Nasze życie we wsi Dusznica na pograniczu polsko-litewskim Our life in the village of Dusznica on the Polish-Lithuanian borderland
web stats stat24
RSS
środa, 28 czerwca 2006
Dzisiejsze zakupy u zaprzyjaźnionego rolnika ekologicznego:
twarożek, jakieś 1 kg
śmietana słodka 1/2 l
śmietana kwaśna 1/2 l
masło 300 g
jaj 40

buraczków jakieś 2 kg
sałat 3
rzodkiewka pęczek czerwonej i pęczek białej (nowość!)
szczypior 2 pęczki
koper pęczek
kalarepy jakieś 1 kg

i do tego miodu plaster prosto z ula.

Wszystko razem 26 zł.

Życie na wsi ma swoje uroki, mówię wam, a mniam mniam jest jednym z nich, jakkolwiek infantylnie miałoby to zabrzmieć... :-)

Z Litwy wozimy chleb (w supermarkecie w Łoździejach dział chlebowy zajmuje całą ścianę, jakieś 40 rodzajów - białe, mieszane, ciemne, pszenne, żytnie, z ziarnem, z kminkiem, cięższe, lżejsze, krojone, w bochenku - czego dusza zapragnie), piwo (Svyturys, drożdżowe niepasteryzowane Baltijos), kwas chlebowy, masło, krewetki (lepsze niż w Polsce - mięsiste i jędrne, tańsze o połowę, kanadyjskie), ser biały suszony z ziołami albo czosnkiem, wódkę (ukraińska z czuszką, Lithuania złota, nektary miodowe)...

W Sejnach lubię czasem zakupić kiełbasę albo kińdziuka firmy litewskiej Desra z Puńska, no i oczywiście sielawę. Kto zna, ten wie, o co chodzi - sielawa, królowa.



Marzy mi się zamiana całej okolicy w zagłębie rolnictwa ekologicznego... Taka mała enklawa bez chemii. Rajska dolina.
06:51, marslaur
Link Komentarze (11) »
piątek, 23 czerwca 2006
Paul Brody i Michael Alpert, przed koncertem Tratwy Muzykantów/The Musicians' Raft, Sejny, 23 czerwca.



Alpert.


Sejneńska synagoga.







A teraz obiecane michałki...


Te drzewa w głębi to już Litwa...









No i mój osobisty faworyt:


;-)

Jest zresztą w starości moc, siła pamięci, dostęp do rzeczy innym niedostępnych, np. wczoraj rozmawialiśmy z panią, która mieszka w pożydowskim domu w Sejnach i ona mówi: - W Sejnach jeszcze wielu Żydów mieszka, stosunkowo wielu przeżyło, wszyscy wiedzą kto, ale o tym się nie mówi. - Tajemnica, sekret, drugie dno.

Nasz przedwojenny dzierżawca nazywał się Redak, jeszcze go tu pamiętają. Obok mieszkał Hauser Konka Rabinowicz, a jeszcze dalej kowal Chmielewski/Kmieliauskas, który miał piękną córkę Fajgę, z którą wszyscy chłopcy tańczyli na zabawach, bo ładniejszej od niej w okolicy nie było...


22:32, marslaur
Link Komentarze (3) »
środa, 14 czerwca 2006
A więc zaczęło się...

Było tak:


A potem tak:






Dziewczyny są w szoku.


Tymczasem mija nas rajd oldtimerów zdążający do Wilna, jest czym nacieszyć oko. Niestety, kierowcy i ich towarzyszki, najczęściej w wieku emerytalnym, myślą tylko o tym, żeby jak najszybcie opuścić tę dziką Polskę i nie widzą naszych pozdrowień i wyciągniętych w górę kciuków. Są całkowicie zamknięci w swoim świecie, odizolowani od rzeczywistości, pewnie gdybym nawet do któregoś się odezwał, nie usłyszeliby mnie.



20:43, marslaur
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 czerwca 2006
Główne wrażenie z wizyty w klasztorze w Wigrach - PUSTKA. Nikogo, jedna wycieczka dziecięca, z programem z pewnością nie wykraczającym poza kościół i apartament papieski, poza tym nikogo. No jeszcze szumnie zapowiadane seminarium o budownictwie ekologicznym, które okazało się kółkiem wzajemnej adoracji, niedostępnym w istocie dla przybysza z zewnątrz, monotonną debatą w ciemnej, małej salce pozbawionej nagłośnienia. Ale przede wszystkim pustka i cisza. A przecież to jest "ośrodek pracy twórczej"! Wyobraziłem sobie gwar, tłum artystów, młodych i starych, zainspirowanych energią tego miejsca, potężną przecież, jak wiele można by tu osiągnąć, jakże niewykorzystane to miejsce, jaka marnacja czasu i przestrzeni, jakież w istocie lekceważenie jego potencjału... Nie wiem, czy to nieudolność dyrekcji, typowa urzędnicza inercja, czy po prostu chęć zachowania "świętego spokoju", dość że Wigry wyglądają jeżeli nie na martwe, to z pewnością na śpiące.
A przecież to idealne miejsce na warsztaty, pobyty typu residence stay etc. - szczególnie dla młodych, oni nie znają tej energii, tej skoncentrowanej energii kultowego wzgórza, siły milionów metrów sześciennych powietrza dokoła, wyzwalającej przestrzeni, tutaj duch ulatuje wolno, a jednocześnie kontekst jest doskonale obecny, fundament, oparcie, punkt odniesienia.







Pustoszenie stało się też udziałem polskiej wsi, i jest to o wiele bardziej smutne i groźne niż los - pojedynczych w końcu - Wigier.
Czego nie dokonał komunista, dokona kapitalista. W latach 60-tych i 70-tych, nawet 80-tych, wieś była ludna, wielodzietna i wesoła. Ropa była tania, wieprzowina droga. Szkoły na każdym kroku, tanie kredyty i generalnie filozofia popierania chłopa jako, było nie było, ostoi każdej władzy. Rolnik nie miał źle z komuną, komuna nie miała żle z rolnikiem.
Dzisiaj wieś pustoszeje. Młodzi uciekają do miasta - ów osławiony "brak perspektyw" jest prawdą - tu nie ma bibliotek, internetu, szkoła jedna na calą gminę, nie ma miejsc pracy, nie ma porządnego ośrodka zdrowia. Główny pracodawca to państwowy urząd, small biznes w powijakach, ZUS i podatki skutecznie odstraszają od przejścia na swoje. Stąd też brak demokracji, no bo kto będzie głosował przeciwko władzy, skoro to ona karmi i żywi? Stąd też przeregulowanie i biurokracja, no bo jakoś te tabuny urzędników muszą uzasadnić swoje istnienie. Do tego dochodzi nieprzyjazny klimat, ze wszech stron dobiegające odgłosy niechęci do rolnictwa, wsi, prowincji. "Wieśniaki" mają się zmodernizować albo umrzeć. Przy czym zmodernizować nie oznacza przejść, na przykład, na ekologię - co uczyniłoby polskie rolnictwo potentatem europejskim - tylko w najlepszym razie przejść na agroturystykę, a w najgorszym zamknąć interest i wyjechać do bloku.
W ogóle zachęcanie rolnika do agroturystyki i przedstawianie jej jako genialnej alternatywy i sposobu na życie jest tak uwłaczające, że nie dziwię się panującym tutaj nastrojom kassandryczno-apokaliptycznym. Ktoś, kto pracuje z ziemią, cały dzień na powietrzu, na maszynie, ze zwierzakami, kto zna wolność i moc płynącą z obrabiania natury, z tej najpierwotniejszej alchemii przemieniającej nic w coś - wzdraga się na myśl, że miałby zostać hotelarzem i usługiwać jakimś cholernym głupkom z miasta, którzy nic nie rozumieją, a wywyższają się, jakby sam fakt posiadania M-4 w jakimś bloku stawiał ich na samym szczycie drabiny ewolucji.
Za chwilę znikną małe gospodarstwa, ten rdzeń polskiego krajobrazu, a pustkę wypełnią dacze i wielkie farmy. Ci wszyscy, którzy psioczą na rolnika, niech pomyślą, jaki to będzie świat. Pola kukurydzy albo rzepaka ciągnące się kilometrami, intensywnie nawożone i spryskiwane, brak ptaków, krzewów, zadrzewień śródleśnych, oczka wodne zatrute chemią - ot, intensywne rolnictwo, jakie znamy dobrze z Niemiec czy Danii. Niech was nie zwiodą idylliczne obrazki z Francji, Włoch czy Anglii. Liczby mówią wszystko: Polska wzięła w 2005 roku 300 milionów euro dopłat bezpośrednich, a z kolei Anglia 4 miliardy, Włochy 5 miliardów, Niemcy 6 miliardów, Francja 9 miliardów. To wyjaśnia całą prawdę o Wspólnej Polityce Rolnej. Jeżeli zachodnie rolnictwo wymaga takich pieniędzy, żeby przetrwać, to jak można oczekiwać od polskiego, że da sobie radę samo mając 10-20 razy mniej? Nędzna Grecja dostała 3 miliardy euro w 2005 roku - a ilu tam może być rolników? Energiczna walka o radykalną reformę WPR jest polską racją stanu!!!
Pomyślcie o świecie bez drewna, bez śpiewu, bez ludzi, którzy potrafią zreperować maszynę albo zbudować dom. Co nam za chwilę zostanie? Kim będziemy? Społeczeństwem operatorów call center? Jaki jest nasz produkt, co jako Polska chcemy sprzedawać światu? Siłę roboczą? A tymczasem rynek żywności ekologicznej rośnie w Europie o 20-25 procent rocznie, w Niemczech, Anglii. To są miliardy. U nas rolnictwo ekologiczne to pasmo biurokratycznej mordęgi, dlatego w Europie nie uświadczycie polskiego produktu ekologicznego - a już na przykład czeski tak. Czeski? Czechy jako potęga rolnicza?! Tak, do tego właśnie doszło. Ale nie, lepiej być producentem chemicznych, napakowanych sterydami i mączką kostną amerykańskich świń.
I nie dziwcie się, że następne wybory wygra Lepper. Teraz wielu wolało jednak prawoporządkową retorykę PiSu, ale kiedy zobaczą, że wieś nie ma z tego nic, w 2009 z pewnością wybiorą Andrzeja. Od klęski powstań XIX wieku i upadku roli szlachty, władza w Polsce opiera się na wsi. To chłop wygrał wojnę 1920 roku, to on rozsadziłby II Rzplitą i wyniósł do pełni władzy Witosa, to on zadecydował o 50 latach w miarę jednak spokojnego trwania komunizmu. Dzisiaj nastroje są tu wisielcze, a to, jak wiadomo, promuje populistów. Co gorsza, jednak, te nastroje są wynikiem rzeczywistości. Przestrzeń krajobrazowa i kulturowa Polski stopniowo pustoszeje, przechodzimy od świata materii do świata fantomu, od produkcji kultury do jej konsumpcji, od przestrzennej wolności zaścianka do zniewolenia bloku mieszkaniowego, kurczymy się, garbimy, karlejemy, zanikamy. W mieście nie ma gigantów, mocarzy, śpiewaków, bajarzy - rzeczywistość betonu i symetrii morduje natychmiast człowieka i zamienia go w konsumenta. Płasko, sztucznie, nudno. Fantomy zaludniające fantomatyczny świat, scenę, w istocie, coś w rodzaju reality show. Tutaj świat jest przezywany bezpośrednio, w mieście jest już zapośredniczony, zmediatyzowany, jest wizerunkiem, symulakrem samej rzeczywistości.
Czekam więc na politykę państwa ponownego zasiedlania wsi, politykę nowego pionierstwa, nowego osadnictwa, a jednocześnie na nowy paradygmat myślenia o wsi, jako o fundamencie i kośćcu Polski. Polska poradzi sobie bez przemysłu węglowego czy hutniczego, ale pozbawiona podstawowej tkanki, jaką jest małe gospodarstwo rolne, zamieni się wnet w teatralną dekorację, spłaszczy do wymiaru ekranu telewizora, a przede wszystkim odda przestrzeń we władanie sił rynku. Pomyślcie o krajobrazie wypełnionym silosami i daczami. Każdy metr ogrodzony, wszędzie "teren prywatny". Gdzie wtedy podzieje się człowiek? Gdzie wtedy podziejesz się ty?


07:26, marslaur
Link Komentarze (2) »
sobota, 03 czerwca 2006
W dniu 2 czerwca odbyło się spotkanie na szczycie naszej górki. Od lewej: p. Rafał Strumiłło z Maćkowej Rudy, syn prof. Andrzeja Strumiłły, artysta plastyk i człowiek wielu talentów, oraz p. Stanisław Mełeżyk z Dusznicy, nasz sąsiad najbliższy. A po co to wszystko i co z tego wynikło - mam nadzieję opowiem już wkrótce.




16:07, marslaur
Link Komentarze (5) »