Nasze życie we wsi Dusznica na pograniczu polsko-litewskim Our life in the village of Dusznica on the Polish-Lithuanian borderland
web stats stat24
RSS
piątek, 28 listopada 2008
Najpierw jest góra, potem nie ma góry, a potem znowu jest.



Spojrzałem na to zdjęcie, zrobione przez Tolę dzisiaj w szkole, i pomyślałem sobie: "Nie krytykujmy Kościoła, krytykujmy demokrację". Nawet jeżeli Kościół jest chory, jestem w stanie przyjąć, że jest święty - jak każdy kościół, nawet jeżeli jest chory. Natomiast demokracja to jest ten ogródek, do którego powinniśmy wrzucać nasz kamyczek. W jaki sposób staliśmy się Polską Republiką Katolicką? Kiedy tron zrósł się z ołtarzem? Czy my jako Polacy dorośliśmy do prawdziwej demokracji? A może zawsze potrzebujemy mieć nad sobą jakąś zwierzchność? Czy przypadkiem tym, czego boimy się najbardziej, nie jest wolność? "Liberalizm", najbardziej znienawidzone dzisiaj w Polsce słowo, znaczy właśnie - "wolność". Czy przełom roku 1989 nie był właśnie zwycięstwem wolności? Wolności politycznej, gospodarczej, kulturowej, osobistej? Przez chwilę wszystko było wolno. Jakże krótko trwała ta chwila.

Dlatego krytykujmy demokrację. Przecież Kościół to my.
Innymi słowy: zostawmy to, co święte (abstrahując od całej dyskusji na temat pozorności czy realności tej świętości), bierzmy się za to, co ludzkie i co od nas zależy. Niech politycy czują nasz oddech na plecach, bijmy w jakość polskiej demokracji jak w bęben. Wymagajmy od naszych przedstawicieli. Nie musimy zmieniać Kościoła, wystarczy, że zmienimy demokrację. 

Na koniec, spójrzcie jeszcze raz na zdjęcie i zauważcie, że ponad dwoma symbolami stworzonymi przez człowieka - tak, krzyż jest dziełem człowieczym! - jest coś jeszcze - coś prawdziwego - coś poza ludzkim sporem - światło - Światło - oślepiające - oczyszczające -

Najpierw jest góra. Potem nie ma góry. A potem jest.
Innymi słowy: tysiącmilowa podróż zaczyna się od pierwszego kroku (Tao Te Ching).
17:24, marslaur
Link Komentarze (4) »
czwartek, 27 listopada 2008
Dusznica, 27.11.2008:




Stosujemy olszynę, a na końcu drewno śliwy. Kiedyś powszechnie stosowano jałowiec. Wędzenie trwa 12 godzin, na bardzo małym dymie. Ryby krócej i na większym (gorętszym) dymie. Powodzenia!
14:09, marslaur
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 listopada 2008
Widok z mostku na południe, widok z mostku na północ... Ot, taka to moja mikroturystyka ostatnimi czasy... Zawsze mam deprechę, kiedy spada pierwszy śnieg... Ale można przecież podróżować wzdłuż i wszerz, a można w głąb...

View from the bridge to the south, view from the bridge to the north... Well, that's my kind of microtourism these days... I always get depressed when the first snow falls... But you can travel lengthways and breadthways, and you can travel endways...




18:49, marslaur
Link Komentarze (5) »
wtorek, 18 listopada 2008
Sartia (vel Łysa) ucieka średnio raz dziennie. Stosowane metody: wyrywanie kołka pyskiem, wyrywanie kołka nogą, zrywanie powroza, zrywanie łańcuszka, odpinanie powroza z karabińczyka (!). Zwykle ucieka po prostu na pole sąsiada, popaść się trochę z jakimś towarzystwem (bydlęcym), ale wczoraj zwiała do sąsiada oddalonego o dobry kilometr. Znalazł ją na swoim podwórku o siódmej rano. Kołek siedział w ziemi nietknięty. Na nim karabińczyk. Powróz nie był zerwany. Houdini Horse.

12:02, marslaur
Link Komentarze (8) »
Niedziela, ciepło, podniośle / Sunday, warm, solemn

Poniedziałek, burzowo-gradowo, melancholijnie / Monday, stormy-haily, melancholic


Wtorek, mroźno, przejrzyście, żwawo / Tuesday, freezing, clear, brisk

08:08, marslaur
Link Komentarze (2) »
czwartek, 13 listopada 2008










Wszędzie ziemia namokła i łzami zalana,
Gdzie koła bruzdy krają na nagich jej plecach.
Gdzie przedtem lekko było w dwie szkapy obrócić,
Tam teraz w cztery konie ujechać niełatwo.
Skrzypiąc na osiach ciężko pokutują koła
I rwąc ziemię namokłą rozpryskują błoto.

Jak okiem sięgnąć pola i łąki zalało,
A deszcz ludziom po plecach zacina jak biczem.
Łapcie i but dziurawy piją wodę z kałuż
I depcąc straszne błoto ciamkają jak w cieście.
O gdzieście się podziały pogodne dni wiosny
Gdy po raz pierwszy w izbie otwierając okna
Ciepły promyk nas słońca grzejącego witał?

(Krystyn Donelajtis, Pory roku, "Dary jesieni", 1765-1775, przeł. Zygmunt Ławrynowicz, Pojezierze, Olsztyn-Białystok 1982)

Zeme su visais pasaliais imurusi verkia,
Kad musu ratai jos isplauta nugara drasko.
Kur pirm du kuinu lengvai mums paveze nasta,
Jaugi dabar keturiais arkliais pavaziuoti nepigu.
Ratas ant asies braskedams sukasi sunkiai
Irgi zemes biaurias isplesdams teskina smotais.
Vei lauku sklypai visur skendedami maudos,
O lytus zmonems teskedams nugara skalbia.
Vyzos su blogais sopagais vandeni surbia
Ir biaurius purvus kaip tasla mindami minko.
Ak, kur dingot, giedros jus gi pavasario dienos,
Kaip mes, pirmasyk stubos atverdami langus,
Sildanti siltos sauleles spinduli jautem?

(Kristijonas Donelaitis, Metai, 'Rudenio Gerybes')
07:53, marslaur
Link Komentarze (4) »
niedziela, 09 listopada 2008
11 listopada – święto wolności

Rok 1918, tak jak rok 1989, był rokiem wolności. Nie walczyliśmy przeciwko komunie, tak jak nie walczyliśmy przeciwko zaborcom – nikt Niemców na ulicach Warszawy owego listopada rozstrzeliwać nie zamierzał – jedynie ich rozbrajano. Jeżeli dzisiaj prawica oskarża głównych aktorów roku 1989 o zdradę dlatego, że komunistów nie wieszano na latarniach, to po pierwsze jest antynarodowa – bo naród to jedno – a po drugie przeciwko wolności.

Zamiast więc zastanawiać się, czy udało nam się pokonać komunizm czy nie – zastanówmy się, czy udało nam się zdobyć wolność. Czy pod wieloma względami – światopoglądowo-kulturowo-religijny jako pierwszy przychodzi mi do głowy – Polska nie jest dzisiaj krajem mniej wolnym niż była przed rokiem 1989?

Czyżby wolność miała oznaczać wolność kupowania pod warunkiem, że siedzi się cicho? Czy na pewno o to właśnie walczyliśmy?

Dzisiejsza prawica niewiele różni się w swoim agresywnym zapamiętaniu od tamtej, która zamordowała prezydenta Narutowicza za to, że śmiał być wybranym głosami mniejszości narodowych. Tamtego mordu nikt się na prawicy nie wstydził, tak jak dziś nikt nie zamierza przepraszać za obelgi wytaczane przeciwko feministkom, liberałom, permisywistom, gejom, postkomunistom, katolewicy itd.

Zastanówmy się też, jakie mamy dzisiaj możliwości krytyki władzy - szczególnie tej lokalnej. Czy rzeczywiście staliśmy się w tym względzie państwem demokratycznym czy też jak dawniej rządzą nami klany, kliki i koterie?

Zamiast więc pozwalać prawicy zawłaszczać święto 11 listopada i zamieniać je w święto nacjonalizmu, endecji, antykomunizmu, obyczajowego, moralnego i politycznego konserwatyzmu oraz silnego państwa rozumianego jako państwo biurokratyzmu i wszechkontroli, pamiętajmy, że zawsze było to święto wolności. Wolności od ucisku i niewoli ideologicznej, ekonomicznej, kulturowej, religijnej, światopoglądowej, osobistej. Dzisiaj, pod dwudziestu latach od wielkiej eksplozji wolności, jaką był rok 1989, jesteśmy świadkami wielkiej rekonkwisty systemu. Mam narastające poczucie, że zamieniliśmy siekierkę na kijek i że walka o wolność zaczyna się od nowa. Tylko gdzie są dzisiejsze PPS i Solidarność? I gdzie szukać nowego Piłsudskiego i Wałęsy?


12:02, marslaur
Link Komentarze (2) »
sobota, 08 listopada 2008
A teraz coś z zupełnie innej beczki / And now for something completely different:



Żiwiot Samahonia!
16:43, marslaur
Link Komentarze (4) »



Po przeczytaniu powyższego uderza mnie jedna myśl: wydaje nam się, albo może wmówiono nam, albo uwierzyliśmy, że nieobecność Żydów w Polsce nie jest dla nas problemem, a może wręcz jest błogosławieństwem. Tymczasem nie da się rozerwać więzów trwających tysiąc bez mała lat bez istotnych konsekwencji. Gdybym się uparł, powiedziałbym: "Co Bóg złączył, niech człowiek nie rozłącza". Polska, jak już dawno odkryła to Hanna Krall, odczuwa ból fantomowy, ból po stracie części siebie. Tak, właśnie tak – Żydzi nie mieszkali w żadnej Judeopolonii ani Żydenlandzie – oni mieszkali w Polsce, byli Polską, a Polska była nimi.

Wyobraźmy sobie analogiczną sytuację, która powinna nam uzmysłowić, o jak fundamentalnych kwestiach mówimy. Wyobraźmy sobie holocaust czarnych Amerykanów. Wyobraźmy sobie, że nagle wszyscy Afroamerykanie znikają – że nie będzie już Jimmy’ego Hendrixa, Jessie Owensa, Louisa Armstronga, Josephine Baker, Martina Luthera Kinga – tak jak nie będzie już Tuwima, Leśmiana, Jankiela, Szpilmana, Schulza i tysięcy innych genialnych Polaków wyznania albo pochodzenia mojżeszowego.

Wmówiono nam, albo pozwoliliśmy sobie wmówić, że ponieważ byli inni, to byli obcy. Tymczasem homogeniczne społeczeństwo nie istnieje. Jeżeli tak, to oni byli nami, a my byliśmy nimi. Dlatego ich nieobecność tak bardzo boli.

Having read the above I have one overwhelming thought: it seems to us, or we’ve been led to believe, that the absence of Jews from Poland is not a problem for us, or, possibly, is actually a blessing. Yet ties going back nearly one thousand years do not disappear without grave consequences. If I were to go all the way, I'd sy, 'What God has joined together let no man put asunder'. Poland, as Hanna Krall has long noticed, is experiencing phantom pain, the pain caused by the loss of a part of itself. Yes, exactly that – Jews did not live in some isolated Jewish Poland – they lived in Poland, they were Poland, and Poland was them.

Let us imagine an analogous situation which should make us realise how fundamental things we are talking about here. Let us imagine a holocaust of black Americans. Let us imagine that all African Americans suddenly disappear – that there will never be another Jimmy Hendrix, Jessie Owens, Louis Armstrong, Josephine Baker, Martin Luther King – just as there will never be another Tuwim, Leśmian, Jankiel, Szpilman, Schulz, nor thousands other brilliant Poles of mosaic faith or origin.

We’ve been led to believe, or we’ve let ourselves to be led to believe, that because they were different, they were not us. Yet homogeneous society does not exist. And if so, then they were us and we were them. Which is precisely why their absence hurts so much.


Rodzina Redaków, dzierżawców majątku Dusznica w latach 30.
The Redak family, leasholders of the Dusznica estate in the 1930s.
16:05, marslaur
Link Komentarze (3) »
niedziela, 02 listopada 2008
Miasteczko Łoździeje ma wiele sekretów (co wam mówią: hipodrom? Salomea Neris? cerkiew?), ale być może najlepiej strzeżonym z nich jest cmentarz żydowski. Z dobrze zachowaną bramą, położony na zarośniętym sosnami wzgórzu kilkaset metrów od szosy na Kalwarię, z kilkuset dobrze zachowanymi nagrobkami (macewami), wydaje się być jednym z najświetniejszych przykładów zabytków tego rodzaju w regionie. Przy tym wszystkim jest zupełnie nieznany, wcale nie jest zdewastowany, a wręcz wydaje się, że ktoś tam mieszka...
Władzom miasta należą się brawa za oznaczenie tego miejsca na mapie turystycznej "Podróżuj po Łoździejach", dostępnej w Centrum Informacji Turystycznej zaraz za przejściem granicznym. Przy okazji, czy ktokolwiek w Sejnach pomyślał o tym samym?

The town of Lazdijai has many secrets (what do any of the following tell you: the hippodrome? Salomea Neris? the Orthodox church?), but perhaps the best kept of them is the Jewish cemetery. With a well preserved entrance gate, located on a pine-overgrown hill a couple of hundred yards from the road to Kalvarija, with several hundred well-preserved tombstones, or matzevot, it appears to be one of the finest historical monuments of this kind in the region. On top of all that, it is almost completely unknown, is not devastated at all, and it looks like someone actually lives there...

The Lazdijai town hall should be applauded for marking the place on the tourist map Travel in Lazdijai, available at the Tourist Information Centre right after the border crossing. By the way, did anyone in Sejny think about something like that?























W Łoździejach znajdziecie również resztki cmentarza ewangelickiego (ulica Seinu gatve) / You'll also find remnants of the Evangelical (Luteran) cemetery in Lazdijai (Seiniu gatve):




A także, oczywiście, cmentarz katolicki, na którym nie brakuje akcentów polskich:







Swoją drogą, ten nagrobek stanowi ciekawy przyczynek do historii lingwistycznej stosunków polsko-litewskich, a konkretnie ich okresu przejściowego: pisownia częściowo polska ("fundatorka"), częściowo litewska ("birzalo" = czerwiec), jedno nazwisko litewskie ("Morta Walentukonienie"), drugie polskie, choć pisane z litewska ("Ona Dobrowolskienie" = Anna Dobrowolska).

By the way, this tombstone represents an interesting contribution to the history of Polish-Lithuanian linguistic relationships, and more specifically, their transitory phase: the spelling is partly Polish ("fundatorka" = founder), partly Lithuanian ("birzalo" = June), one of the surnames Lithuanian ("Morta Walentukonienie"), the other Polish, though spelled the Lithuanian way ("Ona Dobrowolskienie" = Anna Dobrowolska).

Według Słownika Geograficznego Królestwa Polskiego:
"Łoździeje, osdada, przedtem miasteczko, nad rz. Połoździejką i Szeszupą, powiat sejneński, gmina i parafia Łoździeje, odległa 51 wiorst od Suwałk, 21 wiorst od Sejn, 317 wiorst od Warszawy. Leży w nizinie bagnistej, śród trzech rzeczek, w pobliżu jeziora Dumbel, przy drodze z Sejn do Olity. Posiada kościół parafialny drewniany, sąd gminny okręgu II, urząd gminy, stację pocztową, szkołę początkową 1-klasową ogólną, młyn i browar. W 1827 r. było tu 272 domów i 1988 mieszkańców; w 1860 r. 225 domów (3 murowane) i 2394 mieszkańców (1520 żydów); obecnie jest 345 domów, 3676 mieszkańców (1856 mężczyzn).
Do osady należy 1971 mórg ziemi. Stanowi ona sama oddzielną gminę. Założone zostały Łoździeje przez Zygmunta Augusta w 1570 r. Wzniesiono wtedy kościół i utworzono parafię. Zygmunt III nadał Łoździejom w 1587 r. prawo magdeburskie. Jan III pozwolił przywilejem z 1689 r. osiedlać się tu żydom. W 1857 r. pożar zniszczył miasto. Ludność trudni się tu rolnictwemm wyrobem sieci i drobnym handlem.
Łoździejska parafia, dekanat sejneński (dawniej łoździejski), 6622 dusz.
Starostwo łoździejskie po zgonie Filona Kopcia, marszałka lidzkiego, zostało nadane przez Zygmunta III Władysławowi Naruszewiczowi (choć Volum. Leg. III, 450, wspominają w r. 1607 o Janie Naruszewiczu, łowczym Wielkiego Księstwa Litewskiego, dzierżawcy łoździejskim), przechodzi w r. 164 na urodzonego Krzysztofa Witanowskiego herbu Rawicz i małżonkę jego Cecylię Moczulską. Przywilej oryginalny znajduje się w Aktach Metryki Litewskiej w Petersburgu. (...)
W r. 1690 Eliasz Michał Rymwid, podkomorzy lidzki, był starostą łoździejskim. W 1697 r. Wincenty Gosiewski jako starosta łoździejski podpisał elekcję Augusta II. W 1747 r. dzierżawcami byli już Michał i Joanna z Billewiczów Sulistrowscy, stolnikostwo oszmiańscy; od nich przechodzi do Kazimierza Waleryana Piątkowskiego, podczaszego grodzieńskiego; później było we władaniu Józefa Massalskiego, poskarbiego litewskiego. Po śmierci jego przechodzi z folwarkami Dumblem i [UWAGA] Duśnicą do Jana Chlebickiego Józefowicza, starosty oszmiańskiego; ten ustępuje za zgodą króla Stanisława Augusta w 1773 r. Janowi Nikodemowi i Helenie z książąt Ogińskich Łopacińskim, którzy byli ostatniemi dzierżawcami, bo w r. 1794 przeszło do skarbu. W 1765 r. starostwo to miało dumów 157 i ziemi obejmowało 6760 dziesięcin. W ostatnich czasach Łoździeje wchodziły w skład wielkich dóbr rządowych Krasnowo. Dnia 7 lipca 1879 r. pożar zniszczył sto kilkanaście domów mieszkalnych w Łoździejach.

Według Josepha Rosina (http://www.shtetlinks.jewishgen.org/lazdijai/ldhist2.html), podającego za Księgą Adresową Polski dla Handlu Przemysłu Rzemiosł i Rolnictwa, w roku 12931 działały w Łoździejach 72 przedsiębiorstwa, z czego 64 (89%) prowadzonych przez żydów: sklepów spozywczych 14 (żydowskich 13), handlu zbożem 6 (6), rzeźników i handlu bydłem 13 (11), restauracji i karczem 7 (7), handlu żywnością 4 (3), handlu spirytualiami 1 (1), handlu tkaninami i futrami 9 (9), skórzane wyroby i szewcy 6 (6), lekarstwa i kosmetyki 1 (0), maszyny do szycia i urządzenia elektryczne 3 (2), narzędzia i wyroby żelazne 4 (4), drewno i meble 1 (1), papier, książki i piśmienne materiały 1 (0), inne 2 (1).

Wedle tego samego źródła, w Łoździejach działało 17 zakładów przemysłowych, z czego 16 należało do żydów: elektrownia, 3 młyny, fabryka butów. fabryka napojów, czesalnia wełny, 5 piekarni, 2 szwalnie, 2 zakłady ślusarskie.

W roku 1937 w Łoździejach działało 56 rzemieślników: 9 krawców, 7 szewców, 8 rzeźników, 6 kowali, 4 fryzjerów, 3 zdunów, 3 cieśli, 2 malarzy, 2 zegarmistrzów, 1 blacharz, 1 dziewiarz, 1 rymarz, 1 dziewiarz, 1 drzeworytnik, 1 fotograf. Było również kilku tragarzy i furmanów, a także około 20 rodzin rolniczych.

Rabinem łoździejskim od początku lat 20. był Jakub Arje HaCohen Gersztajn (Ya'akov Aryeh HaCohen Gershtein), zamordowany przez Litwinów w roku 1941, pisze Joseph Rosin.

W roku 1939 w Łoździejach było 123 abonentów telefonicznych, z czego 58 o żydowsko brzmiących nazwiskach.

Łoździeje/Lazdija, rynek/market square, żołnierze niemiecy/German soldiers, I wojna światowa/World War I (1915-1918), wydawca/publisher: Dr. Trenkler & Co., Leipzig (w oryginale błędnie Leipzing), fotograf/photographer: A. Kuhlewindt, w: "Na lewym brzegu Niemna. Kairiajame Nemuno krante", opr. Krzysztof Skłodowski, Muzeum Okręgowe w Suwałkach, Suwałki 2004:

16:27, marslaur
Link Komentarze (2) »