Nasze życie we wsi Dusznica na pograniczu polsko-litewskim Our life in the village of Dusznica on the Polish-Lithuanian borderland
web stats stat24
RSS
poniedziałek, 30 lipca 2007


NIE BĄDŹ NAIWNY: ŻĄDAJ ŻYWNOŚCI PROSTO OD ROLNIKA!
DON'T BE NAIVE: DEMAND FOOD DIRECTLY FROM THE FARMER!
10:09, marslaur
Link Komentarze (1) »
środa, 25 lipca 2007
poniedziałek, 23 lipca 2007


Pożyteczna ta książeczka dzieli Tatarów litewskich na trzy klasy, "społecznie pochodzeniem, jak i typem wyróżniające się".

Klasa wyższa właściwych Tatarów to potomkowie plemienia dagestańskiego, dawni naczelnikowie lub panujący uprzywilejowanych rodów, to jest kniaziowie, begowie i emirzowie, którzy korzystali z jednakowych praw ze szlachtą rodową litewską i posiadali dobra nadane im przez wielkich książąt litewskich i królów polskich. Są to "emigranci, którzy, gdy wyszli z ojczystego kraju, już tam stanowili klasę uprzywilejowaną, gdyż i w wielu państwach tureckich klasa wyższa była pochodzenia tureckiego, podczas gdy poddani stanowili podbite plemiona pochodzeniqa fińskiego i mongolskiego". Na Litwie Dagestańcy wstępowali na służbę wielkich książąt, a potomkowie ich władają jeszcze dziś szczątkami ogromnych niegdyś dóbr nadanych im przez w. książąt litewskich i królów polskich.
Nazwiska ich są następujące: Najman-beg-Oleszkiewicz-Kryczyńscy, Tuhan-beg-Dagestańscy-Baranowscy, Ułan-beg-Polańscy, Ułan-beg-Maluszyccy, Ułan-beg-Achmatowicze, Jaliar-beg-Zabłoccy, Daniar-beg-Juszyńscy, Edigej-emirza-Koryccy, Kulzeman-emirza-Talkowscy, Muhier-emirza-Rejżewscy, Kierdej-emirza-Muchowie, Terek-emirza-Buczaccy, Guzman-emirza-
Sulkiewicze, Janus-emirza-Bielaccy, Denir-Romanowicze, Urus-emirza-Dowgiałłowie, Erustan-emirza-Azulewicze, Aksak-emirza-Skirmuntowie, Tenikej-emirza-Bazarewscy, Butat-emirza-Tupalscy, Walił-emirza-Łowczyccy, Giuzal-emirza-Rudziewicze, Urman-emirza-Chaleccy, Dżigit-emirza-Józefowicze.

Drugą grupę stanowią wychodźcy plemienia zawołżańskiego, prawdopodobnie mieszańcy Finów z Mongołami i Tatarami. Przyszli oni na Litwę jako prości żołnierze i tu zdobyli sobie obywatelstwo i szlachectwo jeszcze za czasów litewskiego państwa. Potomkowie ich zamieszkują osady, okolicami zwane, na ziemiach nadanych im przez w. książąt litewskich i królów polskich jak: w ziemi wileńskiej: Rejże, Carewszczyzna, Bazary, Niekraszuńce; w grodzieńskiej: Kruszyniany, Bohoniki, Niekraszuńce; w mińskiej: Łowczyce, Osmołów, Orda; w lubelskiej: Studzianka; w wołyńskiej: Jukawce; w podolskiej: Biały Rękaw.
Wszyscy oni są bardzo pracowici, wzorowo zajmują się rolnictwem, ogrodnictwem, pszczelnictwem i plantacją tytuniu, "multan" zwanego. Wielu z nich pozostaje w służbie rządowej. Nazwiska ich: Januszewski, Charbijewicz, Makułowicz, Chalecki, Korsak, Szabuniewicz, Makowiecki, Selimowicz, Jabłoński, Wilczyński, Abuniewicz, Ledziński, Adamowicz, Assanowicz, Czembajewicz, Ryzwanowicz, Lisowski, Popławski, Milkowski, Okmiński, Abrahimowicz, Murawski, Aldukiewicz, Mickiewicz, Musicz, Obulewicz, Masłowski, Jasiński, Tokosz, Jankiewicz, Choromowicz, Zdanowicz, Kozakiewicz, Butter, Szychmancyr, Bohdanowicz, Ponarski, Romanowski, Biegański.

Oddzielną grupę stanowią potomkowie byłych żołnierzy litewsko-tatarskich pułków plemienia zadońskiego lub ordyńskiego, wziętych jako jeńcy w czasie wojny w Krymem: Budżaków, Edesańców, Czeremisów i Lipków pochodzenia Nogajskiego. Ta warstwa u dwóch pierwszych jest w poniżeniu jako plebeuszowskiego pochodzenia i byli niewolnicy. Od r. 1831 rząd rosyjski nadał prawa przysługujące wszystkim muzułmanom: wyznanie staje się dowodem szlachectwa. Zamieszkują oni przeważnie miasta i miasteczka na Litwie, a mianowicie: Kowno, Mińsk, Słonim, Sokółka, Nowogródek, Butrymańce, Kleck, Nieśwież, Indura, Krynki, Krewa, Tawsiuny, Wasiliszki, Lachowicze, Iwje, Wiszniew, Stołbce, Smolewicze, Smiłowicze, Widze, Dołhinów, Miadzioł, Olkieniki, Dawgi.
Głównym ich zajęciem jest wyprawa skór, od czego przezywani są "kożemiakami" (garbarze), trudnią się przy tem furmanką, a przede wszystkim uprawą ogrodów warzywnych, w czem doszli do pewnej doskonałości. Kształcą się w szkołach niższych i gimnazjach, wstepują do służby rządowej i zajmowali w Rosji wyższe stanowiska w urzędach i w wojsku. Z nazwisk wśród tej klasy spotyka się: Rafałowicz, Eliaszewicz, Iliasewicz, Smólski, Radliński, Kalino, Bazarewicz, Jakubowski, Safarewicz, Lebiedź, Woronowicz, Gębicki, Majewski, Janowicz, Milkmanowicz, Kustyński, Konopacki, Majszulewicz, Bohdanowicz, Biciutko, Szczęsnowicz, Szczucki, Rojecki, Konarski, Szahidewicz, Murzicz, Kubejda, Romanowicz.








16:23, marslaur
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 lipca 2007
Uwaga: nowy licznik od 17 lipca.
Attention: a new counter since July 17.

Nowy licznik to potężne narzędzie. Można się dzieki niemu dowiedzieć, na przykład, skąd (geograficznie) pochodzą goście odwiedzający stronę. Oto lista za ostatni tydzień/The new counter is a powerful tool. It tells you, for instance, where (geographically) the people visiting the blog come from. Here's the list for last week:

# ===============================================================
# Nazwa konta: fortunata
# Adres WWW konta: http://marcinimatylda.blox.pl
# Data: 22/7/2007
# ===============================================================

# ===============================================================
# Statystyka: Użytkownicy z poszczególnych miejscowości: lipiec 2007
# ===============================================================

lpużytkownicyMiejscowośćKrajRegion%
122WarszawaPolskamazowieckie17.06%
211OlsztynPolskawarmińsko-mazurskie8.53%
37BiałystokPolskapodlaskie5.43%
47KrakówPolskamałopolskie5.43%
57PoznańPolskawielkopolskie5.43%
67WrocławPolskadolnośląskie5.43%
77ŁódźPolskałódzkie5.43%
86KatowicePolskaśląskie4.66%
95LublinPolskalubelskie3.88%
104VilniusLitwaVilniaus3.11%
113GdańskPolskapomorskie2.33%
123SejnyPolskapodlaskie2.33%
133SzczecinPolskazachodniopomorskie2.33%
142PieńskPolskadolnośląskie1.56%
152PuńskPolskapodlaskie1.56%
162ToruńPolskakujawsko-pomorskie1.56%
172Zielona GóraPolskalubuskie1.56%
181BiłgorajPolskalubelskie0.78%
191ChełmPolskalubelskie0.78%
201ChojnicePolskapomorskie0.78%
211DuesseldorfNiemcyNordrhein-Westfalen0.78%
221Dąbrowa GórniczaPolskaśląskie0.78%
231EłkPolskawarmińsko-mazurskie0.78%
241GorlicePolskamałopolskie0.78%
251HarlingenStany ZjednoczoneTexas0.78%
261JastarniaPolskapomorskie0.78%
271KoelnNiemcyNordrhein-Westfalen0.78%
281LeśnaPolskadolnośląskie0.78%
291LondonWielka BrytaniaGreater London0.78%
301LudwigsburgNiemcyBaden-Wuerttemberg0.78%
311MarshallStany ZjednoczoneMinnesota0.78%
321MuszynaPolskamałopolskie0.78%
331NancyFrancjaMeurthe-et-Moselle0.78%
341New YorkStany ZjednoczoneNew York0.78%
351OstrołękaPolskamazowieckie0.78%
361ParisFrancjaParis0.78%
371PolaniecPolskaświętokrzyskie0.78%
381PorębaPolskaśląskie0.78%
391PuławyPolskalubelskie0.78%
401RaciążPolskamazowieckie0.78%
411RzeszówPolskapodkarpackie0.78%
421SzprotawaPolskalubuskie0.78%
431TarnobrzegPolskapodkarpackie0.78%
441Wysokie MazowieckiePolskapodlaskie0.78%
451ZawierciePolskaśląskie0.78%
461ZłotoryjaPolskadolnośląskie0.78%

Pozdrawiamy wszystkich!/Hello to all of you!


14:27, marslaur
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 lipca 2007
Kilka widoczków z dzisiejszej porannej wycieczki w okolice jeziora Prapuntas (Prapunty). Okolica pagórkowata, dzika, urokliwa. Pojechałem sam o 6.00 rano, kiedy reszta załogi jeszcze spała... Głównie spotykałem stare babcie, które trzymają się jeszcze w samotnych gospodarstwach pośród wąwozów i jezior, gdzie zwykłym samochodem nie dojedziesz.

A couple of sights from today's morning excursion around Lake Prapuntas. The area is hilly, wild, enchanting. I went alone at 6 AM when the rest of the team were still asleep... I met chiefly old ladies holding out in isolated farmsteads among ravines and lakes that you won't reach by a non-AWD car.

Trasa/The route: Lazdijai - Niemajunai - las Trakas/Traku miskas - Mikiciai - Prapuntai - Butielunai - Naujasodis - Gieguties - Gudielai - Lazdijai.


Okolice/Near Niemajunai:









Między lasem Trakas i Mikiciai/Between Traku miskas and Mikiciai:




Gigantyczna topola w Prapuntai/A massive poplar tree in Prapuntai:


Między Prapuntai i Butielunai/Between Prapuntai and Butielunai:







12:28, marslaur
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 lipca 2007
Odwiedzili nas Radzik, czyli Marcin Radzikowski, stary kumpel, znamy się już ze 20 lat, jego partnerka Magda i ich synek Jaś. Radzik jest zapalonym poszukiwaczem skarbów i to z jego sprzętu korzystaliśmy (patrz wpis sprzed kilku dni).
We were visited by Radzik, that is, Marcin Radzikowski, an old friend, we've known each other for 20 years, his cohabitee Magda, and their son Jaś. Radzik is a keen treasure hunter and it is his equipment we used (compare the entry from a couple of days ago).



W tle pas graniczny/The border zone in the background.




Odwiedziła nas też pani Krysia Leśniewska, która niedawno kupiła w pobliżu gospodarstwo i przeniosła tutaj spod Warszawy swoją stadninę (10 koni). Jeżeli zastanawialiście się, jak wyglądają współczesne Amazonki, to zapewne właśnie tak.
We were also visited by Ms Krysia Leśniewska who had recently bought a farm nearby and moved her horse stud there (10 horses). If you wondered how the present-day horsegirls look like, that's probably how.



I jeszcze Tola z cukinią z naszego warzywnika (niemodyfikowana)/And one more picture, Tola with a zucchini from out vegetable garden (non-GMO).

18:32, marslaur
Link Dodaj komentarz »
Sejny, dzisiaj rano/Sejny, this morning:



Jurgeżeriai, na wschód od Kalwarii/Jurgezeriai, east of Kalvarija:





Vinksnupiai (Winksznupie), niegdyś wieś tatarska/Vinksnupiai, former Tatar village:


"Winksznupie (...) wieś i folwark, pow. wyłkowyski, gmina i parafia Bartniki, odl. od Wyłkowyszek 18 w. (wiorst); folwark ma 4 dm. (domy), 80 mk. (mieszkańców); wieś 26 dm., 150 mk. W 1827 r. było 23 dm., 175 mk. Znajduje się tu jedyny w królestwie polskiem meczet drewniany, ubogi. W r. 1858 Tatarów było w ówczesnej gubernii augustowskiej 155 (76 męż., 79 kob.). W r. 1866 było 171 (79 męż., 92 kob.): w powiecie sejneńskim 26, kalwaryjskim 120 i maryampolskim 26.  Dobra Winksznupie składały się w r. 1884 z folwarków Winksznupie, Morgi albo Wojszwiłowo, osady Olszyna, rozległość 925 mórg; folwark Winksznupie gruntów ornych i ogrodów mórg 389, łąk mórg 135, lasu mórg 11, nieużytki i place mórg 19, budynki murowane 2, drewniane 13."
(Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego)

'Winksznupie (...) village and farm, Wyłkowyszki [Vilkaviskis] county, Bartninkai commune and parish, distance from Wyłkowyszki 18 versts; the farm has 4 houses, 80 inhabitants; the village has 26 houses, 150 inhabitants. The kingdom's only mosque, wooden, in poor condition, is situated here. In 1858, in the then-Augustów gubernia there were 155 Tatars (76 men, 79 women). In 1866, there were 171 (79 men, 92 women); in the Sejny county 26, Kalwaria [Kalvarija] county 120, and Maryampol 26.  [Marijampole] county 26. In 1884, the Winksznupie estate included the following farms: Winksznupie, Morgi aka Wojszwiłowo, Olszyna settlement, area 925 morags; Winksznupie farm arable land and gardens 389 morags, meadows 135 morags, woods 11 morags, wastelands and squares 19 morags, brick buildings 2, wooden buildings 13'.
(Geographical Dictionary of the Kingdom of Poland)







Za T. Krzywicki, Litwa:
W 1432 r. po śmierci Witolda sprowadzono na Litwę dużą grupę Tatarów liczącą 3 tys. osób. Były to cztery pułki konne. Ich dowódca Temir-Tuhan-bej dostał w podzięce za pomoc udzieloną Litwinom dwór Winksznupie wraz z okolicznymi ziemiami. Pojął za żonę Litwinkę Baranauskaite i przyjął nazwisko Tuhan-Baranauskas (Baranowski). W I poł. XVIII w. obok dworu powstała wieś. Ostatni właściciel dworu, muzułmanin, w XIX w. zbudował na cmentarzu kolejny drewniany meczet. Był to jedyny meczet na terenie Królestwa Polskiego. Ostatnim imamem przed I wojną był Chalecki. Prawdopodobnie w okresie międzywojennym nie było tu już gminy tatarskiej. Meczet przed I wojną był zaniedbany. Obecnie widoczne są tylko jego ślady, natomiast istnieje cmentarz (mizar) z kilkuset nagrobkami z inskrypcjami w języku rosyjskim, arabskim, polskim i litewskim.

After T. Krzywicki, Litwa:
In 1432, following the death of Vytautas, a large group of Tatars was brought to Lithuania, counting 3,000 people. They were divided into four mounted regiments. Their leader, Temir-Tuhan-bej, in return for the help given to the Lithuanians, received the estate of Vinksnupiai and the surrounding lands. He married a Lithuanian girl Baranauskaite and adopted the name of Tuhan-Baranauskas. In the 1st half of the XVIII century, a village was founded next to the manor. The manor's last owner, a Moslem, built another wooden mosque by the cemetery. It was the only mosque in the Kingdom of Poland. The last imam before WWI was Chalecki. In the interwar period the Tatar community no longer existed. Before WWI, the mosque was already run-down. Today only traces of it are visible, but there has survived a cemetery (mizar) with several hundred tombstones with inscriptions in Russian, Arabic, Lithuanian, and Polish.

Vinksnupiai, cmentarz tatarski/Vinksnupiai, Tatar cemetery:





























Większośc inskrypcji jest już zatartych, ale część nazwisk da się odczytać. Są to na przykład/Most of the inscriptions have worn off, but some of the names can be deciphered. Those are for instance: Azulewicz, Baranowski, Bohdanowicz, Buczacki, Kryczyński, Krzeczowski, Lędziński, Sulerewicz, Ulan, Zabłocki.


Większość nagrobków pochodzi z XIX w., sporo z I poł., a ten wydaje się najstarszy/Most of the tombstones are from the XIX century, many from the 1st half, and this one seems to be the oldest one:

Mustafa Murza Baranowski, 1800 oznacza zapewne datę zgonu/Mustafa Murza Baranowski, 1800 is probably the date of death.


T. Krzywicki, Litwa:
Osadnictwo Tatarów na ziemiach polsko-litewskich rozpoczęło się w XIV w. i przez cały czas swego istnienia związane było ze służbą wojskową. W pn-zach. części imperium mongolskiego na początku XIII w. powstało państwo nazywane Złotą Ordą, założone przez chana mongolskiego Batu-Chana. Ludność tego państwa stanowiły ludy mongolskie zasymilowane przez podbite plemiona tureckie, zwane Kipczakami. Już w XIII w. znane były przypadki migracji ludności Złotej Ordy z powodów politycznych lub religijnych na ziemie ruskie. Masowa emigracja ludności kipczackiej na ziemie polsko-litewskie miała miejsce na przełomie XIII i XIV w. Powodem była wojna domowa i prześladowania w Złotej Ordzie.

Pierwsze informacje o istnieniu osad tatarskich na ziemiach Wielkiego Księstwa Litewskiego pochodzą z kroniki Waddinga, gdzie notuje on w roku 1324 obecność na Litwie "Scytów z kraju jakiegoś Chana, którzy w modlitwach używają języka azjatyckiego". Byli to prawdopodobnie pozostali na Litwie Tatarzy, ktorzy przyjęci zostali do służby wojskowej przez księcia Giedymina i którzy brali udział w wojnie z Krzyżakami w 1319 r. jako przednia straż wojsk litewskich.

Większe osady tatarskie na Litwie sięgają 1410 r. Dla odparcia Krzyżaków Witold w bitwie pod Grunwaldem, prócz hufców polskich, litewskich i ruskich wezwał do pomocy 40-tysięcznwe wojska sułtana krymskiego Tegtemisa; wojskiem tym dowodził jego syn Dżel-el-Eddin. Po zakończeniu wojny część tych żołnierzy pozostała na Litwie, książę Witold pożenił ich z Litwinkami i osadził w okolicach Wilna, Trok i nad brzegiem Niemna. Warunkiem był obowiązek służby wojskowej w czasie wojny oraz dostarczenie władcom określonej liczby koni.

Tatarzy litewscy, zwani muślimami, przeważnie żenili się z Litwinkami. Ich dzieci wychowywane były w wierze muzułmańskiej. Książęta litewscy popierali takie małżeństwa. Tatarom sprowadzonym na Litwę, którzy w Ordzie należeli do wyższej warstwy, nadawano szlachectwo, przywileje oraz majątki. Potrafili się dość szybko asymilować ze środowiskiem szlachty litewskiej, zachowując na długo pamięć o swoim pochodzeniu i religię. Byli lojalni wobec litewskich książąt. Często przejmowali nazwiska od nazw nadanych im majątków. Do możnych rodzin tatarskich należeli na przykład książęta Najman-beg-Oleszkiewiczowie-Kryczyńscy, Juliar-beg-Zabłoccy, Kulzeman-emirza-Talkowscy, Muhir-emirza-Rejżewscy, Edygiej-emirza-Koryccy.
W 1528 r. mieszkały na Litwie 544 rodziny tatarskie zobowiązane do konnej służby wojskowej (ok. 3200 osób), w 1631 spisy lustracyjne podają ok. 400 koni wystawianych przez kilkaset rodzin tatarskich. Cała ludność tatarska (wiejska i miejska) na terenie WKL nie przekraczała 7 000 osób w XVI w., 9 000 w XVII w., 5-6 000 w poł. XIX w., zaś pod koniec XIX w. - 13 000.

W XIX w. część ludności tatarskiej weszła do warstwy inteligencji i utrzymywała się z pracy umysłowej. Dominującą rolę odgrywała jednak warstwa ziemiańska. Należały do niej znane rody kresowe: Achmatowiczowie, Bazarewscy, Buczaccy, Kryczyńscy, Muza-Murziczowie, Sułkiewiczowie, Tuhan-Baranowscy. Takie nazwiska jak Tuhanowscy, Bułhakowie, Birbaszowie, Ulanowie, Eljaszewiczowie, Nargielewiczowie, Glińscy też są pochodzenia tatarskiego.

W okresie międzywojennym w Litwie znajdowały się trzy meczety: w Kownie, w Rejżach i w Kiejdanach.
W obszarze Polski międzywojennej znajdowało się 17 meczetów.
Obecnie czynne meczety tatarskie w Litwie znajdują się w Rejżach, Sorok-Tatarach, Niemieżu, Kownie i Wilnie. Ilość Tatarów w Litwie oceniono w 1992 r. na 5135 osób (w Polsce ok. 3000). Tatarzy wyznają islam obrządku sunnickiego. Ich duchowni nazywani są imamami.

From T. Krzywicki, Litwa:
The settlement of the Tatars in the Polish and Lithuanian lands started in the XIV century and throughout its existence was connected with military service. In early 13th century, in the north-eastern part of the Mongol empire, a state emerged called the Golden Horde, founded by the Mongol khan, Batu-Khan. The population of that state were Mongol people assimilated with the consequered Turkish tribes, called the Kipchaks. As early as in the 13th century there were known cases of people migrating from the Golden Horde to the Ruthenian lands for political or religious reasons. A mass migration of Kipchak people to the Polish and Lithuanian lands took place at the turn of the 13th and 14th centuries, following a civil war and persecutions in the Horde.

The first mention of Tatar settlements in the territories of the Grand Duchy of Lithuania comes from the chronicle of Wadding where he notes in 1324 the presence in Lithuania of 'Scythians from the country of some Khan, who pray in an Asian language'. Those were probably the Tatars admitted in military service by Prince Gediminas who fought in the 1319 war against the Teutonic Knights as the avant-garde of the Lithuanian army.

Larger Tatar settlements in Lithuania date back to 1410 when, to defeat the Teutonic Knights in the battle of Grunwald, Vytautas, besides Polish, Lithuanian, and Ruthenian regiments, called upon the help of a 40,000-strong force from the Crimean sultan Tegtemis; the force was led by his son Djel-el-Eddin. After the end of the war, some of those soldiers stayed in Lithuania, Prince Vytautas married them to Lithuanian women and settled in the areas of Vilnius, Trakai and along the Nemunas. The condition of their presence was to provide military service during the war and to provide a certain number of horses to the rulers.

The Lithuanian Tatars, known as the 'muslims', usually married Lithuanian women. Their children were raised in the Islamic faith. The Lithuanian princes supported such marriages. The Tatars brought to Lithuania, who in the Horde belonged to the upper class, were raised to the nobility, granted privileges and estates. They assimilated rather quickly with the Lithuanian nobility while retaining for a long time the memory of their ethnic origin and religion. They were loyal to the Lithuanian princes. They often took on surnames from the names of the estates they were granted. Prominent Tatar families included, for instance, the families of Najman-beg-Oleszkiewicz-Kryczyński, Juliar-beg-Zabłocki, Kulzeman-emirza-Talkowski, Muhir-emirza-Rejżewski, Edygiej-emirza-Korycki.

In 1528, there lived in Lithuania 544 Tatar families obliged to provide military service (some 3,200 people), in 1631 the censuses show some 400 horses put up by several hundred Tatar families. The entire Tatar population (rural and urban) in the Grand Duchy of Lithuania did not exceed 7,000 in the 16th c., 9,000 in the 17th, 5-6,000 in mid-19th, and 13,000 by end-19th century.

In the 19th century, some of the Tatars became white-collar workers. The landowners, however, dominated. Among them were the well-known families of the Polish-Lithuanian borderland: Achmatowicz, Bazarewski, Kryczyński, Murza-Murzicz, Sułkiewicz, Tuhan-Baranowski. Surnames such as Tuhanowski, Bułhak, Birbasz, Ulan, Eljaszewicz, Nargielewicz, or Gliński are also of Tatar origin.

In the interwar period, there were three mosques in Lithuania: in Kaunas, Raiziai, and Kedainai.
In the interwar Poland's territories, there were 17 mosques.
Today, functioning mosques in Lithuania exist in Raiziai, Keturiasdesimt Totoriu, Nemezis, Kaunas, and Vilnius. The number of Tatars in Lithuania was estimated at 5,135 in 1992 (some 3,000 in Poland). They profess Sunni Islam, and their clerics are called the imams.


07:29, marslaur
Link Komentarze (5) »
wtorek, 17 lipca 2007
Było tak/It was like that:




Mimo to młodzież nie poddawała się/Still, the kids didn't give up:



Ostatnimi czasy jednak sytuacja poprawiła się/Lately, however, things have gotten better:

Jezioro Ełckie/Lake Ełckie



Piknik na naszej działce/Picnic on our estate.






Znaleźliśmy też parę drobiazgów/We also found a couple of old knick-knacks:




06:54, marslaur
Link Komentarze (3) »
piątek, 13 lipca 2007
Pan Marek Karpowicz, artysta plastyk z Sejn (autor wielce ciekawych rysunków przedstawiających stare sejneńskie domy), zgodził się zrekonstruować wygląd budynków folwarku Dusznica. Rysunki, wykonane na podstawie informacji p. Stanisława Mełeżyka, mojego sąsiada, przedstawiają stan z roku ok. 1950.

Mr Marek Karpowicz, a visual artist from Sejny (the author of very interesting drawings of the town's old houses) agreed to reconstruct the appearance of the buildings of the Dusznica estate. The drawings, made on the basis of information provided by Mr Stanisław Mełeżyk, my neighbour, show how the buildings looked around 1950.


Widok z SW. Od lewej: obory, dom, spichlerz, dom robotników.
View from SW. From left: cowsheds, house, granary, workers' house.






Dom/The house.




Stodoła/The barn.






Dom robotników/Workers' house.






Spichlerz/The granary.






Obory/The cowsheds.




Nie wiem, jak z pozostałymi budynkami, ale wygląd samego domu mieszkalnego został potwierdzony przez panią Sarę Dusznickę, która mieszkała w Dusznicy w latach 1912-1926.

I don't know about the other buildings, but the appearance of the house itself has been confirmed by Ms Sara Dusznicka, who lived in Dusznica in 1912-1926.
21:39, marslaur
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 lipca 2007
Odwiedził nas Lech Kałużyński z żoną Olą, córką Zosią i synem Wojtkiem. Wszyscy - a Lech szczególnie - są botanikami amatorami (ale naprawdę zaawansowanymi amatorami) - znają każdą trawkę i każdy kwiatek na łące, również pod kątem spożywczym. Takie na przykład pisum sativum - nie wiem, czy wiecie - jest jadalne od korzenia po czubek łodygi.


22:07, marslaur
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 lipca 2007
Przyznam, że irytuje mnie tromtadracja, z jaką rodacy pielgrzymuja i podróżują do Wilna. Na miejscu puszą się i panoszą, by za wszelką cenę pokazać Litwinom, że to "nasze miasto", że tu "wszystko polskie".

Tymczasem nazwać Wilno miastem polskim byłoby równie nierozsądne, jak nazwać Dublin miastem angielskim. Tak jak sto lat temu Irlandczycy w Dublinie mówili 'We are Irish' (po angielsku), tak Litwini w Wilnie mówili "Jesteśmy Litwinami" (po polsku).

Wystarczy przypomnieć (Tomas Venclova, Opisać Wilno, Zeszyty Literackie, Warszawa 2006) nazwiska kolegów Czesława Miłosza z wileńskiego gimnazjum im. Króla Zygmunta Augusta (w którym językiem wykładowym był polski): Alchimowicz, Blinstrub, Bobkis, Bołbot, Czebi-Ogły, Dabkus, Meyer, Meysztowicz, Mikutowicz, Mirza-Murzicz, Swołkień, Siemaszko, Wolejko. Ani jednego polskiego nazwiska...

Tak więc, drodzy wycieczkowicze, trochę pokory i szacunku, to nie Potoccy i Lubomirscy zbudowali Wilno, lecz Sapiehowie i Radziwiłłowie, i nie rękami Motyków i Kiełbasów, lecz Dapkisów i Meysztowiczów.

Jeżeli Polska ma ambicję odgrywać jakąkolwiek rolę scalającą czy przewodzącą na wschodzie Europy, musi traktować swoich partnerów właśnie jak partnerów - z pełnym szacunkiem, tym większym, im większa jest od nich demograficznie (przypadek Litwy) czy lepiej rozwinięta gospodarczo (Białoruś czy - choć w mniejszym stopniu, niż nam się wydaje, a co wkrótce pokaże
Euro 2012 - Ukraina). Wszelkie pouczanie, wywyższanie się czy, nie daj Boże, próby kulturowej rewindykacji albo zajadłość historyczna (vide Ukraina) będą wodą na młyn dla sił antyzachodnich i prorosyjskich na wschodzie Europy - z łatwymi do przewidzenia konsekwencjami dla Polski.

Z powyższego punktu widzenia to, co Polska zrobiła w ostatnich miesiącach w swojej polityce niemieckiej, woła o pomstę do nieba. Innego adwokata unijnej polityki wschodniej niż Niemcy nie ma. Alienując Niemcy doprowadzimy do tego, że Unia zwróci się ku krajom Maghrebu - o których intensywnie myślą Hiszpania czy Włochy - a o Ukrainie, nie mówiąc już o Białorusi, nikt już nie będzie chciał rozmawiać.

I o co właściwie była cała ta batalia? Jeżeli Polska tak boi się, że w którymś momencie jakiś trybunał unijny każe Polsce zwrócić nieruchomość na Mazurach dawnemu właścicielowi, to niech lepiej weźmie się za porządkowanie ksiąg wieczystych, a poza tym niech ma pretensje do siebie - to sami Polacy "sprzedawali" Mazurów RFN-owi w latach 70-tych za kredyty, zamiast wygrać ich dla polskości. To samo tyczy się Ślązaków. To samo zresztą tyczy się Żydów (vide niedawny reportaż w Dużym Formacie o Izraelczykach, którzy chcieliby odzyskać polskie paszporty - zabrane im bezprawnie w 1968 roku przez polskie władze - ale nikt dzisiaj nie chce im ich oddać). Zresztą kto powiedział, że obecność Niemców na Mazurach byłaby złem? Czy Polacy uważają swoją kulturę za tak słabą, swoje państwo za tak bezradne, że boją się mniejszości niemieckiej w dawnych Prusach Wschodnich? Wolałbym przyjąć ich, ale na naszych warunkach, tak żebyśmy to my mieli przewagę prawną i moralną, bo tak naprawdę to oni i tak już tam są - ile tysięcy hektarów zostało potajemnie sprzedanych obywatelom niemieckim w ostatnich latach, wiedzą tylko zainteresowani. Czy to w jakikolwiek sposób zmienia sytuację? Niech tych parę, paręnaście czy parędziesiąt tysięcy Niemców osiedli się na Mazurach - myślę, że będzie to z pożytkiem dla obu kultur. Sentyment - i resentyment - za Mazurami jest z pewnością w Niemczech obecny, ale, na Boga, niech nam się od tego od razu nie robią miękkie nogi. Sprawmy raczej, żeby Mazury były krainą mlekiem i miodem płynącą, wtedy nikt nie będzie za byłymi właścicielami tęsknił. Kiedy dzisiaj patrzę, co Polacy zdziałali na Mazurach przez ostatnie 60 lat, to nie widzę zbytnich osiągnięć. Miejscami jest to wręcz obraz nędzy i rozpaczy.

Tak więc mamy tu do czynienia z sentymentem za dawnymi kresami - Polacy tęsknią za Litwą, Niemcy za Mazurami, a Litwini zapewne za Białorusią. Zamiast upajać się tym, co było - a co już se ne vrati - należałoby raczej zapytać, jak zaprząc tę energię, tę tęsknotę, tę - powiedzmy to otwarcie - miłość do działań pozytywnych, nakierowanych na przyszłość, perspektywicznych. Wyobrażam sobie, że Niemcy byliby zachwycenia, gdyby zostali zaproszeni przez Polaków do wspólnych działań na rzecz odbudowy krajobrazu kulturowego Mazur - który to krajobraz przecież Niemcy zbudowali. Udawanie, że było inaczej, rodzi tylko demony, które prędzej czy później wystawią łeb na powierzchnię. Gdyby Polacy jako gospodarze pracowali wspólnie z Niemcami jako gośćmi na Mazurach, obie strony byłyby szczęśliwe: Polacy widzieliby, że nie taki diabeł straszny, jak go malują, a Niemcy uświadamialiby sobie ostatecznie, że Polacy już tu zostaną.

To samo powinni robić Polacy z Litwinami, zamiast jeździć do Wilna wycieczkami i pokazywać palcem, że to "polskie" i to "polskie".

Białoruś z kolei powinna być przedmiotem troski wszystkich trzech państw - Polski, Niemiec i Ukrainy. Nalezy obchodzić się z nią jak z jajkiem, bo strach przed Zachodem, przed "polskimi panami", przed "jezuitami" jest tam - po 60 latach komunistycznej/sowieckiej/rosyjskiej propagandy niezmiernie silny. Ale krok po kroczku wciągać Białoruś we wspólne działania, poznawać się, przekonywać, że ani my tacy źli, ani oni tacy nieucywilizowani, zdobywać pole i posłuch, zdobywać wpływ - oto strategia, którą należy podążać. Dzisiaj pewnie 80 procent społeczeństwa białoruskiego wybrałaby Rosję. Czy należy się na ten fakt obrażać, czy ten należy go przyjąć do wiadomości i odpowiednio działać?

Polska płaci dzisiaj - i to dopiero zaczyna - cenę za brak prawdy w swoim życiu. Jesteśmy jednym z najbardziej zakłamanych społeczeństw europejskich - tyle nierozliczonych spraw, tyle demonów kłębiących się zaraz pod powierzchnią (jakże proste są zaklęcia, które je wywołuja - wystarczy krzyknąć "Żyd!" albo "Ukrainiec!" albo "Niemiec!"), tyle kłamstw i przemilczeń. A teraz zamiast ożywczego oddechu prawdy, zamiast bolesnej, ale wyzwalającej i uzdrawiającej, terapii - proponuje nam się zdwojoną tromtadrację, "politykę historyczną", "dumę narodową". Nie tędy droga, panowie. To tylko prowadzi do nacjonalizmu, który jest rodzajem ślepoty. Odwrotnie, potrzebujemy całej prawdy.

Potrzebujemy uczyć się w szkołach o niemieckiej historii ziem północnych i zachodnich. O tym, co Polacy robili Żydom przed wojną, w czasie wojny i po wojnie. O odpowiedzialności Kościoła za antysemityzm. O tragicznie błędnej polityce wobec mniejszości w II RP. Zamiast szukać źdzbeł w cudzym oku - "a Ukraińcy to rezali", "a Żydzi to Armię Czerwoną witali" - wyjmijmy lepiej belkę z własnego.

Kultura i społeczeństwo ufundowane na kłamstwie będą neurotyczne, pełne kompleksów, zalęknione, niepewne siebie - a na zewnątrz sztucznie buńczuczne i pompatyczne. Tak było i tak jest. Jak długo jeszcze? Polacy, słuchajcie słów, w które - jak twierdzicie - wierzycie bardziej niż w cokolwiek innego: PRAWDA WAS WYZWOLI.

-------------

I must say I’m unnerved by the arrogance with which Poles travel and make pilgrimages to Vilnius. They throw their weight around and strut around like peacocks to demonstrate to the Lithuanians that it is ‘our city’, that ‘it’s all Polish’ here.

And yet to call Vilnius a Polish city would be as unwise as to call Dublin an English one. Just as a hundred years ago the Irish said, ‘We are Irish” (in English), so the Lithuanians in Vilnius said, ‘We are Lithuanian’ (in Polish).

Suffice to remember (Tomas Venclova, Opisać Wilno, Zeszyty Literackie, Warszawa 2006), the surnames of Czesław Miłosz’s classmates from the King Zygmunt August gymnasium in Vilnius (where the lecturing language was Polish): Alchimowicz, Blinstrub, Bobkis, Bołbot, Czebi-Ogły, Dabkus, Meyer, Meysztowicz, Mikutowicz, Mirza-Murzicz, Swolkień, Siemaszko, Wolejko. None of these is a Polish name…

Therefore, dear visitors, try some humility and respect instead, it is not the Potocki and Lubomirski families that built Vilnius, but the Sapieha and Radziwiłł (Radvila) ones, and not using the hands of the Motykas and Kiełbasas but the Dapkises and Meysztowiczes.

If Poland has the ambition to play any uniting or leading role in Eastern Europe, it has to treat its partners precisely like partners – with full respect, the greater, the larger it is than them demographically (the case of Lithuania), or the more economically developed (the cases of Belarus, or – though to a lesser extent than we think, and which Euro 2012 will soon demonstrate – Ukraine). Any patronising, putting on airs, or, God forbid, any attempts of cultural revisionism or historical virulence (Ukraine!), will be grist to the mill of anti-Western and pro-Russian forces in those countries – with easy-to-predict consequences for Poland.

From the above point of view, what Poland did in its policy towards Germany in the recent months is outrageous. There exists no other advocate of the EU’s eastern policy than Germany. By alienating Germany we wil cause the EU to turn towards the Maghreb countries – about which Spain or Italy are intensely thinking – and Ukraine, let alone Belarus, will be stricken off the agenda for good.

And what was the whole battle really about? If Poland is so afraid that at some point some EU tribunal will order Poland to return a house or a farm in the Mazury province (former East Prussia) to its former owner, let it better start putting the mortgage books in order, and, besides, let it blame itself – it is the Poles themselves who ‘sold’ the Masurians to West Germany in the 1970s for hard-currency loans instead of winning them over for Polishness. The same applies to the Silesians. And the same, in fact, applies to the Jews (see the recent story in Duży Format about the Israelis who would like to regain their Polish passports – which they were unlawfully forced to surrender in 1968 by the Polish government – but the bureaucracy is mounting all kinds of obstacles). In fact, who says the presence of Germans in Mazury would be a bad thing? Do Poles think their culture is so weak, their state so helpless, that they are afraid of a German minority in the former Ostpreussen? I would prefer to welcome them, but on our terms, so that we had the legal and moral advantage, because in reality they are already there anyway – how many thousands of hectares have been secretly sold to German citizens in the recent years only the parties involved know. Does this change the situation in any way? Let the 5,000, 15,000, or 50,000 Germans settle in Mazury – I think it will be with benefit to both cultures. Sentiment for Mazury – and resentment over it – is surely present in Germany, but, for God’s sake, we shouldn’t immediately get soft in the legs because of it. Instead, let’s make Mazury a land of milk and honey, in which case no one will miss the former owners. When I look today at what Poles have achieved in Mazury over the last 60 years, the record is hardly impressive. In some places, it’s actually a sorry sight.

So what we are having to do with here is sentiment for the lost ‘borderlands’ – the Poles miss Lithuania, the Germans miss Mazury, and the Lithuanians probably miss Belarus. Instead of becoming intoxicated by the past – which will never return (to se ne vrati, the Czechs say) – we should rather ask how to harness this energy, this longing, this – let’s be frank – love, in the service of positive, forward-looking, long-term projects. I imagine the Germans would be delighted if they were invited by the Poles to participate in bilateral projects aimed at reconstructing the Masurian cultural landscape – which, after all, was formed by the Germans. Pretending that it was otherwise only breeds demons which sooner or later will stick their heads out. If the Poles, as the hosts, worked hand in hand with the Germans, as guests, in Mazury, both sides would be happy: the Poles would see that the devil is not so black as he’s painted, and the Germans would ultimately realise that the Poles are here to stay.

The Poles should be doing the same with the Lithuanians instead of going to Vilnius on package tours to poke their finger that ‘this is Polish’ and ‘that is Polish’.

Belarus, in turn, should be cared about by all three countries – Poland, Germany, and Lithuania, as well as Ukraine. It should be handled very delicately because the fear of the West, the fear of the ‘Polish lords’, of the ‘Jesuits’ – after sixty years of communist/Soviet/Russian propaganda – is very powerful there. But to pull Belarus into cooperation step by step, to get to know each other, to persuade that neither we are so bad nor them so uncivilised, to gain ground and ear, to win influence – that is the strategy we should pursue. Today, probably eight in ten Belarussians would choose of Russia. Should we get offended by the fact, or should we acknowledge it and act accordingly?

Poland is paying today – and only beginning to – the price for the lack of truth in its life. We are one of the most hypocritical nations in Europe – so many unsettled matters, so many demons teeming under the surface (how simple are the incantations that evoke them – it’s enough to shout ‘Jew!’ or ‘Ukrainian!’ or ‘German!’), so many lies and taboos. And now, instead of a refreshing breath of truth, instead of a painful, but liberating and healing, therapy – we are offered double pompousness, ‘historical policy’, ‘national pride’. This is not the right way, gentlemen. This only leads to nationalism, which is a kind of blindness. To the contrary, we need the whole truth.

We need to learn in schools about the German history of our northern and western provinces. About what the Poles did to the Jews before the war, during the war, and after the war. About the Church’s responsibility for anti-Semitism. About pre-war Poland’s tragically erroneous policy towards national minorities. Instead of looking for straws in someone else’s eye – ‘how the Ukrainians slaughtered’, ‘how the Jews the Red Army welcomed’ – we better take the beam out of our own.

A culture and a society founded on lies will be neurotic, plagued by an inferiority complex, fearful, lacking self-confidence – and, on the surface, artificially cocky and pompous. That’s how things were and how they are. For how long more? Poles, heed the words that – you claim – you believe in more than in anything else – THE TRUTH WILL SET YOU FREE.









07:44, marslaur
Link Komentarze (4) »
piątek, 06 lipca 2007
Pada dalej - momentami wręcz leje. To już 72 godziny. W przerwach wypuszczamy się tu i ówdzie.

It keeps raining - pouring at times. It's been 72 hours now. When it stops, we do some recon.

Poniżej parę obrazków z dzisiaj.
Below a handful of images from today.




Tutaj zwykle ledwo ciurka/Here it usually just trickles:


Nasze przyjaciółki z Rachelan/Our friends from Rachelany:


Hołny Wolmera:




Hołny Wolmera:



19:53, marslaur
Link Dodaj komentarz »
Padało prawie nieprzerwanie przez 48 godzin. Rzeczka przybrała niesamowicie, nasza tama całkowicie pod wodą, do tego ten intensywnie rudy kolor wody!

It rained almost without interruption for 48 hours. The stream rose incredibly, our dam is now completely under water, and that intensely red colour of the water!









Kiedy podszedłem do mostka, cos intensywnie błękitnego furgnęło nad wodą - zimorodek! Pierwsze widzenie w tym miejscu, i pewnie drugie czy trzecie w życiu (poprzednie na Wdzie).

When I approached the bridge, something intensely blue swooshed above the water - a kingfisher! Its first sighting here, and probably my second or third ever (the previous ones on the river Wda).


Zdjęcie/Photo: Łukasz Łukasik

Zagnieździła się też w pobliżu czapla i często-gęsto czatuje na suchej olsze obok mostka.

A grey heron has also made a nest nearby and now it often waits for prey on the dry alder near the bridge.




10:46, marslaur
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 lipca 2007
Mało coś ostatnio jeździmy, za to mamy gości. Wczoraj odwiedził nas Wojtek Kulik ze swoimi synami, Jurkiem i Wojtkiem, którzy - nie zgadlibyście - są bliźniakami. Tak się składa, że Wojtek mieszka w Gołkowie koło Zalesia przez płot z domem, w którym mieszkała przed wojną i po wojnie siostra mojej babci...

We haven't been travelling much lately, but we have had guests. Yesterday we were visited by Wojtek Kulik with his sons, Jurek and Wojtek who - you wouldn't guess - are twins. It so happens that Wojtek lives in Gołków near Warsaw next door to a house in which my grandmother's sister lived before and after the war...


08:05, marslaur
Link Komentarze (1) »