego, profesor Akademii Wileńskiej, właściciel niewielkiego mająteczku Szerenkiszki nad Wilenką. Miało to być jego ostatnie. Gdyby projekt księdza kanonika został zrealizowany w całości, dwór w Lejpunach, pomimo pewnych jego niedociągnięć, należałoby zaliczyć do najciekawszych siedzib klasycystycznych na terenie całego byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa pałac miał być założeniem ściśle symetrycznym, złożonych z trzech powiązanych ze sobą w jedną całość członów -głównego korpusu mieszkalnego i reprezentacyjnego oraz ustawionych po jego bokach w jednej linii pawilonów wschodniego i zachodniego. Zbudowano jednak tylko korpus i pawilon wschodni.

Wzniesiony z cegły i podpiwniczony dziewięcioosiowy korpus główny rezydencji o planiec szerokiego prostokąta, przeznaczony na cele mieszkalne i reprezentacyjne, był budowlą na trzech osiach środkowych dwukondygnacyjną, zaś na trzech bocznych parterową. Przy podniesionej o niskie piętro części środkowej od frontu występował portyk w wielkim porządku, złożony z czterech kolumn toskańskich ustawionych na kwadratowych bazach. Na taras pod portykiem wiodły dwa kamienne stopnie. Kolumny dźwigały belkowanie dekorowane fryzem złożonym z tyglifów i metop, jak też trójkątny, otoczonoy mocno zarysowanymi kroksztynami fronton, przebity półkolistym okienkiem. Stosunkowo wąskie otwory okienne ujmowały słabo zarysowane obramienia zamknięte poziomymi naczółkami. Stolarka dwuskrzydłowych okien składała się pierwotnie z sześciu podłużnych kwater. Elewację frontową, jak pozostałe, zdobiły bonie, wieńczył zaś gzyms profilowany. Należy podkreślić dobre proporche dzielonej na trzy równe odcinki fasady względem wysokości domu i portyku.

Zasadzie tej nie pozostał jednak wierny Knackfuss realizując stronę ogrodową głównego korpusu. Chcąc uczynić ją bardziej monumentalną, zamiast zharmonizowanego z całością portyku czterokolumnowego, przy poszerzonej o dwie dalsze osie części dwukondygnacyjnej, wzniósł portyk sześciokolumnowy. W efekcie części parterowe ograniczone zostały jedynie do dwóch osi, co spowodowało zachwianie właściwych proporcji.

Główny korpus nakrywał dach niski, wyodrębniony nad portykami dwuspadowy, nad częściami jednokondygnacyjnymi trójspadowy, naczółkowy, pobity niegdyś gontami. Ponad kalenicą wznosiły się trzy podłużne, rozmieszczone symetrycznie, otynkowane, zwieńczone profilowanymi gzymsami kominy, z których środkowy był równoległy do kalenicy, zaś boczne poprzeczne do niej.

Równócześnie z budową rezydencji założony został wokół niej park krajobrazowy dochodzący do jeziora o pow. ok. 6 ha. Do dzisiaj pozostały z niego dorodne klony i dęby oraz pomnikowe świerki i lipy.

Przed domem i pawilonem rozciągał się obszerny, otwarty gazon. Podobny, założony od tyłu, opadał lekkim skłonem w dół. Z ogrodem sąsiadował w czasach sapieżyńskich urządzony na obszarze kilkudziesięciu hektarów zwierzyniec ciągnący się wzdłuż urwistych brzegów rzeczki Siejry. W obrębie dworu znajdowały się też trzy sady owocowe.

(na podstawie opisu Romana Aftanazego, za: www.radzima.org)

Widok od podjazdu/View from forecourt:


Pawilon (wschodni)/The (eastern) pavillion:


Fronton/The front:





Widok od tyłu/View from the back:




Elewacja tylna, fragment/Back elevation, fragment:




Budynek czworaków, widok od wschodu/Worker house, view from east:


Od zachodu/From west:


Drewniane rzeźby znajdziecie w każdym litewskim parku/You'll find wooden  sculptures in every Lithuanian park:



Kamień i żelazo, Litwini  kochają swoje pogańskie dziedzictwo/Stone and iron, the Lithuanians love their pagan heritage:



A także kolor/And colour too:



15:02, marslaur
Link Komentarze (7) »
środa, 21 listopada 2007

Od lewej: 1. szafran/skórka cytryny/miód; 2. czosnek/cytryna/miód; 3. suszone śliwki/migdały/kawa/wanilia/brązowy cukier; 4. imbir/jabłko/miód; 5. czuszka/skórka cytryny; 6. pieprz kolorowy/brązowy cukier.
From left: 1. saffron/lemon peel/honey; 2. garlic/lemon/honey; 3. dried plums/almonds/coffee/vanilla/brown sugar; 4. ginger/apple/honey; 5/ chili pepper/lemon peel; 6. colour pepper/brown sugar.

19:14, marslaur
Link Komentarze (4) »
wtorek, 20 listopada 2007
Grzegorz Rąkowski, Polska egzotyczna I, Pruszków 2002:

"Najbardziej (...) charakterystycznym budynkiem w litewskiej zagrodzie, uznawanym za drugi co do ważności po domu, jest świreń (z litewskiego svirnas) czyli rodzaj niewielkiego spichlerza. Jest ono obowiązkowo drewniany, o konstrukcji zrębowej, najczęściej kryty gontem, rzadziej słomą. Spichlerzyki takie zachowały się w wielu litewskich zagrodach, nawet tam, gdzie dom i budynki gospodarcze są już nowoczesne i murowane. Owe świrnie, zwane też zdrobniale - świronkami, to prawdziwe małe cacka wiejskiej architektury, często zbudowane jeszcze w ubiegłym wieku. Wyróżniają się różnorodnością kształtów i bogactwem zdobień. Częstym elementem dekoracyjnym są podcienia, wsparte na jednym lub kilku słupkach, rzeźbionych lub prostych. Czasem zobaczymy wysunięty lub nadwieszony okap, czasem świreń zdobią geometrycznie ułożone deseczki szalowane na szczycie, a czasem - solidne drzwi zbite z klepek z wykonanymi przez wiejskich kowali ozdobnymi zamkami, klamkami i zawiasami.
Wielorakie są też funkcje i przeznaczenie spichlerzyków. Tak czytamy o nich u Kolberga:

Świren, swirnas i zdrobniale sirnialis jest to budynek bez pieca w środku zabudowań gospodarskich postawiony; mieści w sobie droższe przedmioty gospodarskie, żelastwo, piły, kosy, sierply, nabiał: twaróg, sery, masło, okrasę, słoninę, półgąski, kumpiaki, szynki, kindziuki, okorki (przednie szynki), świńskie łapy wędzone itp., len i konopie wyczesane w skrętkach, nici w ogromnych kłębach, samodział, czyli sukno własnej roboty naturalnego koloru wełny. Tam w kadzi stoi kwas z suszonych jabłek lub gruszek z chmielem lub bez chmielu warzony, albo wprost ze słodu lub brzozowego soku, przez nacięcie lub świdrowanie na wiosnę brzozy otrzymanego (jaskoła lub oskoła, suła).
Tam są zasieki lub sąsieki do zboża. Tam stoją kubły wysokie prawie na dwa łokcie. (...) Są one w kształcie kadzi, u góry czasem zwężone, z pokrywą, która się przytwierdza przez środek idącą drewnianą zasuwą, przexhodzącą przez uszy wystających dwóch klepek, i zamyka się na kłódkę. Jest to rodzaj kuferków. W kuble chowają pieniądze, bieliznę i ubiory.
Że więc świren jest budowlą charakterystyczną litewską, stąd nie można i tego wyrazu tłumaczyć na polskie, bo nie będzie to wyraźnie ni lamus, ni skład, ni śpichlerz, ni śpiżarnia, a wszystkiego tego po trosze". (s.86-87)


Więc zaczynamy/And so we begin:






Lewarujemy/Jacking up:


Tyczymy i ustawiamy głazy/Marking out and positioning the stones:


Dźwigamy/Lifting:




Opuszczamy/Lowering:




Jedziemy/Moving:






Dojechaliśmy/Arrived:


Kładziemy podwalinę/Laying the ground beams:



Kładziemy na miejsce/Putting the thing in place:


Wiecha - krokwie postawione/Topping out - the rafters in place








Łatujemy/Fixing the battens:


Kryjemy/Laying the roof:



Rżniemy bale na szczyty/Sawing the timbers for the gables:







Ostatnie uderzenie młotkiem/The final hammer blows:






Tradycyjnie chciałbym podziękować wszystkim, którzy uczestniczyli w projekcie, a byli to:

Władysław Klimasara
Józef Margiewicz
Stanisław Margiewicz
Józef Lewkiewicz
Witold Pienkiewicz
Józef Szydłowski
Franciszek Skrypko
Witold Popiel
Józef Malinowski
Stanisław Mełeżyk
Czesław Wołągiewicz
Dariusz Łowiagin
19:16, marslaur
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 19 listopada 2007
I jeszcze dwa zdjęcia dzięki uprzejmości pani Dayny Chalif z Kalifornii.
Two more photos courtesy of Ms Dayna Chalif in California.

Sejneńska synagoga około roku 1910. Jest to awers pocztówki wysłanej przez stryjecznego dziadka pani Chalif, Sendera Kowalskiego, do jego brata Moishego w Ameryce.
The Sejny synagogue, around 1910. The front of a postcard sent by Ms Chalif's great-uncle, Sender Kowalski, to his brother Moishe in America.



Rodzina Kamienowskich, garbarzy i kaletników sejneńskich, Sejny, rok 1909. Starsza dama na pierwszym planie to siostra praprababki pani Chalif.
The Kamienowski family, the town's tanners and leather makers, Sejny, 1909. The old lady in front is the sister of Ms Chalif's great-great grandmother.


Dolny rząd (siedzący) od lewej: NN; NN; Itta Szczupacka Kaminowska; Abram Icko Kaminowski (mąż Itty, była jego drugą żoną, stąd różnica wieku); Zelme Malka Klaz/Glass Kaminowska (z Dorpatu/Tartu, Estonia); jej mąż (syn Abrama Icka i Itty) Moishe Aron Kaminowski.
 
Dzieci na dole: Anhen (Anna) Kaminowska, ur. 1902 w Sejnach, zmarła w obozie koncentracyjnym Klooga, Estonia; Hana Scheine (Jenny) Kaminowska, ur. 1906 w Sejnach; Hirsh Tzvi Kaminowski, ur. 1904 w Sejnach. Wszyscy troje to rodzeństwo, dzieci Zelme i Moishego. Z jakiegoś powodu Anna nie stoi z rodzicami.

Kobieta z obrazkiem w ramce w dolnym rzędzie to zapewne Chana Rochka Kaminowska, córka Abrama Icka i Itty. Mężczyźni w górnym rzędzie po bokach to prawdopodobnie Lejzer Ber (Berko) Kaminowski (z lewej) i Boruch Szmuljo Kaminowski (z prawej).


Księga Adresowa Polski
na rok 1929 dla miasta Sejn wymienia B. Kamienowskiego w dziale Garbarnie oraz Skórzane wyroby:
The 1929 Poland Business Directory for the town of Sejny mentions one B. Kamienowski in the Tannery and Leather Goods sections:





Czy to ten sam Kamienowski, który jest kilkakrotnie wymieniany (jako Kaminowski) w księdze wieczystej dóbr Dusznica?
Is this the same Kamienowski who is mentioned several times (as Kaminowski) in the mortgage register of the Dusznica estate?



06:02, marslaur
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 listopada 2007


Dowolną ilość masła śmietankowego umieść w rondelku, garnku ze stali nierdzewnej lub żeliwnym. Ustaw na płytce na bardzo małym płomieniu. Masło topi się i klaruje, na powierzchni pojawia się piana i wypływają wszystkie zanieczyszczenia. Stopniowo opadają one na dno, gdzie tworzy się gruby kożuch. Masło nie powinno być za mocno przegrzane. Przecedzić przez sito wyłożone gazą. Wystudzić, wlać do nieprzezroczystego pojemnika (nie plastikowego). Chronić przed światłem i ciepłem. Nadaje się do przechowywania przez 3 miesiące w lodówce.

Pod wpływem ogrzewania masło zmienia swoje właściwości chemiczne: z tłuszczu nasyconego (zwiększającego poziom cholesterolu) staje się tłuszczem jednonienasyconym, podobnie jak oliwa z oliwek.

Idealne do smażenia, ponieważ nie przypala się nawet w wysokiej temperaturze.

Mogą je spożywać alergicy uczuleni na produkty mleczne.

Dodaje potrawom aromatu.

Właściwie przechowywane wytrzymuje do 3 miesięcy.

(Bożena Żak-Cyran, Odnowa na talerzu. Poradnik żywienia naturalnego, Galaktyka, Łódź 2005)

Od siebie dodam: niegdyś stosowane powszechnie, dzisiaj praktycznie zapomniane. Ale wraca.
19:27, marslaur
Link Komentarze (1) »
piątek, 16 listopada 2007
Dostałem list od czytelniczki, pani Dayny Chalif z Kalifornii:

Jej babka, Ryfka Kowalska, urodziła się w Sejnach w roku 1901. Mieli gospodarstwo niedaleko lasu. Latem 1915 roku, razem z pozostałymi sejneńskimi Żydami, jej rodzina została przesiedlona przez Rosjan do gubernii mohylewskiej. Ryfka (najmłodsza z siedmiorga rodzeństwa i jedyna pozostała jeszcze w Polsce, jako że wszyscy jej bracia zdążyli już byli wyjechać do Ameryki, żeby uniknąć wcielenia do wojska), jej rodzice (Avram i Estera Kowalscy) oraz dziadkowie (Izrael i Dwera Liba Kowalscy) spędzili resztę wojny w Witebsku. Wrócili do Sejn po zakończeniu wojny i w 1922 r. wyemigrowali do USA.

I got a letter from a reader, Ms Dayna Chalif in California:

Her grandmother, Rivka Kowalski, was born in Sejny in 1901. They lived on a farm not far from the woods. In the summer of 1915, together with the rest of the Sejny Jews, the family was evicted by the Russians to the Mogilev gubernia. Rivka (the youngest of seven children and the only one remaining in Poland as all of her brothers had already gone to America to avoid being conscripted into the army), her parents (Avram and Esther Kowalski) and her grandparents (Israel and Dvera Liba Kowalski) spent the rest of the war in Vitebsk. They returned to Sejny after the war and in 1922 they emigrated to the US.

Rifka Kowalska (pierwsza z prawej) z koleżankami szkolnymi, Witebsk, okres I wojny światowej/Rivka Kowalski (far right) with her schoolmates, Vitebsk, WWI period:


Rodzina pani Dayny mieszkała w Sejnach i okolicach (m.in. w Puńsku,  Berznikach, Wiłkopedziach i Radziuszkach) przynajmniej od końca XVIII w.  Pradziadek Avram Kowalski był krawcem. Sprowadzał futra zwierzęce z Rosji, by szyć z nich płaszcze. Jego ojciec Izrael był rolnikiem i cieślą. Inny pradziadek, Nasanel Kanowicz (inna wersja: Kaczanowski), prowadził browar. Spokrewnione rodziny nosiły nazwiska Szczupacki i Okuniewicz.

The family of Ms Chalif lived in Sejny and the area (e.g. Puńsk, Berzniki, Wiłkopedzie, and Radziuszki) since at least the late 1700s. Her great-grandfather Avram Kowalski was a tailor. He imported fine furs from Russia to make coats. His father Israel was a farmer and wood carver. Another great-grandfather, Nasanel Kanowicz (also spelled Kachanowski) was a brewer. Other family names from the area are Szczupacki and Okuniewicz.

Ryfka Kowalska dożyła wieku 91 lat, zmarła w Kalifornii.
Rivka Kowalski died in California at the age of 91.

Od lewej: Ryfka Kowalski, Avram Kowalski, Estera Kowalska, Sender Kowalski (starszy brat Ryfki), Sejny, 1907:
From left: Rivka Kowalski, Avram Kowalski, Esther Kowalska, Sender Kowalski (Rivka's next oldest brother), Sejny, 1907:



08:46, marslaur
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 listopada 2007
Poniższy artykuł powstał na podstawie książki Piotra Łossowskiego Litwa a sprawy polskie 1939-1940, PWN, Warszawa 1985, a szczególnie rozdziału IV, "Początek rządów litewskich na przyłączonych terenach", s. 76-110.

-----------------------------------------------------------

Na mocy układu litewsko-radzieckiego z 10 października 1939 roku, Wilno i obwód wileński zostały przyznane Litwie. Związek Sowiecki wycofywał się z tego terenu, pozostawiwszy sobie jednak pewną liczbę baz wojskowych.

Litwa zyskiwała pas długości ok. 220 km zaczynający się na południu koło Oran i ciągnący wzdłuż dawnej granicy polsko-litewskiej aż do Turmontu na północy (na dawnej granicy polsko-łotewskiej). Pas ten rozszerzał się w rejonie Wilna do 60-80 km, by następnie w okolicach Ignaliny i Dukszt zwęzić się do niespełna 20 km.

Uzyskany obszar wynosił 6880 km2, co powiększało łączne terytorium Litwy o 13% do 59 702 km2.

Odzyskanie Wilna stanowiło dla Litwinów ziszczenie wieloletnich marzeń. Zarazem stanowiło dla nich poważny problem, jeżeli weźmiemy pod uwagę skład narodowościowy ludności Wilna i kraju wileńskiego, który obrazuje poniższa tabela (w tys.):

Polacy 321.7
Żydzi 107.6
Białorusini 75.2
Litwini 31.3
Rosjanie 9.9
Niemcy 1.1
inni 2.1

(P. Łossowski, Litwa a sprawy polskie..., za: L. Sabaliunas, Lithuania, s. 277).

Litwini, dla których odzyskanie Wilna było naczelną ideą narodową w okresie międzywojennym, centralną osią, wokół której obracała się całą polityka państwa, niezwłocznie przystapili do lituanizowania miasta, co oczywiście wywołało niezadowolenie polskiej ludności i masę problemów.

Jednym pociągnięciem zmieniono całe ustawodawstwo na litewskie. Związki zawodowe i wszelkie organizacje polityczne, społeczne i kulturalne uznano za nieistniejące. Rozpoczęto masową akcję zmieniania nazw ulic. Nakazano w bardzo krótkim czasie zmienić wszystkie szyldy i napisy na litewskie, włączając w to konieczność podawania nazwisk właścicieli w wersji litewskiej. Wprowadzono zakaz noszenia "obcych mundurów", co uderzało w polskich uchodźców-wojskowych, a także wileńskich kolejarzy, gimnazjalistów itd. Nakazano pisanie adresów na listach i paczkach wyłącznie po litewsku pod groźbą niedoręczenia, a przepis był rygorystycznie przestrzegany.

Kulminacją akcji lituanizacyjnej było zarządzenie o języku urzędowym.

"Pewnego dnia jak na rozkaz wszyscy urzędnicy i wszyscy sprzedawcy w sklepach przestali nagle rozumieć po polsku; stanął nowy mur" (Aleksander Maliszewski, Na przekór nocy, Warszawa 1967, s. 89-90).

Na początku stycznia 1940 roku ogłoszono, że wszyscy pracownicy umysłowi, pod rygorem zwolnienia, powinni w ciągu sześciu miesięcy opanować w słowie, a w dwanaście miesięcy w piśmie, język litewski. Tysiące ludzi podejmowały wieczorami naukę na kursach językowych.

Pomimo oficjalnej wersji o dużych postępach czynionych przez mieszkańców w opanowywaniu języka państwowego, prasa donosiła o przewadze postaw nacechowanych biernością, niechęcią, czy wręcz lekceważeniem. Charakterystyczny artykuł z prorządowej gazety Vilniaus Balsas z czerwca 1940 r. przypominał, że za parę tygodni, 1 lipca, nadchodzi termin egzaminów z ustnej znajomości języka litewskiego, a tymczasem w wielu instytucjach jest jeszcze mnóstwo pracowników, którzy litewski znają nader powierzchownie, a znajomość ta sprowadza się do opanowania niewielu najpotrzebniejszych zwrotów, co upodabnia te osoby do "papug powtarzających te same słowa". Przyczyną tego stanu rzeczy, konstatowała gazeta, jest niechęć do nauki wynikająca z przekonania, że jutro, pojutrze, język litewski nie będzie potrzebny. Tej "językowej dywersji" należy położyć kres, postulował organ Litwinów wileńskich.

Wielkie trudności wywołało rozporządzenie o języku urzędowym w pracy sądów, które musiały angażować tłumaczy, których brakowało. Postulaty części członków Litewskiego Towarzysta Prawniczego dotyczące dopuszczenia miejscowych języków dla zachowania zasady bezpośredniości przewodu sądowego zostały przez władze zwierzchnie stanowczo potępione; odrzucano wszelką myśl o możliwości ustępstwa.

Jak pisano (zapewne nieco przesadnie) w konspiracyjnym wydawnictwie polskim z czasów wojny: "Aczkolwiek każdy z funkcjonariuszów zna język polski w mowie i piśmie, stosowana jest z reguły komedia jakoby jego nieznajomości i zmuszania Polaków do używania mowy litewskiej. (...) Urzędnik, nauczyciel - z uporem godnym lepszej sprawy, przekręca każde nazwisko polskie na modłę litewską. Sędzia rozstrzygający najprostszy kmiecy spór o gruszę na miedzy zwracał się ostentacyjnie do polskiego tłumacza, do znakomicie przypominało niektóre pantomimowe ceremonie na dworze perskim".

To z tego właśnie okresu pochodzi Kirciuotas Lietuviu-Lenku ir Lenku-Lietuviu Żodynas/Akcentowany słownik litewsko-polski i polsko-litewski wydany w Wilnie w 1940 r., ułożony przez J.K. Zabłockiego i Cz. Kuleszę, zredagowany przez J. Talmantasa, wydany nakładem Kazimierza Rutskiego i Józefa Zawadzkiego, a wydrukowany przez drukarnię Józefa Zawadzkiego w Wilnie przy ul. Św. Anny 3.

Ciekawostką jest spis nazw miast europejskich, "ze szczególnym uwzględnieniem Litwy", w obu wersjach językowych.


















Gwoli jasności - najdalszy jestem od potępiania Litwinów za powyższe działania. Polityka polska okresu międzywojennego (poczynając od wyprawy generała Żeligowskiego na Wilno) dała im aż nadto powodów. Jak Kuba Bogu...
08:35, marslaur
Link Komentarze (2) »
niedziela, 11 listopada 2007
Najinteligentniejszy z ptaków Europy Środkowej.
Łączy się w pary na całe życie.
O ile większość ptaków nie potrafi nawet zliczyć do dwóch, kruki liczą do siedmiu. (Zaobserwowali to pierwsi fotografowie przyrody, którzy stosowali prostą technikę, by uśpić czujność obiektu: dwóch ludzi, w tym fotograf, wchodziło do kryjówki, wychodził tylko jeden, fotograf zostawał w środku. Większość gatunków nabierała się, ale nie krukowate. Te pękały dopiero powyżej siedmiu wchodzących!).
Potrafi nauczyć się ludzkiej mowy.
Wielokrotnie opisywano ich umiejętności podejmowania decyzji, współpracy, uczenia się, zabawy.
Nuria Selva Fernandez udowodniła, że kruk pomaga przetrwać zimę mniejszym zwierzętom, które zwabia swoim donośnym krzykiem do świeżej padliny.
W mitologii wielu kultur był istotną postacią o charakterze boga, bohatera kulturowego, herosa lub posłańca.
W mitologii nordyckiej atrybut Odyna. W celtyckiej wiązany z Branem Błogosławionym, herosem z zaświatów. Centralna postać mitologii Eskimosów i Indian.

Wiosną obserwowaliśmy gigantyczny zlot kruków nad lasem krasnogrudzkim i na pobliskich łąkach. Co najmniej setka osobników krążyła, przysiadała, wzbijała się i lądowała, często w grupach po kilka sztuk. Jako że kruki są monogamiczne, jedyne wyjaśnienie tego fenomenu - pierwszy raz w życiu widziałem taki zlot, zwykle więcej niż dwa kruki to już osobliwość - jakie przychodzi mi do głowy, to że był to "wieczorek zapoznawczy" dla młodych.
Ale najciekawsze jest to:

(Wojciech Giełżyński, Jaćwięgi są wśród nas, Iskry, Warszawa 2001)

Pani Grażyna Iwanowska jako archeolożka podróżuje wiele, ale zlot kruków ewidetnie widziała po raz pierwszy. Czyżby las krasnogrudzki był jakimś specjalnym miejscem dla tych ptaków?

Jedna para tymczasem osiedliła się dosłownie kilkaset metrów od nas, po drugiej stronie rzeczki:






Jedno pytanie: co ona tam ma w tym gnieździe, skoro samica kruka składa jaja w lutym lub marcu, wysiadywanie trwa trzy tygodnie, a młode opuszczają gniazdo po kolejnych sześciu?
13:20, marslaur
Link Komentarze (1) »


Dwie uwagi przychodzą mi do głowy w dniu „najważniejszego polskiego święta
narodowego".

Po pierwsze, „Polska" w „Rzeczpospolita Polska" to nie jest przymiotnik („jaka?"), lecz nazwa własna („co?"). Nie chodzi tu więc o republikę, która jest „polska" (cokolwiek by to miało znaczyć), lecz o kraj zwany Polską, który jest republiką. Republiką czyli rzeczpospolitą, to jest „rzeczą wspólną", od łacińskiego „res publica". Są to oczywistości – ale tylko w teorii, bo w praktyce już nie. „Rzecz wspólna" jest bowiem zaprzeczeniem „polskości". O ile jesteśmy w stanie ustalić najmniejszy wspólny mianownik „rzeczy wspólnej" – na przykład „żyj i daj żyć innym", „nie rób drugiemu, co tobie niemiłe" albo „nie podoba mi się to, co mówisz, ale oddam wszystko, żebyś miał prawo to mówić" – o tyle każda definicja „polskości" będzie z definicji wykluczająca i jako taka używana będzie przez siły roszczące sobie do niej prawo jako maczuga na „nie-Polaków". „Rzeczpospolita", z kolei, jest ewidentnie kategorią „wkluczającą" (inkluzywną), tak jak United States of America
(zamiast „American United States") albo Bundesrepublik Deutschland (a nie „Deutsches Bundesrepublik").

O ile można argumentować, że I Rzeczpospolita była właśnie „rzeczą publiczną" – żyli w niej w mniejszej lub większej zgodzie, ale zgodzie: Polacy, Litwini („Żmudzini"), Białorusini („Litwini"), Ukraińcy („Rusini"), Żydzi, Tatarzy, Karaimi, katolicy, prawosławni, unici, protestanci (Radziwiłłowie byli zagorzałymi kalwinami, a największe centrum kalwinizmu na Litwie znajdowało się w Serejach, 25 km na północny wschód stąd), mahometanie, a nawet
poganie – o tyle II Rzeczpospolita, odrodzona 11 listopada 1918 roku, była jej zaprzeczeniem. Był to kraj, gdzie mniejszości narodowe traktowane były w najlepszym razie jako zło konieczne, a katolicyzm był religią panującą. Kraj, gdzie przeciwników politycznych katowano w Berezie, a innowiercom palono świątynie. Efektem była irredenta ukraińska, cicha wojna na granicy litewskiej i polityczne przegranie ziem białoruskich na rzecz Rosji.



Dzisiaj popełniamy ten sam błąd. Tyle tylko że zamiast Litwinów, Białorusinów, Ukraińców i Żydów mamy „gejów", „liberałów", „kosmopolitów", „bezbożników" i „polskojęzycznych". Prawica, jak wtedy, zawłaszcza dyskurs patriotyczny i posługuje się nim jak pałką, by walić po głowach przeciwników politycznych. Dlatego mierzi mnie „polskość" Narodowego Święta
Niepodległości. Pamiętajmy, tego dnia odrodziła się nie „Polska", lecz „Rzeczpospolita". „Narodowy" zaś odnosi się przecież do narodu politycznego, a nie etnicznego. Niech więc 11 listopada – w duchu odezwy wileńskiej Piłsudskiego – będzie świętem „inkluzywnym", świętem obywateli, a nie „Polaków", ale także świętem gejów, ateistów, socjalistów, lewaków, bezdomnych, kobiet, a także polskich Litwinów, Białorusinów, Ukraińców, Żydów, Niemców – niech będzie świętem w rodzaju holenderskiego Dnia Królowej, a nie pompatyczną demonstracją narodowo-katolickiej mocarstwowości a la Rydz-Śmigły (która wszyscy wiemy, ile okazała się warta…).



Po drugie, rzekł Piłsudski, że Polska jest jak obwarzanek: „kresy urodzajne, centrum – nic". W tym kontekście chciałbym zwrócić uwagę, że „kresy" niewiele obchodzi to, co się dzieje w centrum. Warszawie z kolei wydaje się, że to, co się dzieje w Warszawie, to, co myśli Warszawa, to, co robi Warszawa, jest centralnym punktem odniesienia dla reszty kraju. Jest to
złudzenie tego samego rodzaju, co myślenie, że dzisiaj na świecie wydarzyło się to, co pokazały „Wiadomości" i „Fakty". No, a jak już ktoś obejrzał „Wydarzenia" to jest naprawdę super poinformowany. Wybaczcie, ale Włochy to nie Rzym, Francja to nie Paryż, a Waszyngton to nie Ameryka. Stolica jest z natury rzeczy bytem sztucznym, pozostałością czasów monarchiczno-imperialnych, reliktem myślenia centralistycznego i autorytarnego, a nie rozproszonego i sieciowego, jakie jest dzisiaj wymogiem chwili. Problemy, które Warszawie i warszawiakom wydają się kluczowe, z perspektywy 300 km maleją do rangi wydumanych, błahych, zastępczych.

Tak jak Powstanie Warszawskie jest niezrozumiałe w większości miejsc w Polsce, tak samo Święto Niepodległości – przynajmniej w swojej obecnej formie – wywołuje na prowincji w najlepszym razie wzruszenie ramion. Obrzeża obwarzanka zwyczajnie nie chcą się z nim identyfikować, bo nie widzą w nim nic dla siebie. Tęsknią raczej za ludycznym, wesołym,
integrującym, bachicznym świętem 1 Maja. Impuls idący z Warszawy słabnie z odległością, a kiedy dotrze na rubieże tak odległe jak nasze, jest już tylko mikrym pogłosem, jakimś ledwie słyszalnym echem, niewiele mającym wspólnego z tym, czym żyją ludzie. A przecież wystarczyłoby, żeby 11 listopada był świętem „Rzeczypospolitej" – „rzeczy wspólnej" – żeby
wszyscy poczuli, że to ich święto. Każdy jest członkiem jakiejś mniejszości.

Zapytano mnie ostatnio, jak się czuję w „V RP". Odparłem, że nie wiedziałem wcale, że skończyła się III RP, ale że tak naprawdę, to tutaj, i to od dobrych 800 lat, najsilniejszym punktem odniesienia pozostaje Wielkie Księstwo Litewskie. Dla jasności – państwo, którego językiem urzędowym był starobiałoruski.

Zakończę anegdotką osobisto-nostalgiczną. Moja babka ze strony ojca, Jadwiga Wawrzyńczak z domu Piasecka, urodziła się w Sulejówku i opowiadała, jak to dzieckiem będąc chodziła z koleżankami pod dom Dziadka - pięc minut drogi - a on, kiedy akurat spacerował po ogrodzie, częstował je przez parkan cukierkami...


06:40, marslaur
Link Komentarze (3) »
czwartek, 08 listopada 2007
Lena i niespodziewany gość/Lena and an unexpected guest:

11:05, marslaur
Link Komentarze (18) »
środa, 07 listopada 2007

Sejny, katedra diecezji augustowskiej, dawny kościół dominikanów, rokoko, 1619 r.
Fot. Zdzisław Marcinkowski


Kanał augustowski, łączy Niemen z Wisłą, zbudowany 1824-1839.
Ze zbiorów Warszawskiego Towarzystwa Krajoznawczego


Grodno nad Niemnem, widok ogólny.
Fot. Jan Bułhak


Grodno nad Niemnem, kościół i klasztor bernardynów, barok, koniec XVI w.
Fot. Jan Bułhak


Grodno, rynek i fara Witoldowa (kościół Św. Zofii, koniec XIV w.), przerobiona za okupacji rosyjskiej na cerkiew; w 1920 r. artyleria utrąciła kopułę.
Fot. Jan Bułhak



Grodno, kościół wizytek, barok, k. XVII w.
H. Poddębski


Grodno. Cerkiew bazyliańska na Kołoży, styl bizantyjski, XIII w.
Fot. Jan Bułhak (góra), prof. J. Kłos (dół)


Grodno, stary zamek wzniesiony przez Batorego (jedyne pozostałe skrzydło). Tu zmarli Kazimierz Jagiellończyk i Stefan Batory. Odbywały się tu sejmy, m.in. drugorozbiorowy.
Fot. H. Poddębski


Grodno, synagoga.
Fot. H. Poddębski


Wołpa, pow. grodzieński, synagoga.
Ze zbiorów Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego


Dołhe, pow. grodzieński, dwór i park Józefa Ignacego Kraszewskiego (góra), stary lamus (dół).
Fot. Jan Bułhak
16:34, marslaur
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 listopada 2007
Suwałki:


Abraham "Yair" Stern urodził się 23 grudnia 1907 roku w Suwałkach. W roku 1925, mając 18 lat, wyemigrował do Palestyny. Uczył się w Gimnazjum Hebrajskim w Jerozolimie, a następnie studiował lingwistykę i literaturę klasyczną (łacinę i grekę) na Uniwersytecie Hebrajskim na Górze Skopus. Pod koniec lat dwudziestych był na stypendium we Florencji.



Od 1933 roku był członkiem Irgunu, podziemnej organizacji żydowskiej w Palestynie. Gdy w 1939, po wybuchu II wojny światowej, Irgun i Hagana ogłosiły zawieszenie broni wobec Brytyjczyków, by nie osłabiać ich wysiłku wojennego, Stern uznał, że tylko dalsza walka przeciw panowaniu brytyjskiemu w Palestynie może doprowadzić do powstania niepodległego Izraela i wystąpił z Irgunu, zakładając organizację Lahomei Herut Israel (Bojownicy o Wolność Izraela, "Lehi"). Główna różnica pomiędzy Irgunem i Lehi polegała na tym, że według Lehi należało kontynuować walkę przeciwko Brytyjczykom bez względu na toczonę przez nich wojnę z Niemcami.
Poza tym Irgun walczył tylko o wyparcie Brytyczyków z Palestyny i nie odrzucał perspektywy nawiązania z nimi w przyszłości normalnych stosunków dyplomatycznych. Lehi natomiast deklarowała radykalną walkę przeciwko imperium i imperializmowi.
Po trzecie, Irgun skupiał się na atakowaniu administracji i budynków rządowych i często ostrzegał o mającym nastąpić zamachu. Lehi natomiast stosowała politykę skrytobójczych zamachów na polityków i wysokich oficerów policji i wojska.

W styczniu 1941 Stern skontaktował się z przedstawicielami III Rzeszy w kontrolowanym przez rząd Vichy Bejrucie, by przedstawić im ofertę "wzięcia aktywnego udziału w wojnie po stronie Niemiec w zamian za umożliwienie żydowskiej emigracji do Izraela". Oferta pozostała bez odpowiedzi, podobnie jak następna, złożona pod koniec 1941 roku.

12 lutego 1942 Stern został aresztowany przez Brytyjczyków w mieszkaniu, w którym ukrywał się w Tel Awiwie. Zginął w trakcie aresztowania od strzału w plecy, gdy był już skuty.



Stern był poetą, jego dorobek liczy 53 utwory. Jak pisze Moshe Hazani w eseju "Czerwony dywan, białe lilie: miłość i śmierć w poezji żydowskiego przywódcy podziemnego Abrahama Sterna" opublikowanym w Psychoanalytic Review (vol. 89, 2002), poezja ta wyraża "erotyzm śmierci w połączeniu z oderotyzowaniem kobiety". Do najbardziej znanych utworów Sterna należy wiersz "Nieznani żołnierze", który Lehi przyjęła jako swój hymn (w moim niezbyt poradnym tłumaczeniu z również niezbyt poradnego przekładu angielskiego):

My żołnierze nieznani, mundurów u nas brak
W cieniu śmierci i terroru trwa nasz marsz
Służyć będziemy do końca naszych dni
Śmierć jeno z obowiązku zwolni nas.

W dni czerwone od rzezi, zniszczenia i krwi
W noce czarne od bólu i rozpaczy
Naszą flagę zawiesim ponad miastem i wsią
Przesłanie miłości i wolności będzie nieść.

Nikt do walki tej jak rabów nie zmusza nas
Byśmy w obcych krajach krew przelewali
I jeśli zginąć przyjdzie, by wolności zaznał nasz lud
Gotowi jesteśmy ponieść tę ofiarę.

W dni czerwone...

Choć kłody pod nogi rzuca nam
Los okrutny, by zniewolić nas
Ni wróg, ni więzienie, ni nędzny szpieg
Nigdy nie powstrzyma nas.

W dni czerwone...

A gdybyśmy padli w walce tej
By potajemnie pochowano nas
Tysiące innych pójdą w ślad
By walczyć i zwyciężyć.

W dni czerwone...

Łzami matek, co straciły synów swych
Przelaną krwią niemowląt, co bez winy
Złaczymy cegły naszych ciał w potężny mur
I ojczyzna nasza tak powstanie.

W dni czerwone od rzezi, zniszczenia i krwi
W noce czarne od bólu i rozpaczy
Naszą flagę zawiesim ponad miastem i wsią
Przesłanie miłości i wolności będzie nieść.

--------------------------

Abraham Stern był żołnierzem i poetą. Ale kiedy wpiszecie jego nazwisko do wyszukiwarki, dowiecie się, że był "terrorystą", "wspólnikiem nazistów", przywódcą "radykalnej organizacji terrorystycznej", a nawet, według terminologii brytyjskiej, "bandytą".
Ja wolę o nim myśleć jako o "bojowniku o słuszną sprawę", "tragicznym bohaterze", "jeńcu, na którym wykonano samosąd", jako o desperacie, który był gotowy paktować choćby z samym diabłem, by ratować swoich...

Czy nie jest tak, że terrorystą nazywamy bojownika o wolność (po polsku należałoby raczej powiedzieć "żołnierza podziemia"), który walczy nie po naszej stronie?

Drodzy Suwalczanie, zapalcie lampkę pod domem, w którym urodził się Abraham Stern, żołnierz i poeta, w setną rocznicę jego urodzin, w wigilię Wigilii Bożego Narodzenia, 23 grudnia 2007 roku...
18:57, marslaur
Link Komentarze (5) »
piątek, 02 listopada 2007




Wszystkich Świętych (1 listopada), a szczególnie Zaduszki (2 listopada, Velines) to święto zmarłych. W wyobrażeniach ludu wiejskiego w te dni dusze zmarłych przychodziły do domu. Wykonywano wiele czynności mających ułatwić im przyjście i pomóc w ich godnym przyjęciu: przygotowywano łaźnię, by mogły się wykąpać, nakrywano stół, by mogły się pożywić, otwierano okna i drzwi, by łatwo mogły wejść, zamykano psy, by ich nie przestraszyły, chowano ostre narzędzia, by się nie skaleczyły, nie wysypywano popiołu, by niechcący nie zasypać im oczu, nie wylewano wody, by ich nie oblać, stroniono od żartów i hałasów, by ich nie obrazić i nie wystraszyć.
W tym czasie rozdawano też pokarm ubogim i żebrakom, którzy, jak ogólnie uważano, utrzymują tajemne związki z umarłymi.
W Dzukiji zachował się zwyczaj (jesienne dziady") zostawiania pożywienia na grobach w wieczór zaduszkowy i palenia dużych ognisk w środku cmentarza. Przesąd głosił, że na starych zapomnianych grobach zapalają się wtedy światełka.
(T. Krzywicki, Litwa, Pruszków 2005, s. 124)
19:00, marslaur
Link Komentarze (5) »
czwartek, 01 listopada 2007
Dojezdżamy do Sejw. Przy drodze krzyż (wykonany przez Petrasa Pranckieviciusa podczas pleneru w Smolanach), który był częścią ołtarza polowego podczas pobytu Jana Pawła II w Ełku w czerwcu 1999 r.

We arrive in the village of Sejwy. By the road, a cross (made by Petras Pranckievicius during a pleinair in Smolany) that was part of the field altar during John Paul II's visit to Ełk in June 1999.




I oto dwór w Sejwach/And then the Sejwy manor house:










Dwór w Sejwach ma bogatą historię/The Sejwy manor has a long history.

I. Baturowa, Przewodnik turystyczny po ziemi sejneńskiej, Suwałki 2001:

Jesteśmy w ośrodku włości sejwejskiej. Włość to duża połać ziemi należąca w dawnych wiekach do jednego właściciela, najczęściej do władcy, który do zarządzania nią wyznaczał swoich namiestników. Z biegiem lat przekształcono włości na starostwa. Nie były to dobra dziedziczne, ale przynależne urzędowi, a ponieważ dawały duże dochody, więc o tę funkcję ubiegało się zwykle wielu chętnych. W XVI wieku zaczęła się wycinka Puszczy Mereckiej i kolonizacja terenu, na którym powstała W odpowiedzi włość sejwejska, włączona później w całości do starostwa, nazwanego także sejwejskim. Z 1642 r. zachował się jego inwentarz, wedle którego miało ono 312 włók [ok. 5300 ha] powierzchni i szesnaście zasiedlonych miejscowości: Szlinokiemie [lit. Slinakiemis], Widugiery [Vidugirai], Białe Sejwy (zapewne Wojtokiemie), Żwikiele [Zvikieliai], Dubrownik (chyba Oszkinie), Kompocie, Tauroszyszki,
Wołyńce, Podworyszki (zapewne Pełele), Wiłkopedzie [Vilkapedziai], Stary Puńsk (Juryzdyka), Wygrany (Smolany [Smalenai]), Rejsztokiemie [Raistiniai], Dziedziule i Szyłajnie [Silaine] (Ogórki). Wioski powstały najprawdopodobniej w czasie pomiary włócznej w latach 1557-1563. Zamieszkiwała je głównie ludność napływająca znad Niemna od strony Merecza, a więc litewska.

Wszystkie powyższe nazwy są pochodzenia litewskiego. Jak czytamy w przewodniku Suwalszczyzna Zaniemenie Katarzyny i Tomasza Krzywickich (Białystok 2001), „typowe zakończenia nazw wsi suwalskich są na -iszki (przyrostek dzierżawczy oznaczający 'przynależność, wyłączną własność') oraz -kiemie (= podwórze, dziedziniec, zagroda, wieś)".

Krzywiccy podają następnie etymologię niektórych litewskich toponimów (ss. 37-40):

Szlinokiemie – od šlynas, šlyna (= szara lub jasna glina).
Wiłkopedzie – od vilkas (= wilk) i upe (= rzeka).
Oszkinie – od ožka (= koza).
Tauroszyszki – od tauras (= tur, bawół) lub taurus (= dobry, szlachetny).
Widugiery – od vidus (= środek) i giria (= las).
Wojtokiemie – od wojt (wójt) i kiemie (podwórze, wieś).

Wróćmy do historii sejwejskiego dworu. Ponownie I. Baturowa (s. 154):

Czy rezydowali tu starostowie sejwejscy i wiżajeńscy (obie włości znajdowały się zazwyczaj pod jednym zarządem) czy ich pełnomocnicy? Dwór nad jeziorem Sejwy stał już w 1559 roku. Przydzielono do niego trzy włóki ziemi [ok. 50 ha], łąki oraz dwie osady młyńskie. Od wschodu starostwo sąsiadowała z wsiami należącymi do włości łoździejskiej, od północy – karadysko-maćkowskiej, od południa z dobrami prywatnymi i strażami leśnymi, od zachodu z ziemiami starostwa wiżajeńskiego. Kim byli pierwsi starostowie, nie wiadomo. Przed 1640 rokiem na czele obu włości stał Krzysztof Radziwiłł [lit. Jonas Radvila], hetman wielki litewski; po nim jego syn Janusz, wtedy podkomorzy, później także hetman wielki litewski i wojewoda wileński, który zmarł w ostatnim dniu grudnia 1665 r. w tykocińskim zamku w aurze niechęci doń jako zdrajcy narody, zaprzedanego szwedzkim najeźdźcom. Po nim objęła urząd jego żona Maria z hospodarów mołdawskich, która scedowała starostwo na Stanisława
Lipnickiego. W 1660 r. król Jan Kazimierz nadał je Mikołajowi Stefanowi Pacowi, wojewodzie trockiemu. Doszło do zatargów i poprzednik nie dopuścił konkurenta do urzędu. Po śmierci Lipskiego, który położył zasługi dla Rzeczypospolitej pod Chocimiem, starostwo przejął Władysław na Sokołowie Sokołowski, podkomorzy inflancki. W 1709 r. król August Mocny II nadał je chorążemu petyhorskiemu Janowi Strutyńskiemu. Później jako starostowie
sejwejscy notowani są książęta Ogińscy: Kazimierz Dominik, wojewoda wileński, a po nim syn Józef, wojewoda trocki, zmarły w 1736 r. Wtedy urząd dostał się Janowi Antoniemu Strutyńskiemu, ożenionemu z Różą, córką Fabiana Ksawerego Platera i księżnej Ludwiki z Puzynów, cieszącemu się protekcją „familii" Czartoryskich. Głośno było o nich w całym kraju, głównie ze względu na urodę jednej z córek – Jadwigi, wydanej za mąż za związanego
ze stronnictwem radziwiłłowskim Jana Ciechanowieckiego, starostę opeskiego. Małżeństwo to nie udało się, doszło do separacji, zatargów – i majątkowych i na tle politycznym – bójek, zajazdów, w których zginął brat Ciechanowieckiego, a w odwecie i ojciec Jadwigi. Po jego śmierci w roku 1761 starostwo przeszło w ręce wdowy Róży Strutyńskiej, która zamieszkała
na stałe w Sejwach.

Ta energiczna kobieta prowadziła wieloletnie zabiegi o właściwe zabezpieczenie praw córki i o odszkodowania. Tym, co zdobyła na Ciechanowieckich, podzieliła się z dominikanami sejneńskimi. Dzięki jej funduszom kościół sejneński został znacząco powiększony i zyskał
wspaniałą fasadę. Jadwiga wyjechała do Warszawy, stała się ulubienicą nowo wybranego króla Stanisława Augusta i z jego poręki powtórnie wyszła za mąż za dworzanina, weneckiego awanturnika Mikołaja Manuzziego. I znowu pechowo; wkrótce porzuciła małżonka, wróciła do Sejw i zamieszkała z matką, którą czekało jeszcze wiele smutnych doświadczeń. W 1777 r. został zabity przez żołnierzy rabusiów jej syn Romuald, rok później zmarła Jadwiga. Procesy o schedę po niej i o jej syna Stanisława (wnuka Róży) z wyćwiczonym w pieniactwie Manuzzim ciągnęły się latami. Starościnie udało się przed
śmiercią w 1793 r. wydać za mąż młodszą, ułomną córkę za bogatego wdowca Franciszka Druckiego-Lubeckiego (ojca sławnego księcia Ksawerego, ministra skarbu Królestwa Polskiego), który potem trzy lata mieszkał w sejwejskim dworze. Różę Strutyńską pochowano w kościele sejneńskim.

Po trzecim rozbiorze, gdy Suwalszczyznę zajęli Prusacy, zlikwidowali starostwo i utworzyli ekonomię sejwejską, której zarząd mieścił się znów w Sejwach. Weszła do niej część dawnej włości, dobra sejneńskich dominikanów, starostwo berżnickie, część ekonomii olickiej i klucz sumowski z dóbr kamedulskich. Sytuacja nie zmieniła się w czasach Księstwa
Warszawskiego i Królestwa Polskiego (poza nadaniem nazwy: dobra narodowe), dopóki władze carskie nie postanowiły uhonorować donacjami zasłużonych dla tronu ludzi. W 1868 r. folwarki Sejwy i Pełele dostał Aleksander Świeczyn, właściciel dużego majoratu Łabno w powiecie augustowskim. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości majoraty upaństwowiono i rozparcelowano. Dwie resztówki i kilka kolonii w Sejwach sprzedano na warunkach preferencyjnych żołnierzom walczącym w wojnie polsko-bolszewickiej w latach 1919-1920. Jedną z resztówek (49-hektarową) nabył w 1927 r. od poprzedniego właściciela pułkownik dyplomowany Włodzimierz Wołkowicki, były dowódca 4. Pułku Strzelców Konnych, 16.
Pułku Ułanów Wielkopolskich, 4. brygady jazdy, i zamieszkał we dworze z żoną Zofią. Nowi właściciele uporządkowali park i odnowili dwór, o którym powiada się, że miał ponadtrzystuletnią metrykę. Dziewięcioosiowy obiekt został wybudowany około połowy XIX w., ale na starych murowanych piwnicach, z kolebkowymi sklepieniami, których powstanie określa się na XVIII w. Krążą o nich legendy; stąd miały prowadzić przejścia podziemne aż do klasztoru kamedułów na wyspie wigierskiej i tu więziono kamedułę, który zmarł ze
zgryzoty. Dlaczego legendy łączą dwór starościński z kamedułami, trudno dociec. Nie straszyło tu jednak i państwu Wołkowickim mieszkało się dobrze. Goście chodzili na plażę, z której prowadziła długa kładka na wyspę, o której mówiono, że jest starym grodziskiem. Lata spokoju zburzył wrzesień 1939 roku. Pułkownik poszedł na wojną i zaginął. Żona po poszukiwaniach wywnioskowała, że został zamordowany w więzieniu w Grodnie. Ją samą
Niemcy wywieźli do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Po powrocie wspominała, że znalazła się w ostatniej grupie wyznaczonej do komory gazowej, ale wcześniej nadeszło wyzwolenie. Zagrożona aresztowaniem przez NKWD musiała opuścić majątek. W 1959 roku podzieliła resztówkę na parcele i sprzedała sąsiadom.

Tak zakończyła się kariera małej miejscowości położonej pomiędzy jeziorami Sejwy Białe i Sejwy Czarne (teraz Boksze). Nowy nabywca, nie mogąc utrzymać tak dużego domu, rozebrał prawie połowę. Zachowała się w niezłym stanie część kuchenna z sienią i wejściem na strych.

Tyle Irena Baurowa.


Wracając przez rozległą łąkę spotykamy koniki i tradycyjnie gawędzimy z nimi przez chwilę/On our way back through a large meadow, we meet some horses and, as usual, chat with them for a while.




W drodze powrotnej zajeżdżamy w interesach do pana Stanisława Bronejko w Romanowcach, syna kowala/On our way back we drop in on business matters to Mr Stanisław Bronejko in the village of Romanowce, a blacksmith's son.

Kuźnia/The smithy:




Pan Bronejko sam byłby kowalem, gdyby nie to, że siedem lat temu złamał nogę. Została źle złożona w szpitalu w Suwałkach i od tego czasu służba zdrowia zwodzi pacjenta, odsyłając go od Annasza do Kajfasza i wynajdując wciąż nowe powody, dla których nie może nastawić nogi prawidłowo. W efekcie, w XXI wieku, w kraju należącym do Unii Europejskiej, mężczyzna w sile wieku porusza się od siedmiu lat o kulach i praktycznie nie jest w stanie nic z tym zrobić.

Mr Bronejko would be a blacksmith himself but seven years ago he broke his leg. The leg was set incorrectly at the hospital in Suwałki and since then the healthcare system has been driving the parient from pillar to post, finding all kinds of reasons why they can't set the leg correctly. As a result, in the 21st century, in an EU member state, a man in his prime has been walking on crutches for seven years now and is practically unable to do anything about it.



Romanowce to wioska, w której mieszkają również starowierzy (Moskale, staroobrzędowcy) i to być może od nich przyszła tradycja bani. Pan Bronejko i członkowie jego rodziny (ma żonę i córkę) tutaj właśnie biorą kąpiel:

Some inhabitants of Romanowce are Old Believers, and it is perhaps from them that the tradition of the bathhouse came. This is where Mr Bronejko and his family (he has a wife and daughter) take their baths:

12:32, marslaur
Link Komentarze (3) »