Nasze życie we wsi Dusznica na pograniczu polsko-litewskim Our life in the village of Dusznica on the Polish-Lithuanian borderland
web stats stat24
RSS
niedziela, 29 kwietnia 2007
Zdjęcia z wczorajszej (dość emocjonującej) wyprawy wokół jeziora Gausty, przeprowadzonej według przedwojennej mapy WIG, która pokazuje o wiele więcej niż dzisiejsze mapy - przede wszystkim folwarki i małe drogi.
Pictures from yesterday's (rather exciting) excursion around Lake Galstas, carried out in accordance with a 1929 Military Geographical Institute map, which shows much more than today's maps - above all, the manor farms and small roads.

Nasza trasa/Our route (WIG, Sejny, 1:100 000, 1929, reedycja 2006):

Dla porównania mapa współczesna/For comparison, a contemporary map (Dzukijos Krastas, 1:130 000, 2006):


Z drogi Lazdijai-Vieisiejai skręciliśmy w Kukliai/We took the road Lazdijai-Vieisiejai and turned at Kukliai.

Zielonka i okolice/Zielonka and thereabouts:




Upodobanie do koloru/Love for colour:


Folwark Awiżańce/Avizonys manor farm:

































Folwark Miłaszewszczyzna/Miłaszewszczyzna manor farm:


Okolice wsi Miszkinie/Near Miskiniai:







Krótki postój nad jeziorem Gausty/Having a snack on Lake Galstas:








Jedyny dom przysiółka Pieniacze/The only house of the Pieniaciai (?) hamlet:







Mijamy jezioro Zapselis (Zopsiejki?), na przedwojennej mapie zwane Zopsajtis/We pass Lake Zapselis (called Zopsaitis on the pre-war map):


Między jeziorami Zopsie i Gausty/Between lakes Zapsis and Galstas:


Docieramy do wąskiego przesmyku i sytuacja staje się nagle trudna/We reach a narrow isthmus and things suddenly get tough:





Jesteśmy daleko od domu, w nieznanym terenie i o dobrą godzinę marszu od najbliższego traktora/We are far away from home, in unknown terrain, and the nearest tractor able to pull us out in case of trouble is an hour's march away.

Mamy duszę na ramieniu, ale Matylda dzielnie pokonuje trzy pierwsze bajuchy/Our hearts are thumping, but Matylda bravely negotiates the first three puddles:


Tutaj jednak napotykamy przeszkodę nie do pokonania - okazuje się, że jeziora są połączone (czego przedwojenna mapa nie pokazuje, a na współczesną nie spojrzeliśmy dość dokładnie)/Here, however, we meet an insurmountable obstacle - it turns out the two lakes are connected (something the pre-war map doesn't show and the present-day one we didn't analyse closely enough):




Gdybyśmy mieli snorkel, może byśmy spróbowali, ale postanawiamy grać bezpiecznie i wycofujemy się na Pudziszki-Kuciuny/If we had a snorkel, we might give it a try, but we decide to play safe and we withdraw to take a detour through Puodziske/Kuciunai.

Kuciuny/Kuciunai:




Jezioro Zopsie/Lake Zapsis/Zapsio ezeras


Okolice wsi Klepacze, jeden z najpiękniejszych egzemplarzy, jakie zdarzyło nam się widzieć/Near Klepociai, one of the most beutiful crosses we have seen so far:




Folwark Łosiewicze:










Okolice wsi Lejbogole/Near Laibagaliai:



09:45, marslaur
Link Komentarze (2) »
czwartek, 26 kwietnia 2007
Odnalazłem kilka zdjęć członków rodziny Dusznickich, ostatnich mieszkańców majątku Dusznica przed wojną.
















Druga od lewej w górnym rzędzie: Sonia Dusznicka (Sara Shner Neshmit). Na zdjęciu: orkiestra smyczkowa HaKoakh, Lazdijai, rok 1930.



Uczniowie klasy szóstej gimnazjum Ziburys, Lazdijai. Druga od lewej w trzecim rzędzie od góry: Sonia Dusznicka.


Czwarta od lewej w pierwszym rzędzie od dołu: Luba Dusznicka.

źródło: http://shtetlinks.jewishgen.org/lazdijai/ldhist2.html
16:28, marslaur
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 kwietnia 2007
Niedzielnym rankiem odbyliśmy krótką wycieczkę na piłokalnię (wzgórze obronne) w Rudaminie, 10 km na pn-wsch. od Lazdijai. Wiało mocno, a na samej górze to już w ogóle głowę urywało...



T. Krzywicki, Litwa:

Legenda mówi, że ok. 1240 r. książę litewski Ringaudas (Ryngold), mityczny ojciec Mendoga i protoplasta rodu książęcego Ryngoldowiczów, zbudował w Rudaminie zamek, a także, iż w tym okresie Rudamina (po polsku Urdomin) była stolicą księcia Mendoga (Mindaugasa), który tu koronował się na króla Litwinów w 1251 r. Uważa się, iż w okresie walk z Krzyżakami Rudamina była ważnym punktem oporu. Zamek miał być zburzony przez nich w 1387 r. przy pomocy bomb prochowych. Badania archeologiczne wykazały jednak, że do 1283 r. i nieco później Rudamina była jednym z głównych grodów Jaćwingów. Znaleziono tu charakterystyczne dla jaćwieskiej kultury przedmioty z XI-XIII w. (m.in. ceramikę).

Zachowało się grodzisko z I w. p.n.e.-XIII w. n.e., otoczone 2-3 metrowym wałem kamienno-ziemnym o wymiarach majdanu 60 x 83 m i wysokości wzglednej ponad 40 m. Obok grodziska odkryto kurhan grzebalny z III-IV w. p.n.e.



















I jeszcze kilka fotek rudamińskiego kościoła (barokowo-klasycystyczny pod wezwaniem Świętej Trójcy z roku 1797, przebudowany 1810-1817, wewnątrz barokowe wyposażenie - ołtarze, ambona):











Pierwsza świątynia w Rudaminie powstała w roku 1592, ufundowana przez Grzegorza i Marię Massalskich.

Niestety, obecnie kościół zamknięty jest na głucho, podobnie jak plebania, tylko w oknie tej ostatniej tkwi kartka z numerem komórki do proboszcza.
07:26, marslaur
Link Komentarze (3) »
sobota, 21 kwietnia 2007
Na Świętego Jerzego w Vejsiejis odbył się festyn, a jednym z głównych punktów programu był konkurs orki koniem Pirmosios Vagos czyli "Pierwszej bruzdy".




























Potem udaliśmy się na festyn.






W drodze powrotnej , Valentai (między Kapciamestis i Viktorina):




Zajechaliśmy też do Vainezeris po tę oto roślinę, która miała być berberysem, ale chyba nim nie jest:




Tam też spotkaliśmy błotniaka:






Na koniec zajechaliśmy do Dumblis, odwiedzić naszego przyjaciela Kostasa.
















20:51, marslaur
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 kwietnia 2007
Matylda ma sokoli wzrok i wypatrzyła wśród drzew zaraz za pasem granicznym na końcu naszego pola stary słup telefoniczny. Nie może to być pozostałość sowieckich czasów, bo wtedy na wieleset metrów od granicy ciągnęła się "sistiema" - ziemia niczyja naszpikowana drutami kolczastymi, zasiekami, wieżami strażniczymi etc. i na pewno nikt tam słupów telefonicznych nie stawiał.









Przed I wojną z Dusznicy biegła tędy droga do Tarnówki i to zapewne przy niej stał ten słup (Karte des westlichen Russlands, 1914):

 

Po 1918 roku droga stała się granicą państwową (którą została do dziś) i przestała być użytkowana:






Ostatnia możliwość, to że słup postawili Niemcy za okupacji. Jak było, zapewne nie dowiemy się nigdy.

Zdjęcie lotnicze pokazujące mniej więcej lokalizację słupa:





21:29, marslaur
Link Komentarze (8) »
Tak było (i jeszcze miejscami jest):





Ale coraz bardziej będzie tak:













Wszyscy rozumiemy fundamentalne znaczenie zadrzewień śródpolnych i małych oczek wodnych - nieodłącznych dotąd elementów krajobrazu Polski, a szczególnie jej północno-wschodniej części. Polega ono na tym, że są one rezerwuarami bioróżnorodności, a więc tego, co jest podstawą życia człowieka na ziemi i tego, co (wciąż jeszcze) odróżnia Polskę od krajów Europy Zachodniej. Spójrzmy, gdzie są dzisiaj Niemcy i im podobni: bioróżnorodność została zamordowana, a wraz z nią - chęć życia i poczucie sensu egzystencji.

What we call culture and the human spirit can be viewed as the collective expression and interpretation of the overwhelming power of the landscape.
To, co nazywamy kulturą czy ludzkim duchem, można postrzegać jako kolektywny wyraz i interpretację przytłaczającej siły krajobrazu
(Bill Viola).

Możemy utyskiwać na niską świadomość ekologiczną niektórych ludzi - pokazany wyżej "krajobraz" nie jest, wbrew pozorom, dziełem miejscowego rolnika, ale przybysza z Warszawy - ale musimy zrozumieć, że podlegają oni sile, której trudno się oprzeć. Siłą tą są pieniądze, a konkretnie dopłaty bezpośrednie do produkcji rolnej. Kiedy polscy biurokracji cieszyli się, że nasz rolnik będzie dostawał dopłaty do powierzchni upraw (a nie do poziomu produkcji), nie mysleli zapewne o tym, że prędzej czy później wszelkie "nieużytki" - ostoje bioróżnorodności - pójdą pod topór. Ten proces już się dzieje. Tu i ówdzie widać już zrównane z ziemią połacie olszyny, zasypane bagienka i oczka wodne, zerżnięte drzewa, który dotąd rosły na miedzy. Jeszcze pięć, może dziesięć lat i obudzimy się w krajobrazie, w którym żadne drzewo, żaden krzew, żadne oczko wodne nie bedzie zakłócało - nareszcie stuprocentowo płatnej - przestrzeni,w którym cała przestrzeń będzie wreszcie idealnie gładka, uporządkowana i zgodna z biurokratyczną instrukcją. Czym wtedy stanie się nasza kultura i duch? Na czym oprzemy oko, żeby nie zwariować?

Co najciekawsze, urzędnicy tzw. ochrony środowiska też dostrzegają ów proces - ale uważają go za siłę wyższą! Jak powiedział mi dzisiaj pan w starostwie powiatowym sejneńskim, "jedna ustawa przeczy drugiej". Zacytowałem mu bowiem fragment "Programu Ochrony Środowiska Powiatu Sejneńskiego na lata 2004-2007":

Tabela  Nr 4: Obszary  chronionego  krajobrazu  w  powiecie  sejneńskim

    Nazwa

    Lokalizacja

    Rok

    utworzenia

    Powierzchnia

    (ha)

    Cel ochrony
    Pojezierze

    Sejneńskie

    1998 37 880,0 Ochrona i zachowanie krajobrazu Pojezierza Sejneńskiego wyróżniającego się urozmaiconą rzeźbą terenu, licznymi jeziorami, kemami, ozami i wzniesieniami morenowymi.
    Puszcza

    i Jeziora

    Augustowskie

    1998 65 475,0 Ochrona i zachowanie jednego z największych  
    i najcenniejszych pod względem przyrodniczym kompleksu leśnego Puszczy Augustowskiej oraz wartości kulturowych i historycznych Kanału Augustowskiego.
    w  granicach powiatu 1998 8 970,0 Ochrona i zachowanie jednego z największych  
    i najcenniejszych pod względem przyrodniczym kompleksu leśnego Puszczy Augustowskiej.

Dane: GUS – Ochrona środowiska i leśnictwo w 2001 r. Białystok 2002


Pan ów odpowiedział, że "widocznie taka jest ta cała Unia" i widać było, że jest najdalszy od myśli, by zrobić cokolwiek w celu zapobieżenia działaniom jawnie kłócącym się z celem jego własnej instytucji! To, że krajobraz jest brutalnie przekształcany dla marnych paruset złotych było dla niego nie dość że normalne, ale wręcz oczywiste. Sytuacja ta uświadomiła mi wyraźnie fikcyjność oficjalnej "ochrony przyrody". Ci ludzie nie mają żadnej władzy, ani nawet motywacji, żeby przeciwstawić się status quo. Sążnisty "Program ochrony środowiska" jest świstkiem papieru, wielką fikcją.

Jakie jest wyjście? Proste - dawanie dopłat za ostoje bioróżnorodności czyli oczka wodne, zadrzewienia śródpolne, bagienka etc. Istniejący "program rolnośrodowiskowy" w tym zakresie jest taką samą fikcją jak ochrona przyrody - ilość biurokracji, jaką trzeba przewalczyć, żeby się nań załapać, jest tak wielka, że beneficjentów w całej Polsce jest pewnie parunastu.

Tak więc, panowie biurokraci, nie zapominajcie, że "przyroda nie jest spadkiem po poprzednich pokoleniach, ale długiem zaciągniętym od pokoleń następnych".

I że kiedy Polacy obudzą się w krajobrazie podobnym do niemieckiego, ich gniew (możecie nazwać to szaleństwem) będzie straszny.


11:28, marslaur
Link Komentarze (3) »
sobota, 14 kwietnia 2007
Na życzenie czytelników kilka zdjęć wnętrza domu. Dzisiaj się wprowadziliśmy!

Z tej okazji chcę podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do jego powstania:

Marek Gobczyński i zespół

Krzysztof Gobczyński i zespół

Jacek Gniazdowski i zespół

Danuta Rok

Jacek Kryg

Rafał Winiewicz

Andrzej Czatrowski

Marek Zdancewicz

Radosław i Małgorzata Kulesza

Tomasz Andruczyk

Irena Łupińska

Czesław Wołągiewicz

Wiesław Grzybowski

Sylwester Grzybowski

Mirosław i Radosław Moroz

Henryk Borowski

Władysław Klimasara

Arwidas Klimasara

Arturas Klimasara

Józef Szydłowski

Józef Pietruszkiewicz

Franciszek Skrypko

Piotr Pienkiewicz

Grzegorz Budziński

Kamil Pachutko

Tomasz Pieciukanis

Dariusz i Grażyna Łowiagin

Witold Budowicz

Romuald Budowicz

Radek i Kamil (cyklina)

Ireneusz Rutkowski


Szczególne podziękowania:

Marek Gobczyński

Specjalne podziękowania:

Waldemar i Stanisław Mełerzyk

Jurek Skrypko

Super specjalne podziękowania:

Franciszek i Dariusz Dabulis

Bardzo specjalne podziękowania:

Anna i Biruta Dabulis


Super bardzo specjalne podziękowania:

Ewa Wawrzyńczak


oraz wielkie podziękowania dla wszystkich mieszkańców Dusznicy.

















































14:10, marslaur
Link Komentarze (6) »
sobota, 07 kwietnia 2007
Trzy mostki stoją na rzeczce Dusznicy:



Mostek nr 1, przy dawnym młynie:







Tylko tyle zostało z dawnego młyna (a raczej domu młynarza):



Ale jest jeszcze coś:

Pisząc (Album mego ojca, "Almanach sejneński" nr 3, Pogranicze, Sejny 2004, s. 362) o pomniku, jaki w 1936 wioska Żegary wystawiła z okazji 500 rocznicy urodzin Wielkiego Księcia Witolda, Piotr Dapkiewicz wspomina, że "we wsiach graniczących z Litwą mieszkańcy nigdy nie mogli uczynić podobnego upamiętnienia. Wobec tego we wsi Dusznica młynarz Andrzej Makowski posadził trzy dęby, z których bodajże jeden rośnie do tej pory".

Oto on:



Mostek nr 2, między gospodarstwami Witka Pieciukanisa i Witka Marcinkiewicza:











I mostek nr 3, koło nas:







Jeszcze trochę tradycyjnej architektury:







Na koniec przyczynek do dyskusji na temat "ile z tego, co widzisz, jest prawdziwym obrazem, a ile twoją własną interpretacją?":





19:57, marslaur
Link Komentarze (4) »
piątek, 06 kwietnia 2007
Znaleziony martwy na poboczu w Ogrodnikach, tam gdzie Hołnianka (Alna) wypływa z jeziora i przecina szosę. Nazwany Kubusiem (Kubusią?) i pochowany, zapewne dając tym samym początek "cmentarzykowi dla zwierząt".











19:04, marslaur
Link Komentarze (2) »
Fragment "Mapy powiatu Sejny", 1:100 000, Warszawa 1966. Zabudowania folwarku Dusznica wciąż doskonale widoczne, podobnie jak założenie krasnogrudzkie. Interesującym detalem jest "Tarnówek", na późniejszych mapach zwany "Tarnówką" i umiejscowiony gdzie indziej, bardziej na pn-wsch. Zwraca też uwagę brak drogi pomiędzy Dusznicą i Kalwiszkami (dzisiejszym przejściem granicznym Ogrodniki).


11:51, marslaur
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 kwietnia 2007