Nasze życie we wsi Dusznica na pograniczu polsko-litewskim Our life in the village of Dusznica on the Polish-Lithuanian borderland
web stats stat24
RSS
niedziela, 27 sierpnia 2006
Proces budowania domu jest procesem rośnięcia, dżwigania się nowej struktury ku niebu, ku światłu, ku spełnieniu. Jest to proces biologiczny, alchemiczny, psychiczny, magiczny, and last but not least, materialny. Najpierw faza pierwotnej materii - materia prima - czyli wykopy, błoto, ziemia, muł, kamienie - potem fundamenty - podstawa - potem konstrukcja - kręgosłup, szkielet (słowo przecież anatomiczno-budowlane), wreszcie ściany - mięśnie, ciało - dalej dach - zwieńczenie, korona - nareszcie wnętrza, jeszcze instalacje - czyli układy - grzewczy, hydrauliczny, ściekowy (wydalniczy), elektryczny (nerwowy?). Dom jest więc żywą istotą - i przecież żyje, rusza się (osiadanie, ruchy pod wpływem wiatru, mrozu), jest w nieustannej interakcji z otoczeniem i innymi organizmami (ptaki, owady) - co wiedzą ci, co porzucili już życie w betonowych klatkach zwanych (brzydkie to słowo, wybaczcie szczerość) "mieszkaniami".
Umysł budującego porusza się w ślad za strukturą - kiedy toczą się dopiero prace ziemne, inwestor jest przygnębiony, myśli ma ciężkie, wszystko wydaje mu się wstrętne i małe... Ale kiedy struktura podnosi się po raz pierwszy ponad wzrost człowieka, wystrzela ku niebu - inwestor również przeżywa uniesienie (elation), uczucie w istocie religijne, bowiem każdy akt budowania jest zarazem przeciwny naturze - która dąży do entropii - i podobny rośnięciu drzewa jako dzieła naturalnego, pierwotnego. W tym połączeniu tego, co naturalne, i tego co nienaturalne, budowanie jest aktem religijnym, magicznym - wiedzieli o tym starożytni budowniczowie i średniowieczni majstrowie - dziełem, w którym człowiek próbuje równać się Bogu - budowa domu jest jak budowa Golema - próba stworzenia żywej istoty z materii (drzewa, kamieni, gliny).
Zarazem jest to proces wymagający najwyższego skupienia i dokładności, operacja przewyższająca stopniem trudności chirurgię, bo kiedy w chirurgii instrumenty powiedzą nam, że coś złego dzieje się z pacjentem, tutaj dowiemy się o błędach dopiero za miesiąc lub rok, a wtedy najczęściej będzie już za późno. Każda decyzja może być brzemienna w skutki, a masy o jakich mówimy - tony, dziesiątki ton - sprawiają, że to, co raz położone, zwykle jest już nie do ruszenia. Oczywiście w miarę zaawansowania prac przechodzi się do robót mniej (literalnie) fundamentalnych, ale przecież nie jest to akt malowania obrazu czy kształtowania rzeźby, gdzie każdy krok można cofnąć, powtórzyć czy zmodyfikować - to jest raczej wyścig, zmaganie pomiędzy możliwościami i chęciami, pomiędzy oporem materii i czasem, to jest, excuses le mot, wojna, batalia, bitwa - albo on ciebie, albo ty jego, albo ty zapanujesz nad procesem albo on przytłoczy cię i przywali - vide wszystkie "sprzedam dom w stanie surowym" (odpukać). Zarazem jest to proces rodzenia, proces twórczy, a więc artystyczny, i kto wie, być może nie ma sztuki bardziej satysfakcjonującej od budowania domu.




15:57, marslaur
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 21 sierpnia 2006
Parę impresji z niedzielnej wycieczki do Veisiejai (Wiejsiei).

"Miasteczko liczące około 1800 mieszkańców, ślicznie położone nad jeziorem Ancia (Hańcza), w otoczeniu lasów, w pobliżu jezior Vernijis (Wiernieje), Snaigyna (Snajginie) i wielu innych. W 1501 r. powstał tu dwór królewski, który król Aleksander Jagiellończyk dał w lenno swemu chorążemu, księciu Glińskiemu (razem z Prenami). W 1525 r. Wiejsieje otrzymały przywilej targowy, rok później zbudowano kościół, a w 1 poł. XVI w. założono miasto. Dobra te należały w XVI w. do książąt Słuckich, Sapiehów i Kopciów. W XVII w. przeszły w ręce książąt Massalskich, a jeden z członków tego rodu, hetman litewski M. Massalski, zbudował tu pałac, spalony w czasie I wojny światowej i potem rozebrany. W latach 1885-1887 mieszkał tu twórca języka esperanto, urodzony w Białymstoku Ludwik Zamenhof (1859-1917). Studiował tu i pisał w utworzonym przez siebie języku. Z dawnego majątku pozostał park (10 ha) o XVIII-wiecznym rodowodzie, położony nad jeziorem Hańcza. W centrum miasteczka zachował się układ miejski z przełomu XVIII i XIX w., chroniony jako zabytek urbanistyczny" ( G. Rąkowski, Polska egzotyczna).



Jesion-gigant w parku nad jeziorem, obwód 530 cm.




Świątynia baptystów, nabożeństwa dwa razy w roku.


Na starym cmentarzu żydowskim.








Późnobarokowo-klasycystyczny kościół Św. Jerzego z roku 1817.


Grób-pomnik ku czci Juozasa Neimontasa (1875-1963), organisty w kościele i kompozytora, który opracował i wykorzystał w swojej twórczości wiele pieśni ludowych.





19:57, marslaur
Link Komentarze (2) »
wtorek, 15 sierpnia 2006
"W I połowie XIX w. w okolicach Sejn zaczęli się osiedlać rosyjscy staroobrzędowcy. Jednym z ważniejszych ich osrodków stały się Sztabinki, gdzie pojawili się już przed rokiem 1833 i gdzie mieli swoją parafialną cerkiew (molennę). Staroobrzędowcy z okolic Sejn zostali w 1941 przez hitlerowców w większości wysiedleni na Litwę, po zakończeniu wojny do dawnych siedzib powrócili jedynie nieliczni. W 1968 r. mieszkały w Sztabinkach zaledwie trzy rodziny starowierów". (G. Rąkowski, Polska egzotyczna)

Dzisiejsza książka telefoniczna Sztabinek podaje przynajmniej jedno nazwisko ewidentnie starowierskie: Moskalow Fieodora.

Sztabinki, jakieś 4 km na południe od nas, między jeziorami Sztabinki i Dubielis (Dubelek):









"Nie parafijanom na teren wstęp niekonieczny" - cudne, prawda?
17:48, marslaur
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 sierpnia 2006


Występują (od lewej): Wierkiewicz Jan; Skrypko senior; Margiewicz Stanisław [UWAGA: żona pana Stanisława koryguje: na zdjęciu jest JÓZEF Margiewicz - dziękujemy!! :-)]; Skrypko Franek (junior).



















18:52, marslaur
Link Komentarze (1) »
czwartek, 03 sierpnia 2006
Niesamowite! Przyjechali do nas znajomi, Feko i Olga z Warszawy, z małym Tytusem (6 miesięcy właśnie skończył). Feko jest potomkiem, jak się okazuje, korsykańskiego generała Roupperta (tak ma na nazwisko), którego rzuciło w polskie strony w czasie wojen napoleońskich... Jak mówi Olga, Feko ma nosa do różnych spraw i dużo widzi. I rzeczywiście.
Kiedy poszliśmy dzisiaj wieczorem na spacer na pola, Feko w pewnym momencie schylił się i coś podniósł. Myślałem, że był to kolejny kawałek ceramiki, jakich wiele już tu znaleźliśmy. Jednak rzeczywistość przeszła moje najśmielsze oczekiwania.







Jest to, jak widać, trojak (triplex) Stanisława Augusta, rok 1790!

Wyjaśniło mi to zresztą w pewnym sensie sytuację sprzed paru tygodni, kiedy to pojechaliśmy do Muzeum Ziemi Sejneńskiej w Sejnach pytać, czy nie mają jakichś materiałów o naszym miejscu. Pan dyrektor, człowiek młody, wił się jakoś dziwnie i niewiele mówił. Potem znalazłem w internecie wzmiankę, że numizmatyczna kolekcja Muzeum składa się ze znalezisk z Sejn i... Dusznicy. Jednak dopiero teraz dotarło do mnie znaczenie tego faktu. Jutro jedziemy oglądać kolekcję i zdamy relację zaraz po powrocie!
21:41, marslaur
Link Komentarze (1) »