Nasze życie we wsi Dusznica na pograniczu polsko-litewskim Our life in the village of Dusznica on the Polish-Lithuanian borderland
web stats stat24
RSS
niedziela, 28 maja 2006
Najgorsze uczucie to, kiedy jedziesz przez gęsty las gdzieś na Mazurach albo w Beskidach, już czujesz ten powiew historii, starości, przedwieku, przenosisz się w czasie do jakiejś dawnej epoki, a tu nagle wyrasta przed tobą tablica "Znajdujesz się na ścieżce dydaktycznej nadleśnictwa takiego to a takiego etc." I nastrój diabli wzięli.

Otóż w Litwie tego nie ma. Tutaj wciąż doświadczamy świata niezapoznanego, świata, który nie został opisany, nazwany, zmapowany, schodzony, obliczony, wyrysowany, zagospodarowany, zaludniony, zadaczowany. Tutaj kilometrami jedzie się (między Wiejsiejaj i Lazdijaj) pośród zararastających sosenką nieuzytków, co sprawia wrażenie jakiegoś Dzikiego Zachodu, jakiegoś Meksyku.

Jezioro Wiejsieje - rozczłonkowane i kręte, o bardzo urozmaiconej linii brzegowej (dł. 12.5 km, szer. od kilkuset do 1500 m, pow. 655 ha, maks. głęb. 34 m) - jak z epoki sprzed kolonizacji Mazur - zamglone, obrośnięte mieszanym lasem zatoki i półwyspy, nad nimi tu i ówdzie gospodarstwo archaiczne, dacz (a objechaliśmy je prawie całe dookoła) może z pięć...

No i nagle ni stąd ni z owąd - w lesie Ukniszkis, między Sapiegiszkami i Gierwieli - GŁUSZEC!!! Prosto przed maską, przeleciał, przefrunął, wyrwało mi się donośne "kurwa!", byłem w szoku. "Ten wspaniały, królewski ptak, do niedawna tępiony bezlitośnie przez myśliwych i ginący lub silnie zagrożony w większości swoich stanowisk w Polsce, jedynie w puszczach Augustowskiej i Solskiej ma liczniejsze ostoje, które mogą zapewnić mu przetrwanie". (G. Rąkowski, Polska egzotyczna)

W Kapcziamiestis (Kopciowie), gdzie pochowana jest "pułkownik, kobieta-bohater" Emilia Plater, padał deszcz i poznaliśmy Rymasa, który lata temu jeździł na obozy pionerskie do pobliskiego ośrodka (leśniczkówki, powiedzielibyśmy) i poznał wielu Polaków. Prenumerował potem zielony Sztandar, Głos Ludu i Przyjaźń i nauczył się całkiem dobrze polskiego.
- Kur yra artimiausias restoranas (baras)? - zacytowałem z rozmówek.
- Tutaj - odparł. - Proszę, pan.
Wszedłem z drugiej strony, wnętrze było ciemne, ale przytulne, w drzewie, nieduże, na podłodze cegła, salka z boku, bar. - Czy jest zupa? - zapytałem. - Z makaronem - odpowiedziała po litewsku pani kucharka. Wziąłem trzy, była z zacierkami, babcia dorzuciła 50 ml likieru miodowego, dziewczyny posiliły się co nieco, ja pochłonąłem resztę, zapłaciliśmy za wszystko 5.70 Lt i jeszcze dostaliśmy cwierć bochenka chleba w prezencie.

A w ogóle to ze dwa tygodnie temu odbyłem moją pierwszą rozmowę po litewsku:
- Laba diena.
- Labas.
- Klaipedos dešreles, prašom.
- Kiek?
- Penki.
- Penki kilo?
- Ne, penki dešreles.
- Pra
šom.
- A
čiu.

(- Dzień dobry. - Dobry. - Poproszę parówki kłajpedzkie. - Ile? - Pięć. - Pięć kilo? - Nie, pięć sztuk. - Proszę. - Dziękuję).

I tak to idzie.

A to z ostatniej wyprawy (Janosławas - Akmieniaj - Kucziunaj - Pazapsiaj - Oradniki - Sapiegiszki - Gierwieli - Kapcziamiestis - Wiejsiejaj - Lazdijaj).

Między Janosławas i Akmieniaj:


"Kamienica" między Akmieniaj i Puodziszkie, tytaniczne iście dzieło (sowieckie musiały tu chyba działać cyklopy):






Pazapsiaj (Pozopsie), pieknie połozona nad rzeczką Zopsią, na poły wymarła wieś.


Poniżej przeróżne formy litewskich krzyży przydrożnych.

między Pazapsiaj i Oradniki:


Sapiegiszki nad jez. Wiejsieje:



Gierwieli nad jez. Wiejsieje:

No i kilka fotek z naszego życia codziennego.

Poznaliśmy na granicy dwóch ankieterów, którzy dla Polskiej Organizacji Turystycznej pytali, ile wydalismy na Litwie etc. Od słowa do słowa dogadaliśmy się, że Rysiek to Beskid Niski, Nowica, Tomek Konopiński, Janusz Prusinowski, Remek Hanaj, harmonium, a nawet piwniczka na Mierosławskiego 1 (Galeria Mandragora -> Zen Kanon), a Paweł to Krasińskiego 20, Jewish Records Poland etc.
Szczególnie Lenka była zasłuchana, a Tola narysowała swój pierwszy w pełni abstrakcyjny obraz.



Sroka zaatakowała wróbelka, wyratowaliśmy:



W Sejnach ślady żydowskie są obecne, tutaj w postaci płyt chodnikowych i murka ogrodowego:




Rajd konny Litwinów: jadą po litewskich wsiach w Polsce (Dusznica, Żegary, Radziucie, Burbiszszki, Widugiery, Kompocie, Łumbie), żeby zaznaczyć swoją obecność na tych terenach, dodawać otuchy rodakom, generalnie pokazać, że nie zapominają. Przy krzyżach przystają, z ludźmi pogadają, czasem zagrają i zaśpiewają, potem jadą dalej.



Nagroda publiczności:


17:34, marslaur
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 maja 2006
Nie mam czasu wpisywać się codziennie do tego pamiętniczka, nie mówiąc już o zdjęciach, od rana do wieczora czas jest wypełniony, pobudka 4.52, spać o 21-21.30, a w międzyczasie: spichrz drewniany 5x4 m z Krasnego gm. Lipsk pod Augustowem, geodeta tyczenie domu i garażu, inwentaryzacja zieleni, do gminy po nadanie numeru domu, do TPSA w Suwałkach złożyć podanie o telefon, kowal - klamki,okucia i zawiasy, stolarz - okna i drzwi, kamieniarza szukać, drzwi stuletnie - z babuszką porozmawiać, a tu jeszcze korona pieca z czasów carskich, a jakby było mało to jeszcze na sąsiedniej posesji macewy jako płyty chodnikowe, no i jeszcze takie jedno siedlisko, a w środku stół znowu stuletni etc. etc. Ruchy, ruchy, ruchy.
06:53, marslaur
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 maja 2006
Ból, który odczuwałem na myśl, że kraina i czasy mojej młodości i dzieciństwa odeszły bezpowrotnie, był niemal fizycznie odczuwalny. Świadomość, że już nigdy nie przeżyję tamtych odczuć, nie powącham tamtego powietrza z jego przejrzystością i czystością, nie zaznam tamtych wzruszeń, była nieznośna, gorzka, przygnębiająca. Aż tu nagle...
Kiedy wjeżdżam na Litwę, jest tak jakbym cofał się w czasie, o dobre 20 lat. Kraj jest pusty, śladów nowoczesności jak na lekarstwo. Ludzi mało, takoż samochodów. Nie ma śmieci w lesie, Daewoo Matizów, Gulczasa, piwa Lech i Radia Zet, które w Polsce, jak wiadomo, wystają z każdej kieszeni, zza każdej pazuchy, z każdej chromowanej końcówki wydechu pokrytego rajdowymi nalepkami czerwonego malucha.
Zamiast tego jest poczucie kraju dopiero nowoczesnego - jeszcze nie ponowoczesnego - gdzie samochód, telewizor, nie mówiąc już o wideo, są dobrami rzadkimi, często nieznanymi.
Poczucie kraju, gdzie przestrzeń nie została jeszcze, jak w Polsce, całkowicie zagospodarowana, zawłaszczona, zabudowana, poznana, oznaczona i skomentowana. Tutaj jeszcze wszystko jest niepomalowane, niewyremontowane, nieodnowione, nietknięte nawet.
I wszędzie gdzie się spojrzy, dosłownie na każdym kroku, ślady przeszłości, ślady dawnej (często) Polski - dwory, folwarki, kościoły, spichlerze. Na (prawie) żadnym nie ma tabliczki "zabytek", wszystko stoi tak jak stało od 100-150-200 lat. Żywa historia podana saute, bez najmniejszego garni, do jedzenia palcami, jak frytki i flądra w smażalni w Łebie czy innym Jantarze w siedemdziesiątych czwartym czy piątym...
Słońce majowe jest tu ostre, złote, zieleń jasna, wszystko takie nowe, czyste, pierwsze. Świat tutaj jest tak stary, że jest jeszcze młody, wcale nie wie o sobie, że jest taki czy inny, jeszcze nie postrzega siebie ironicznie, wciąż jest po prostu taki jaki jest.
A do tego wszystkiego ta - ignorowana przez wyćwiczone zmysły, ale istniejąca - warstewka pozostałości komunizmu, ten smaczek sowieckości, tak znajomy, tak nostalgiczny...
Zamykam oczy, wciągam w nozdrza zapach powietrza i znajduję się z powrotem na koloniach, obozach zuchowych, na Mazurach i nad morzem, w krótkich spodenkach i podkoszulce na ramiączkach, wszystko jest świeże, jeszcze wszystko przede mną, jeszcze nic nie jest postanowione, przestrzeń jest ogromna, pusta, kontury ostre, kolory nasycone.


Rudamina, kościół.

"Kościół dwuwieżowy, pod wezwaniem Świętej Trójcy, barokowo-klasycystyczny, z roku 1797 (przebudowany 1810-17). Obok kościoła drewniany spichlerz podcieniowy (zapewne XIX-wieczny - MW) i plebania z XIX wieku z czterokolumnowym portykiem. Pierwsza świątynia powstała tu w 1592 r. ufundowana przez Grzegorza i Marię Massalskich. Przebudowana przez Mikołaja Turczynowicza Suszyckiego w l. 1745-65". (Tomasz Krzywicki, Litwa, Rewasz, Pruszków 2005).


Rudamina, spichlerz.


Rudamina, plebania.


Już (jeszcze) chrześcijaństwo czy jeszcze (już) pogaństwo?


Między Rudaminą i Bulakavas.


Bulakavas (Bułhakowsk), 4 km na zachód od Rudaminy, oficyna.

"W XVI w. majątek należał do Bułhaków, w XVII został siedzibą starostwa, dzierżawiony był wtedy przez Naruszewiczów. Na przełomie XVIII i XIX w. należał do Karęgów. Centrum zespołu dworskiego stanowi dwór z 1 poł. XIX w., niestety obecnie bez cech stylowych. Z budynków gospodarczych zachowały się: oficyna z czterokolumnowym portykiem, spichlerz, dwa budynki gospodarcze i lodownia". (T. Krzywicki, Litwa...)


Bulakavas, oficyna.


Bulakavas, dwór.


Bulakavas.


Bulakavas, lodownia.


Zemaitkiemis (Wieś Żmudzka), 1 km na zachód od Lazdijai.
07:58, marslaur
Link Komentarze (1) »
sobota, 06 maja 2006

Nasi nowi przyjaciele - (od lewej) Vitas (w połowie lat siedemdziesiątych służył pod Wrocławiem jako żołnierz Czerwonej Armii) oraz Stas. Czyli Flip i Flap, ewentualnie Pat i Mat. Pomogli nam w pewnej operacji... hmm... szabrowniczej... Juozapavas (Józefowo), 3 km na północ od przejścia Ogrodniki/Lazdijai.



Rachelany - wioska założona w 1789 r. w dobrach Hołny przez ówczesnego ich właściciela Jana Meyera. Początkowo zwała się Gierajcie, ale później zmieniono nazwę na cześć żony założyciela, Racheli z Chlewińskich.




"Krajobraz najdalej na północny wschód krańca Polski jest zaiste godzien pióra poety: głębokie, wąskie doliny z błękitnymi płaszczyznami rozlanych w nich jezior, zalesione wzgórza, bujne łąki i tonące w zieleni zabudowania wsi... Niegdyś nieodłącznym elementem tego krajobrazu były dwory i folwarki, po których dzisiaj pozostały zazwyczaj jedynie zarośnięte chwastami fundamenty i stare drzewa zdziczałych parków". (G. Rąkowski, Polska egzotyczna, s. 110)


"O jeziorze Gaładuś, zwanym przez miejscową ludność Dusia, krążą rozmaite opowieści. Litwini wiążą je z dużym jeziorem Duś na Litwie, uważanym za siostrę lub matkę Gaładusi. W odróżnieniu od tamtego, Gaładuś nazywają Musu Dusia albo Maza Dusia czyli Nasza lub Mała Duś. Dawniej oba jeziora były razem, ale lodowiec je rozdzielił. Opowiadają, że kiedyś Gaładuś gwałtownie zapragnęła połączyć się z matką. Zerwały się trąby wodne i wiry poruszające olbrzymie masy wody. Dopiero po odprawieniu nabożeństwa, obejściu jeziora przez procesję i wrzuceniu komunikantu do jego wód nastał spokój. Rybacy opowiadają też o wielkiej rybie czy też potworze żyjącym w wodach jeziora, płączącym i rwącym im sieci. Za dzieci Gaładusi uważane są jeziorka Dusiejcis Mniejsze i Większe, które kiedyś się od niej oddzieliły. Inne nazwy związane z Dusią - Gaładusią to rzeczka Duś, łącząca jeziora Gaładuś i Hołny, oraz położona nad nią wieś Dusznica". (ibid., s. 113-114)





Berżniki, najstarsze miasto na Suwalszczyźnie (dzisiaj niezbyt duża wieś gminna), założone z inicjatywy królowej Bony w okresie przeprowadzania pomiary włócznej w latach 1547-57 przy dworze namiestnika królewskiego Mikołaja Juriewicza Paca.


Prawdopodobnie najstarsza mieszkanka Berżnik, lat 89.
21:07, marslaur
Link Komentarze (3) »