Nasze życie we wsi Dusznica na pograniczu polsko-litewskim Our life in the village of Dusznica on the Polish-Lithuanian borderland
web stats stat24
RSS
środa, 31 grudnia 2008

Dusznica, 30.12.2008, wieczorem /evening:

05:29, marslaur
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 29 grudnia 2008
sobota, 27 grudnia 2008
środa, 17 grudnia 2008
Dzisiaj to nawet chodzić trudno, nie mówiąc o jeżdżeniu - w nocy spadł deszcz, a że jest poniżej zera, to wszystko pokryte jest wcale nie tak cienką warstwą lodu. Jakże niewiele trzeba, żeby świat prawie znieruchomiał. Pomimo wielkiego mniemania, jakie o sobie mamy, jesteśmy tak naprawdę tylko pyłkiem na powierzchni planety. Tak wiele czynników musi się zgadzać, żebyśmy mogli egzystować. Wystarczy relatywnie drobna zmiana choćby jednego z nich i...







It's even hard walking today, let alone driving - a rain fell in the night and as it's below zero, everything's now covered by a not-so-thin layer of ice. It takes so little for the world to almost stop moving. We think so highly of ourselves and yet we are just specks on the surface of the planet. So many factors have to be just right for us to exist. If just one of them changes just a little...
11:19, marslaur
Link Komentarze (3) »
czwartek, 11 grudnia 2008
Dzięki nadzwyczajnej uprzejmości pani Doroty Swinarskiej z Goethe Institut w Warszawie otrzymałem egzemplarz książki Dagne M. Marcovicz "Massel. Letzte Zeugen" (Szczęście. Ostatni świadkowie). Kilkanaście historii, kilkanaście niezwykłych postaci, pośród nich Sara Shner (Sonia Dusznicka) z Dusznicy. Zdaje się, że mówi rzeczy całkiem nadzwyczajne, zresztą zerknijcie sami:

 







Najciekawszy fragment brzmi:

"Nad czym Pani obecnie pracuje?"
"Mam tutaj list od dawnego sąsiada mojego domu rodzinnego. Z domu nazywam się Dusznicka. Mieliśmy majątek na granicy polsko-litewskiej, który nazywał się Dusznica. Mieszkaliśmy tam, dopóki nie przeprowadziliśmy się do miasta. Ten sąsiad znał moich rodziców, był wtedy małym chłopcem. Mój ojciec był bardzo lubiany, cieszył się powszechnym szacunkiem, żył dobrze ze wszystkimi sąsiadami."

Kto napisał list do pani Sary? Skąd wiedział, dokąd pisać? Dlaczego uznał za stosowne to uczynić? Co jeszcze jest w tym liście? Wygląda na to, że w kibucu Lohamei Hagetaot w Zachodniej Galilei znajduje się coś w rodzaju skarbnicy informacji o dawnej Dusznicy i Sejnach...
15:45, marslaur
Link Dodaj komentarz »
Nie do końca chyba zdajemy sobie sprawę, że do Grodna jest z Sejn o połowę bliżej niż do Białegostoku, w prostej linii praktycznie tyle co do Augustowa... Kiedyś musiało być Grodno najważniejszym ośrodkiem na tym terenie - nawet jeżeli jego rola malała, a Suwałk rosła. Te ostatnie mają jednak historię ledwie trzystuletnią, a Grodno trzy razy dłuższą...


14:13, marslaur
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 grudnia 2008
Na ile to, co widzimy w naturze, jest nic nieznaczącym przypadkiem, szumem wizualnym, płaską dekoracją naszego super-hiper-ultra-giga znaczącego i wielowymiarowego istnienia, a na ile jest znakiem, symbolem, wskazówką, matrycą, drogowskazem, odpowiedzią, podpowiedzią?



Na ile jesteśmy podmiotami wywierającymi naszą wolę na świecie, reżyserami, sprawcami i stwórcami, a na ile jedynie aktorami w spektaklu, zobowiązanymi śledzić poruszenia wszystkich pozostałych postaci na scenie?



Czyż świat jako dekoracja nie uwłacza naszej egzystencji? Jeżeli to wszystko nie ma żadnego znaczenia, jakże jednowymiarowe i płaskie staje się nasze istnienie. Znikąd wsparcia, znikąd pomocy, tylko człowiek-Bóg i pustynia realności. A przecież ostatecznie każdy szmer trawy, każde poruszenie dębu, każdy krzyk czapli otwierają piętra znaczeń.



Wyjść przed dom i zobaczyć - usłyszeć - trzy kruki hałasujące nad głową - krzyki, wrzaski, krakania, ewolucje, parady, figury, układy - ten przeciw tym, tamta przeciw tamtym, ten razem z tą przeciw tamtemu - jakaś historia - Historia - i nie postrzec tego jako czegoś dotyczącego mnie osobiście - znaczącego i ważnego dla mnie właśnie dzisiaj, właśnie teraz, właśnie na tym etapie mojego życia - jakiż redukcjonizm!



"To jest prawdą, całą prawdą, na pewno i bez kłamstwa:
To co jest na dole jest takie jak to co jest na górze; a to co jest na górze jest takie jak to co jest na dole. Poprzez to dokonują się wszelkie cuda.
I tak jak wszystkie rzeczy istnieją w Jednym i pochodzą od Jednego, które jest najwyższą Przyczyną, poprzez mediację Jednego, tak wszystkie rzeczy są zrodzone z Jednej Rzeczy przez adaptację."
(Hermes Trismegistos, Szmaragdowa Tablica)



10:19, marslaur
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 grudnia 2008
Kombinat pracuje, oddycha, buduje
Kombinat to tkanka, ja jestem komórką!

06:06, marslaur
Link Komentarze (12) »
środa, 03 grudnia 2008
Ze strony Instytutu Goethego w Warszawie:

Digne M. Marcovicz: „Nie wierzę w to, że ludzi można poruszyć, opowiadając im tylko straszne historie.”

Holocaust nie tylko dla młodzieży. Digne M. Marcovicz odwiedziła świadków tamtych czasów i za pomocą kamery cyfrowej nakręciła z nimi rozmowy. Wywiady z kadrami z filmu tworzą materiał do książki składającej się z elementów komiksu.

Fotoreporterka i reżyserka Digne M. Marcovicz w swojej książce Massel. Ostatni świadkowie poruszyła w niekonwencjonalny sposób temat holocaustu. Publikacja, którą przygotowano z myślą o młodzieży, jest kolażem wywiadów, wycinków prasowych, plansz tekstowych i, tylko pozornie przypadkowego, zbioru wielu zdjęć i obrazów. Jak na taśmie filmowej toczy się rozmowa ze świadkami wydarzeń, przewijają się losy ocalonych. Pierwszy plan tworzą nie historyczne fakty i liczba mordów dokonanych na Żydach, ale bardzo osobiste i, często, niewiarygodne opowieści tych, co przeżyli. Massel w jidysz oznacza szczęście. To, potrzebne do przetrwania, szczęście w nieszczęściu mieli wszyscy bohaterowie sportretowani przez Digne M. Marcovicz.

I tak znajdujemy w książce historię Sary Pilpeli z Rumunii, która przeżyła tylko dlatego, że w ostatniej chwili pewien oficer się nad nią zlitował: „Miałam pelerynę. Kiedy dotarliśmy do następnej stacji, pewien oficer powiedział mi: Podnieś ręce do góry, trzymaj mocno pelerynę i się nią nakryj, ja będę strzelać poniżej ramion. Tak też zrobił. Pocisk przebił pelerynę pod moimi ramionami, upadłam na ziemię, a pociąg pojechał dalej.” Albo los pielęgniarki i partyzantki Sary Shner, urodzonej w Dusznicy niedaleko granicy polsko-litewskiej, dziś zamieszkałej w Haghetaot, kibucu im. Bohaterów Getta. Miała szczęście, bo udawało jej się ratować ucieczką w sytuacjach, które wydawały się bez wyjścia – uniknęła rozstrzelania w lesie, potem uciekła rosyjskim kolaborantom. „Byłam w 24 obozach i zawsze uciekałam” – opowiada.

Massel jest częścią żywej historii – wstrząsająco bliska, autentyczna i świadomie pozbawiona komentarza. Są tu historie, które poruszają i oczarowują i to nie tylko młodych czytelników.


Spotkanie z Digne M. Marcovicz

3 grudnia 2008 o godzinie 18.00 w Żydowskim Instytucie Historycznym odbędzie się spotkanie z autorką książki Massel - Letzte Zeugen (Massel - ostatni świadkowie). Z autorką Digne M. Marcovicz będzie rozmawiał Jan Jagielski. Goście specjalni: Barbara Góra, Józef Hen, Irene Wygodzki.

Fragmenty książki przetłumaczone na polski przez Barbarę Diduszko przeczytają studenci PWST: Justyna Bielecka, Michał Mikołajczak, Diana Zamojska. Oprawę muzyczną przygotowali Georgina Tarasiuk (śpiew) i Maurycy Tarnowski (gitara).

Niemiecka fotoreporterka i dziennikarka, wieloletnia współpracowniczka tygodnika Der Spiegel, Digne Meller Marcovicz, zebrała historie życia 12 osób pochodzenia żydowskiego, które przeżyły Holokaust, wśród nich znajdują się mieszkający obecnie w Warszawie Barbara Góra, Józef Hen, Irena Wygodzki. Z tych opowiadań powstała książka o niecodziennym opracowaniu graficznym i typograficznym, zainspirowanym sugestią wnuka autorki, amatora komiksów - fragmenty wywiadów mieszają się z fotografiami oraz dawnymi i współczesnymi dokumentami tworząc urozmaicony kolaż. We wrześniu 2008 roku Digne M. Marcovicz otrzymała za tę książkę przyznawaną od 25 lat Pokojową Nagrodę Gustava Heinemanna dla książek dziecięcych i młodzieżowych.

Sara (Sonia) Shner (Dusznicka) (u góry po prawej), Kowno, 1934:



Sara Shner (lat 94) ze swoją siostrą Manią (lat 96), Izrael, rok 2007:


Sara Shner zmarła we wrześniu tego roku w wieku 95 lat.

Historia pani Sary, która dziecięce lat spędziła w majątku Dusznica, tutaj:
http://marcinimatylda2.blox.pl/2007/05/Ciagle-po-kole-cz-2What-Goes-Around-Comes-Around.html
08:01, marslaur
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 grudnia 2008
Dusznica, 2.12.2008:

08:50, marslaur
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 01 grudnia 2008

Dzięcioł duży (Dendrocopos major)
13:55, marslaur
Link Komentarze (1) »
Dawny niemiecki posterunek graniczny, Tuniszki (Tunischken), kilka kilometrów na pn-zach. od Przerośli, nad rzeczką Bludzią (Bludchen).

Former German border post, Tuniszki (Tunischken), a few kilometres north-west of Przerośl, on the rivulet Bludzia (Bludchen).



Granica pomiędzy państwem krzyżackim i Wielkim Księstwem Litewskim wyznaczona traktatem melneńskim (wrzesień 1422) przetrwała praktycznie niezmieniona na swoim wschodnim odcinku do roku 1939 - ponad pół tysiąca lat!

The eastern stretch of the border between the Teutonic Knights and the Grand Duchy of Lithuania, defined by the Treaty of Melno (September 1422), survived until 1939 - over half a millenium!

Do dzisiaj jej przekroczenie stanowi szok estetyczno-poznawczy. Znikają pokurczone, chaotyczne, zapadnięte domki i chlewiki z drewna, gliny i - nierzadko - kamienia, typowe dla okolic na północ od Suwałk, a pojawiają się równo tyczone w czworobok obejścia z czerwonej cegły kryte dachówką, potężne, masywne, zdawałoby się ponadczasowe.

To this day crossing it is an aesthetical-cognitive shock. You leave the cramped, chaotic, shrivelled little houses and barns made of wood, clay, and - often - stone, typical for the area north of Suwałki, and enter a country of even, rectangular farmsteads of red brick and roof tile, robust, massive, seemingly timeless.

Jest to jak zwiedzanie innej planety, uczucie jak z Pikniku na skraju drogi Strugackich, "zona", gdzie obca cywilizacja pozostawiła wszystko tak, jak stało, i nagle zniknęła, stawiając nas twarzą w twarz z dorobkiem setek lat rozwoju, którego wielu aspektów zwyczajnie nie jesteśmy w stanie pojąć.

It is like visiting another planet, a feeling from the brothers' Strugacki Picnic on the Edge of the Road, a 'zone' where an alien civilisation left everything where it stood and suddenly disappeared, confronting us with the legacy of centuries of development, many aspects of which we are simply unable to understand.

Ale chociaż Mazury niewątpliwie fascynują - to zarazem budzą mój lęk. Wszechbecność krwistej czerwieni, równy, powtarzany w milionach egzemplarzy rytm cegieł i dachówek, przytłaczająca siła nieznoszącej estetycznego sprzeciwu kultury, widoczna na każdym kroku planowość i metodyczność życia, perfekcjonizm - ci ludzie z pewnością uważali, że żyją w świecie bliskim idealnego, że wymyślili wszystko najlepiej jak się da - i chociaż pewnie pod wieloma względami mieli rację - to w którymś momencie zabrakło im pokory i uznali się za bogów, z wiadomym skutkiem. Więc wolę jednak nasz podlasko-litewsko-białoruski chaos (głównie podlaski zresztą), entropię drewna, przyziemność gliny, to rozwichrzenie, które tchnie duchem słowiańskiej wolności, jakże różnej od pruskiego Ordnung...

And though the former Ostpreussen is a fascinating place - for me it is also a frightening one. The omnipresence of the bloody red colour, the even, repeated in millions of copies rhythm of the bricks and roof tiles, the overwhelming power of a culture that brooks no aesthetical argument, the all-evident plannedness and methodicalness of life, the perfectionism - these people obviously thought that they lived in a nearly perfect world, that they had devised everything the best way possible - and though in many respects they were probably right - at some point they forgot about the necessary humility and started thinking of themselves as gods, with obvious consequences. So after all I prefer our Podlachian-Lithuanian-Belarussian chaos (chiefly Podlachian in fact), the entropy of wood, the mundaness of clay, the unruliness that breathes the spirit of Slavic freedom, how different from the Prussian Ordnung...


Błędziszki, widok na dolinę Błędzianki.
06:25, marslaur
Link Komentarze (10) »