Nasze życie we wsi Dusznica na pograniczu polsko-litewskim Our life in the village of Dusznica on the Polish-Lithuanian borderland
web stats stat24
RSS
piątek, 28 kwietnia 2006


Dwór Turczynowiczów, koniec XVIII wieku, Rudamina (Urdomin), 5 km na NE od Łoździei.



Nasza rzeczka (Dusia), mniej więcej w połowie długości.



Even cowgirls get the blues.



Młodość, wolność, optymizm. A jeszcze 15 lat temu był tutaj Związek Sowiecki, zamiast Pogoni na rynku stał pomnik Lenina, a w budynku rezydował komitet rejonowy partii. Tak łatwo zapominamy, jak wiele się zmieniło.





Spichlerz murowany, przełom XIX i XX wieku (?).






Dusznica.
22:00, marslaur
Link Komentarze (1) »
czwartek, 20 kwietnia 2006
A więc zajechaliśmy... jesteśmy... Wrażeń i bodźców jest niezliczona ilość - ptaki, motylki, krówki, świnki, bociany, jezioro z pokrywą lodową (który kruszy się chrzęszcząc przy tym donośnie), pieski, kotki, muszki, kurki. Dziewczyny nie mają czasu się nudzić, od przyjazdu nie wspomniały o telewizji, biegają i hasają od samego rana... a o 21 już dawno śpią...

Tu mieszkamy:





Gaładuś, 20 kwietnia:










21:23, marslaur
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 kwietnia 2006
It's the last day here today, tomorrow I'll have moved, and, say, isn't it perverse, I suddenly realised the trick that had been played on me. Where I'm going is obviously a Neptunic place - the water, the lakes, the rolling hills and meadows, the poet - ! - the "kresy" mood, the sleepy, dreamlike, archaic feel of the place. The whole thing has been a Neptunic endeavour from the very start! And I realised I was really in search for Mercury and Uranus, for electricity, the chill, the vibe, the voltage. That was why I had been able to go clean in the city, and now I was leaving, on the last night, I got high, the first time in months. That was Neptune doing, clearly. So will I swim or will I drown? Can I carry the emotional load of the place, the empathic emptiness, withstand its pressure - and find the electricity I'm looking for? Summon it up? Or will I drown in the phantasmagoric watercolour world of Neptunic depths? The point, it seems, will be to realise the semi-cross in which Neptune sits versus the Jupiter -- Mercury/Venus opposition. Neptune is the outlet of this crucial aspect. Sixth house, 26:27 Scorpio, retrograde, trine Sun, square Mercury, square Jupiter, sextile Uranus. Hints, anyone?
23:20, marslaur
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 kwietnia 2006
"Dobra Dusznica obejmowały folwark i wieś. Wieś Dusznica w XVII wieku należała do starostwa łoździejskiego, ale powstała dużo wcześniej, zapewne w czasach pomiary włócznej [druga poł. XVI w.]. Zwano ją Duśnicą albo Poduśnicą. Folwark występuje w dokumentach z XVIII stulecia. Po trzecim rozbiorze Prusacy włączyli go do nowych dóbr Dumbel, ale w połowie XIX został on z nich wyłączony. Należał do Aleksandra Stępińskiego (radcy przy rządzie gubernialnym), Feliksa Gawrońskiego, potem Klonowskiego, Nasierowskiego i wreszcie trafił do rąk starozakonnych, m.in. piekarza z Sejn, Efrona, zwanego Dusznickim. Liczące ponad siedemset morgów gospodarstwo przedzieliła w 1919 roku granica państwowa. Kilkoro dzieci Efrona podzieliło się majątkiem, który jako nierentowny znalazł się kilkakrotnie na licytacji. Już w 1939 Niemcy spędzili tu nad granicę Żydów sejneńskich. Niektórzy opłacali przewodników i przemycali się. Jak wiadomo, Niemcy i tam dotarli w roku 1941. Właściciele Dusznicy nie przeżyli Holocaustu".
(Irena Baturowa, Przewodnik turystyczny po ziemi sejneńskiej, Suwałki 2001, s. 204)

A jednak ktoś przeżył!
Oto list od pani Sary Shner-Neshamit (urodzonej jako Sonia Dusznicka), córki Efrona Dusznickiego, obecnie zamieszkałej w Izraelu:




Jest to list do pani Bożeny Szroeder z Pogranicza.

A oto sama pani Sara (drugi rząd od góry, po prawej):



No i na temat tego "przemycania się" można by jeszcze parę słów dodać, ale na wszelki wypadek zmilczę... Moze kiedyś.

Na koniec jeszcze parę słów o samym folwarku (Baturowa):

"Na wprost od dawnego dworu, a na lewo od żwirówki idzie droga gruntowa na południe. Kierujemy się w nią i stajemy na drewnianym mostku na rzeczce, minąwszy wcześniej resztki zabudowań gospodarczych. Po lewej stronie na dużym wzgórzu znajdowała się kamienna gorzelnia, którą założył prawdopodobnie Nasierowski. Po prawej na podmokłym gruncie postawiona została wozownia, utrzymanie której sprawiało kłopoty właścicielom. Ponieważ wozy na "zdrojach" zapadały się, podsypywali co jakiś czas dużo kamieni. Poniżej mostka działał przez kilka wieków młyn. Teraz nurt strugi hamuje ułożona z głazów tama. Przyjemny to widok, a woda jest przejrzysta i chłodna".


20:36, marslaur
Link Dodaj komentarz »