Nasze życie we wsi Dusznica na pograniczu polsko-litewskim Our life in the village of Dusznica on the Polish-Lithuanian borderland
web stats stat24
RSS
poniedziałek, 21 stycznia 2008
Kurnik, wieś Ogrodniki (przysiółek Weresowszczyzna):
19:32, marslaur
Link Komentarze (2) »
niedziela, 20 stycznia 2008
Wieś Ogrodniki, przysiółek Weresowszczyzna (dawniej Wereszczeńszczyzna).



18:43, marslaur
Link Komentarze (1) »
piątek, 18 stycznia 2008




Na zdjęciu: Staroobrzędowiec Tryfan Persjanow z Hołn Wolmera, 5 km na pd-wsch. od Dusznicy. (Autor: Andrzej Sidor/Forum)
In the photo: Old Believer Tryfan Persjanow from Hołny Wolmera, 5 km south-east of Dusznica. (Photo by Andrzej Sidor/Forum)

Fotografia pochodzi z albumu Polska ginąca (Carta Blanca, Warszawa, 2007), który szczerze polecam - jest porządnie wydany i stoi na wysokim poziomie - atrakcyjny materiał ilustracyjny i staranne edytorsko teksty (Carta Blanca to marka Państwowego Wydawnictwa Naukowego).

The picture is from the album Polska ginąca (Vanishing Poland), published by Carta Blanca (Warszawa 2007), which I sincerely recommend - it's sturdy and of good quality, with attractive visual material and authoritative captions (Carta Blanca is a brand of PWN, Poland's leading science publisher).
12:17, marslaur
Link Komentarze (10) »
środa, 16 stycznia 2008
Można już głosować - tutaj - w konkursie Blog Roku. Każdy głos się liczy!

You can already vote - here - in the Blog of the Year competition. Every vote counts!


08:02, marslaur
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 14 stycznia 2008
Myszołów (?) przylatuje coraz śmielej do naszego kompostu, który znajduje się jakieś 30 m od domu.

The buzzard (?) keeps visiting us, coming closer and closer to our compost heap, which is located some 30 m from the house.





A skoro o dzikich zwierzętach mowa... Wczoraj około południa nad nasz mostek zajeżdżają cztery terenówki i ze środka wysypuje się dziesięciu facetów z flintami. Mówią, że będą polować na lisa. Mówię im, że na mój teren wstępu nie mają - co z powodu układu terenu psuje im całkowicie akcję - a oni na to, że ustawa pozwala im wejść wszędzie, gdzie chcą, jeżeli nie ma ogrodzenia.

Speaking of wild animals... Yesterday around noon, four 4WD vehicles pull out by our bridge and a dozen guys with shotguns emerge from them. They say they're out for a fox. I tell them I'm forbidding them to enter my ground - which, because of the geography of the place, ruins their plan - and they reply that the law allows them to go wherever they want, provided the plot is not fenced.

Słychać parę strzałów wypłaszających i pokrzykiwania nagonki, po dwudziestu minutach zbierają się i odjeżdżają z niczym.

We hear a couple of flushing-out shots and the noise of the battue, and after twenty minutes they get into the cars and drive away with nothing.

Kiedy dwie godziny później wracamy z tradycyjnego niedzielnego obiadku w Gospodzie, ukazuje nam się dorodne lisisko, zupełnie, jakby chciało powiedzieć nam: - Patrzcie, dałem radę!

When, two hours later, we are driving back from our traditional Sunday dinner at the Gospoda, a fine-looking fox appears by the road, as if it wanted to say, 'See? I've made it!'

Kilka pytań:

- dlaczego tzw. myśliwi są ponad prawem w kwestii wchodzenia na cudzy teren?
- kto daje im prawo - i dlaczego - zabicia zapewne jedynego lisa w okolicy, który nikomu nic złego nie robi?
- jak to jest, że praktyczny monopol na sprawy dzikich zwierząt w Polsce ma organizacja ich zabijaczy? A może by tak odstrzał - jeżeli naprawdę jest konieczny, w co NIE WIERZĘ - prowadziło Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody?
- dlaczego panowie myśliwi mają prawo do mięsa odstrzelonych zwierząt? Czy strażacy powinni wynosić mienie ze spalonego domu? Gdyby odstrzelone osobniki były np. poddawane komisyjnej kremacji, miałbym mniej podejrzeń, czy czynnik tzw. "mięsiarstwa" nie odgrywa w całej sprawie istotnej roli;
- jak to jest, że mieniem publicznym (dziką zwierzyną) zarządza praktycznie prywatna organizacja, której polityka nie jest poddana publicznej kontroli?

I jeszcze jedno - nazwałbym ich myśliwymi, gdyby polowali z łukiem i strzłą, dzidą, no, niech będzie, że kuszą. Ale teraz to nie jest żadne myśliwstwo tylko nagonki zakończone egzekucją.

Ciekaw jestem, jak się ma populacja członków Związku Łowieckiego w Polsce do populacji zwierzyny. Kiedy "myśliwych" będzie więcej od ich ofiar? A może Polacy woleliby jednak bioróżnorodność? Może rzekome szkody powodowane przez dzikie zwierzęta nie są wcale na tyle wielkie, byśmy nie mogliby sobie pozwolić na ich rekompensowanie przez budżet w zamian za zakaz polowań? Może czas już zakończyć erę wąsatych macho z grzmiącymi dwururkami uganiających się za Bogu ducha winnych zającem?

Ostatnia myśl - oni przyszli po zająca. Ale gdyby ten facet powiedział mi, że przyszli po jelenia albo łosia? Chyba bym oszalał.


11:49, marslaur
Link Komentarze (4) »
sobota, 12 stycznia 2008
Szare mydło. Czyż nie jest urocze?
Grey soap. Isn't it charming?






08:57, marslaur
Link Komentarze (1) »
czwartek, 10 stycznia 2008
Wybaczcie autopromocję, ale zgłosiłem bloga do konkursu Blog Roku w kategorii Ja i moje życie - wszelkie informacje na stronie www.blogroku.pl, głosować można tutaj. Za każdy głos - dzięki!



Forgive the self-promotion but I've submitted the blog to the Blog of the Year competition in the Ja i moje życie (Me and my life) category - all details at www.blogroku.pl, you can vote here. Thanks for every vote!


14:41, marslaur
Link Komentarze (8) »
środa, 09 stycznia 2008
Bałwan - słowo wspólne wszystkim językom słowiańskim, określające posąg bóstwa obdarzony czcią, czyli idola. Z sanskrytu: bala (moc, siła) i -van (posiadać). Fakt, że wszystkie języki słowiańskie posiadają wspólne słowo określające posągi kultowe może wskazywać na wczesne rozpowszechnienie idolatrii wśród Słowian, być może w efekcie wpływów tureckich lub irańskich.
(pl.wikipedia.org/bałwan)

The Polish word for snowman - 'bałwan' - is the same one that denotes a 'pagan idol' or 'graven image'. Interestingly, all Slavic languages use this word (from Sanskrit bala = power, strength, and -van = possess) to denote the pagan idol, which suggests that idolatry was widespread among the early Slavs, possibly as the result of Turkish or Iranian influences.



16:25, marslaur
Link Komentarze (1) »
piątek, 04 stycznia 2008


Już nam ciągną, zawodząc, zimowe zawieje,
Mroźne wiatry z północy nasze serca trwożą.
Ej, na jeziorach szklane porobiły się okna
I błyszczą jakby szklarza poprawiane ręką;
Ryb mieszkanie, gdzie żaby chórem czciły lato,
Pancerzem lodu pokrył mroźny oddech zimy,
Na sen wszystko, co żyje, posyła głęboki.
Pola i łąki wszędzie mróz karcąc ofuknął,
Tak że grząskie bajora marszczyć się poczęły
I błota już przestają nękać podróżnika.
Droga, po której tańcząc próbują iść koła,
Mrozem napięta dudni niczym skóra bębna,
Głos ten w uszach głębokim odzywa się echem.
Teraz to już na serio świat wita się z zimą.

Ant žiemos narsai jau vėl rūstaudami grįžta,
Ir šiaurys pasišiaušęs vėl mus atlekia gandint.
Vei kaip ant ežerų visur langai pasidaro,
Lygiai kaip antai stikliorius įdeda stiklą.
Taipgi namai žuvių, kur varlės vasarą šventė,
Dėl barnių žiemos nei su šarvais užsidengia
Ir tamsoj miegot kiekvieną gyvuolį siunčia.
Ant laukus žiemys jau taip nugandino bardams,
Kad ir balos, ir klampynės pradeda rauktis,
Ir purvynai jų teškėt ir šliurpt pasiliauja.
Kelias, kad jį mėgina trenkt šokinėdami ratai,
Nei koks būbnas įtemptas dėl pašalo trinka,
Taip kad garsas jo toli galvoj atsiliepia.
Taipgi dabar jau vėl sviets sveikint pradeda žiemą.


(Kristijonas Donelaitis/Krystyn Donelajtis, Metai/Pory roku)



Kristijonas Donelaitis (Christian Donalitius, Krystyn Donelajtis), ur. 1 stycznia 1714 we wsi Lazdyneliai pod Gąbinem, zm. 18 lutego 1780 w Tolminkiemis (Tołminkiejmach), autor Metai (Pór roku) pierwszego utworu poetyckiego stworzonego w języku litewskim.


Rekonstrukcja na podstawie kształtu czaszki wydobytej spod ruin kościoła parafialnego w Tolminkiemis.

W dwujęzycznym wydaniu Metai/Pór roku olsztyńskiego wydawnictwa Pojezierze z roku 1982 między innymi kapitalny wstęp Andrzeja Wakara na temat Prus Książęcych jako kolebki literatury polskiej (!) i litewskiej i tego, jak ziemie zasiedlone przez mówiących po litewsku (w tzw. Małej Litwie czyli Litwie Pruskiej) i polsku (na Mazurach) chłopów i drobnych szlachciców stały się z czasem niemal czysto niemieckojęzycznymi Prusami.


07:39, marslaur
Link Komentarze (3) »
czwartek, 03 stycznia 2008

Viestartai/Wisztorty

Czytam Wizję Polski na łamach "Kultury" 1947-1976 (red. Grażyna Pomian, Lublin 1999) i co krok zdumiewa mnie aktualność zawartych w niej sądów, pochodzących, było nie było, sprzed pięćdziesięciu albo więcej lat. Momentami ma się wrażenie, jakby autor odpowiadał wprost na pytania dręczące nas dzisiaj, chociaż przecież nie był w stanie przewidzieć w najmniejszym stopniu w roku 1950 czy 1960 tego, jak potoczą się losy Europy i świata - wszyscy wiemy, że wszelkie długoterminowe przepowiednie polityczne okresu zimnej wojny okazały się funta kłaków warte. A jednak.

Jednym z powodów tej aktualności jest fakt, że rewolucja komunistyczna w Polsce była kolejnym przełomem zamrażającym - a nie popychającym naprzód - dyskurs publiczny w Polsce i ewolucję kolektywnej świadomości. Poprzednimi takimi "rewolucjami blokującymi" były rozbiory, a następnie I wojna światowa i odzyskanie niepodległości. W efekcie fundamentalne dyskursy takie jak lewica-prawica, rozdział Kościoła od państwa czy nowoczesne rozumienie patriotyzmu zostały zamrożone i spetryfikowane, zablokowane w nienaturalnej pozycji wymuszonej przez aktualną sytuację (geo)polityczną, przytłoczone przez nadrzędne narracje takie jak "odzyskać niepodległość" czy
"pokonać komunizm". Ostatnią taką cezurą był, oczywiście, przełom roku 1989, po którym znowu wszystko zaczęło się od nowa - po to, rzecz jasna, by wszystko mogło pozostać po staremu!

Pisząc w w roku 1956 o "kompleksie niemieckim" Józef Mackiewicz zauważa, że Polacy - chociaż generalnie są oczywiście przeciwni (jako werbalni przynajmniej antykomuniści i ludzie doświadczeni przez II wojnę światową) stosowaniu odpowiedzialności zbiorowej, masowym deportacjom ludności, czystkom etnicznym, mordom i gwałtom - zawieszają ten pogląd, kiedy idzie o Niemców. Niemcy nie mają prawa do opłakiwania swoich zmarłych, do lamentowania nad losem, jaki spotkał ich rodaków w Prusach Wschodnich, kiedy nadeszła Armia Czerwona, do rozpaczy - krótko mówiąc, popełnione przez nich zbrodnie oznaczają, że Niemcy en bloc nie mają najmniejszego prawa do naszego współczucia.

Jest rzeczą charakterystyczną, że wiele osób, najbardziej właśnie wrogo względem Niemców usposobionych, nie zdaje sobie zupełnie sprawy, do jakiego stopnia w różnorakich formach wyrażanie tej niechęci, wbrew ich woli, kreuje ich na "nadludzi", pisze Mackiewicz i podaje garść faktów:

"W pewnej wsi - jak opisuje Thorwald - zamordowano chłopa niemieckiego i obcięto mu dla żartu głowę, gdy bronił swojej żony, którą gwałciło po kolei szesnastu żołnierzy sowieckich, i to należało do porządku rzeczy. Dlaczego jednak przy okazji, na ścianie stodoły, przybito gwoździami głową w dół czternastoletniego chłopca, tego nikt nie wiedział..."

Kapelan amerykański Francis Simpson opowiada, że w Neubrandenburgu zgwałcone dziewczęta niemieckie wieszano za nogi do rozstawionych gałęzi drzew i rozcinano w pachwinach... W Pradze czeskiej Niemki rozbierano do naga i kazano im w tym stanie uprzątać gruz; jednocześnie otwierać szeroko usta, żeby każdy przechodzień mógł w nie splunąć; matki krępowano drutami kolczastymi i wrzucano do rzeki, zaś dzieci topiono w miejskich rezerwuarach wodnych, odpychając za pomocą długich żerdzi od krawędzi. Proboszcz Karol Seifert opowiada, że 20 maja 1945 roku, stojąc na brzegu Elby widział: rzeką płynęła drewniana tratwa, do której długimi gwoździami przybita była za ręce i nogi cała niemiecka rodzina z kilkorgiem dzieci... Były major sowiecki Klimow opisuje (Berlinskij Kreml), jak w rowach przydrożnych leżały kobiety niemieckie, którym powbijano kolbami między nogi butelki od piwa...

O tych wszystkich rzeczach - o "odwecie we Wschodnich Niemczech" - pisze Mackiewicz, nie przeczytacie w żadnej polskiej książce. I pyta:

(...) czy po tym, co przeszli ci ludzie względnie ich najbliżsi,powiedzmy matka, której syna przybito gwoździami do stodoły lub córkę rozcięto pomiędzy gałęziami drzewa, jest w stanie czy nie jest uznać to za "słuszną karę Bożą" tylko dlatego, że jej rodacy dokonali zbrodni w innych krajach? Moim zdaniem nie jest w stanie. Ani Niemka, ani żadna inna matka na świecie. Ze stanowiska politycznego łatwo jest, naturalnie, sprowadzić sprawę do: "kto pierwszy zaczął"... (...) Ale odwołując się do wyobraźni piszących o życiu: jest li możliwe, aby człowiek nad trupem bestialsko zamordowanej osoby sobie najbliższej zdobywał się na rachunek polityczny i - opłakiwał obcych ludzi zamordowanych w obcym kraju? Gdyby taki się znalazł, musiałbym chyba być ze stali i należeć do rasy ubermenschów. A ja osobiście w rasę ubermenschów szczerze nie wierzę.

I jeszcze to:

Niedawno poznałem młodzieńca urodzonego w Stryju, dzieckiem deportowanego do Kazachstanu, szkolonego w Indiach, dorastającego w Afryce, zmężniałego w Londynie, który - ponad wszystko - nienawidzi Niemców. Nie był w Niemczech i nie zna ich. Nie zetknął się. Z całego, szerokiego świata tę rzecz wyniósł z emigracyjnego piśmiennictwa polskiego. Nad własnym poglądem się nawet nie zastanawia i nie chciałby go sobie wyrobić. Tamto mu wystarcza. Jest przekonany, że inaczej być nie powinno. On w swoim mniemaniu służy w ten sposób krajowi.

Czy nie macie państwo wrażenie deja vu? Czy w powojennej literaturze polskiej (pomijając oczywiście specjalistyczne prace naukowe dostępne nielicznym) - nie mówiąc już o podręcznikach szkolnych - znajdziemy jakikolwiek ślad kaźni, jaką przeszli Niemcy w dawnych Prusach Wschodnich i gdzie indziej wiosną 1945 roku?

Czy ów "młodzieniec urodzony w Stryju" nie jest typem powszechnym dzisiaj, 60 lat po wojnie?

Czy Polacy mają w sobie choćby krztynę współczucia dla Niemców?

Nie. Oczywiście, że. Przecież "sami są sobie winni". Przecież "to oni zaczęli". Przecież "ich zbrodnie były nieporównywalnie większe". To jest właśnie to, co Mackiewicz nazywa "postawą ubermenscha". I to jest dokładnie ten ton wyższości moralnej, który nieustannie słyszeliśmy z ust czynników oficjalnych pod rządami PiS-u. Tyle że im donośniej pan Kaczyński pohukiwał o milionach Polaków zabitych w czasie wojny i o polskich stratach - tym głośniejsze było jego milczenie na temat cierpienia Niemców. I tym bardziej kruszyła się polska przewaga moralna. Bo coraz bardziej my byliśmy nie znającym litości ni współczucia ubermenschem, a oni cierpiącą ofiarą. Rząd PiS-u - i polska opinia publiczna - były jednak szczerze zdziwione, że Niemcy nie padają na kolana, nie kajają się, nie spieszą z bilionowymi odszkodowaniami za wyrządzone nam krzywdy. Oto ślepota polityczna - i ludzka - będąca wynikiem długich lat zakłamania. Bo przecież dyskurs "Polacy-Niemcy" jest kolejnym, który uległ zamrożeniu (po raz któryś zresztą) po drugiej wojnie - i który właściwie nie odmroził się do dzisiaj.

Czyż każdy starszy Niemiec nie jest dla nas (potencjalnym przynajmniej) byłym SS-manem, a każdy młody Niemiec synem zbrodniarza, który powinien pluć swemu ojcu codziennie w twarz?

Czyż nie uważamy Niemiec za "odwiecznego wroga" Polski?

Czyż nie uważamy, że jest rzeczą chrześcijańską przebaczać, ale że "pewnych rzeczy przebaczyć nie wolno"?

Niemcy stanowią dziś dla świata jeden z najważniejszych problemów, wokół którego toczą się bądź rozbijają konferencje najpotężniejszych mocarstw. Natomiast dla wielu Polaków są zamkniętym kręgiem i skamieniałym w tym ujęciu kompleksem psychicznym. Jeżeli stosunek do jednego tylko państwa czy narodu hamuje wszelką żywotną elastyczność i stanowi kamień do potknięcia na drodze do samodzielnego myślenia, to cóż dopiero mówić o możliwościach polskiego "wkładu" czy "udziału" w postępie wszechświata.

[Józef Mackiewicz, Niemiecki kompleks, "Kultura" 1/1956]



Viestartai/Wisztorty
07:32, marslaur
Link Komentarze (9) »
wtorek, 01 stycznia 2008


Rolą Kościoła jest nawracać wiernych, a nie państwo. Jeżeli Kościół katolicki ma zastrzeżenia etyczne do zapłodnienia in vitro, to niech wezwie swoich wyznawców, by z niego nie korzystali. Natomiast żądając od państwa, by odmówiło refundacji tej procedury wszystkim, Kościół postępuje niewłaściwie co najmniej z kilku powodów.

Po pierwsze, ignoruje fakt, że nie wszyscy Polacy są katolikami – są wśród nas także protestanci, prawosławni, muzułmanie, buddyści, a także niewierzący. Czy oni także mają nie mieć dostępu do in vitro, mimo że nie należą do Kościoła katolickiego?

Po drugie, ignoruje sumienie tych wszystkich katolików, którzy zastrzeżeń etycznych do in vitro nie mają. Nigdzie w katechizmie czy X przykazaniach nie znajdziemy zasady „nie stosuj zapłodnienia in vitro”. Wręcz przeciwnie, Biblia zachęca ludzi, by się rozmnażali. O embrionach ani słowa. Jedyne więc sensowne rozwiązanie kontrowersji etycznej jest takie, by ludzie zadecydowali sami we własnym sumieniu – oczywiście Kościół ma prawo im tu doradzać. Ta sama reguła odnosi się do antykoncepcji czy przerywania ciąży. Przypominam, że Kościół przez setki lat był przeciwny przeprowadzaniu sekcji zwłok (uważając ją – zupełnie jak in vitro – za ingerencję w sprawy Boskie), a w czasach współczesnych – przeszczepom organów.
 
Gdyby z powodu nacisku Kościoła dostęp do in vitro miała stracić choćby jedna rodzina protestancka czy prawosławna – czy jakakolwiek rodzina nie podzielająca oceny moralnej biskupów – już to byłoby wystarczającym powodem przeciwko państwowemu zakazowi refundacji procedury.

Po trzecie, narusza konstytucyjny rozdział Kościoła od państwa. Państwo demokratyczne nie może kierować się regułami religijnymi, ponieważ przestaje być wtedy demokracją, a staje się teokracją. W najlepszym razie więc biskupi mogą wzywać parlamentarzystów do przeprowadzenia referendum w sprawie refundacji in vitro. Wszystko ponad to jest niedopuszczalnym szantażem. Pomyślmy, co by się działo, gdyby jakaś partia zażądała, żeby Kościół stosował się do reguł państwowych – płacił podatki, miał przejrzyste finanse, czy przedkładał programy nauczania religii do akceptacji ministerstwa edukacji.

Na koniec zastanówmy się, dlaczego Kościół woli wywierać presję na państwo zamiast nawracać swoich wiernych. Odpowiedź jest prosta: gdyby Kościół wezwał wiernych, by nie korzystali z in vitro, okazałoby się, jak bardzo jest słaby, ponieważ tylko niewielki procent społeczeństwa wezwania tego by usłuchał. Wykorzystując konformizm i tchórzostwo polityków, Kościół jest w stanie uchodzić za o wiele potężniejszy, niż w istocie jest.

I jeszcze jedno – dlaczego biskupi i Kościół są aż tak zainteresowani – czasami wydaje się, że wręcz obsesyjnie – sprawami seksu? Czy mogą wypowiadać się autorytatywnie na ten temat ludzie, którzy żyją w celibacie, nie wiedzą, co to rodzina, nie mają dzieci, a kobiety znają tylko jako usługujące im zakonnice? Dlaczego Kościół nie walczy równie uporczywie z alkoholizmem, maltretowaniem i dyskryminacją kobiet, biciem dzieci czy chciwością i egoizmem? A jeżeli to robi, to co najwyżej werbalnie, a fakty – przykłady podadzą wam w parafiach jak Polska długa i szeroka – temu przeczą. Gdyby Kościół był wzorem umiłowania kobiet, ubóstwa, samoograniczenia, altruizmu, miłości bliźniego (co w istocie oznacza tolerancję – słowo wyklęte w dzisiejszym Kościele polskim) – tych wszystkich cech, które symbolizował Jezus – jego siła moralna byłaby rzeczywista, a nie tylko malowana.


17:01, marslaur
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 24 grudnia 2007
Ach, jakże ja bym chciał to wszystko przeżywać, jakże ja bym chciał w to wszystko wierzyć... Ale nie mogę, nie potrafię. Piekąca gorycz rozczarowania rzeczywistością jest zbyt silna. Czuję się, jak musieli się czuć przedwojenni komuniści, kiedy zobaczyli, w co ziściły się ich sny i marzenia. Kiedy zobaczyli totalizm zamiast demokracji, egoizm zamiast miłości bliźniego, chciwośc zamiast ubóstwa, żądzę władzy zamiast cichości. Kiedy zobaczyli, że każda, najmniejsza nawet krytyka, nazywana jest natychmiast "bezprzykładnym atakiem". Musieli czuć się okradzeni - z tego, w co wierzyli tak bezinteresownie, w imię czego tyle wycierpieli, ograbieni przez tych cynicznych, bezwzględnych biurokratów o kamiennych sercach i palących językach.

I ja czuję się ograbiony - ograbiony z Jezusa występującego przeciwko tradycji, z Jezusa potępiającego księży i biskupów ("faryzeuszy"), z Jezusa wyrzucającego handlarzy ze świątyni, Jezusa cudzołożnic, celników, biedaków, Jezusa modlitw pod gołym niebem, Jezusa chodzącego na piechotę, boso, w podartej sukni.

Czuję się ograbiony z Kościoła pytań, wątpliwości i wolności intelektualnej. Kościoła jako miejsca, gdzie dochodzi się do Boga, a nie dostaje się go w postaci lukrowanej figurki w celofanowym opakowaniu. Gdzie ćwiczy się cichość, pokorę i ubóstwo, a nie pychę, egoizm i bogactwo. Kościoła demokracji i tolerancji, a nie totalizmu i wymuszonej jednomyślności.

I dlatego im większa pompa, im głośniejsze fanfary, im syciej, tłuściej, bogaciej, im dorodniejsza choinka, im więcej prezentów, im częściej obracane słowa-klucze przez wszystkie przypadki - tym bardziej cichnę, niknę, marnieję, kamienieję, skorupieję - samotny, jak On wtedy, kiedy tłum - naród - wybierał Barabasza...
15:02, marslaur
Link Komentarze (3) »
Sol Invictus (łac. Słońce Niezwyciężone) - bóstwo rzymskie łączące cechy greckiego Apollina i indoirańskiego Mitry. Kult Sol Invictus sprawowany był u schyłku cesarstwa, wprowadzony w 254 r. przez cesarza Aureliana. Obchodzenie święta Sol Invictus przypadającego 25 grudnia pierwszy poświadczone jest źródłowo w 354 r. za panowania cesarza Juliana Apostaty. Kościół pod koniec IV w. przepisał obchodzenie w tym dniu świąt Bożego Narodzenia.
(pl.wikipedia.org/wiki/Sol_Invictus)

Według Encyklopedii Katolickiej (1908), święto Sol Invictus jest "z dużym prawdopodobieństwem odpowiedzialne" (has a strong claim on the responsbility) za datę Bożego Narodzenia. Joseph Ratzinger, obecny papież Benedykt XVI, zakwestionował tę teorię, twierdząc, że datę 25 grudnia uzyskano odejmując po prostu dziewięć miesięcy od 25 marca, daty uważanej za dzień poczęcia Chrystusa (Święto Zwiastowania). Inni współcześni autorzy chrześcijańscy (William J. Tighe, Alvin J. Schmidt) również zgadzają się, że data Bożego Narodzenia jest wcześniejsza od święta Sol Invictus, zauważając, że po raz pierwszy Boże Narodzenie w dniu 25 grudnia wzmiankowanego jest już w roku 243. Należy jednak pamiętać, że cesarz Elagabalus ustanowił święto El Gabala (syryjskiego bóstwa solarnego pokrewnego Mitrze) przed rokiem 222.
Inni autorzy chrześcijańscy zgadzają się, że Sol Invictus może być pierwowzorem Bożego Narodzenia: wczesny kościół "ochrzcił" po prostu rzymskie święto nadając mu nowe, chrześcijańskie znaczenie.

Po zwycięstwach na Wschodzie cesarz Aurelian ustanowił oficjalny kult Słońca Niezwycięzonego, czyniąc bóstwo solarne naczelnym bóstwem cesarstwa i samemu nosząc promienistą złotą koronę. Aurelian założył szkołę kapłańską i ufundował świątynię Sol Invictus w roku 274. Możliwe, że ustanowił również święto zwane dies natalis Solis Invicti ("urodziny Słońca Niezwyciężonego"), które w roku 354 wzmiankowane jest jako obchodzone 25 grudnia, lecz wcześniejsze wzmianki o nim nie są znane. Kult Sol Invictus był wiodącym oficjalnym kultem IV stulecia i jedynym wschodnim kultem tolerowanym w legionach, zapewne od czasów Aureliana i z całą pewnością za panowania Konstantyna.
Kult Sol Invictus był częścią rzymskiej religii państwowej, aż do czasu zakazania praktyk pogańskich przez cesarza Teodozjusza 27 lutego 390 r.

7 marca 321 roku Konstantyn ustanowił dies Solis - dzień Słońca, niedzielę (ang. Sunday) dniem wolnym od pracy:

"W czcigodnym dniu Słońca niech urzędnicy i mieszkańcy miast odpoczywają, i niech wszystkie warsztaty będą zamknięte. Na wsi, jednak, ludzie zajmujący się rolnictwem mogą swobodnie i zgodnie z prawem prowadzić swe prace, ponieważ może się tak zdarzyć, że inny dzień nie będzie odpowiedni do siewu albo zbioru; marnując sposobną chwilę utraciliby dar niebios".

Według Nowej Encyklopedii Katolickiej (1967, artykuł o Konstantynie Wielkim): "chrześcijaństwo zaadoptowało kult Sol Invictus na swoje potrzeby, jak dowodzi tego wizerunek Chrystusa jako Apollina-Heliosa  z ok. 250 r. znajdujący się  na mozaice ściennej w podziemiach Bazyliki Św. Piotra, na sklepieniu grobowca Juliuszów".

(za en.wikipedia.org/wiki/Sol_Invictus)




07:47, marslaur
Link Komentarze (1) »
niedziela, 23 grudnia 2007
sobota, 22 grudnia 2007
Wygląda na to, że mamy nowego sąsiada...
It looks like we've got a new neighbour...




13:20, marslaur
Link Komentarze (3) »
piątek, 21 grudnia 2007
"To mały krok człowieka, ale wielki krok ludzkości" / 'That's one small step for man, one giant leap for mankind':


Jeszcze miesiąc temu za ten krok znalazłbym się na strażnicy SG w Sejnach.
Dwadzieścia lat temu żołnierze z czerwoną gwiazdą na czapce zawieźliby mnie do Łoździej i zapewne na jednej w nocy w areszcie by się nie skończylo.
Siedemdziesiąt lat temu dostałbym pewnie kulkę, bo pogranicze polsko-litewskie stało wtedy w ogniu.
Ostatni raz można było tędy swobodnie chodzić lat temu dziewięćdziesiąt.

Only a month ago this step would have cost me unpleasantries at the Border Guard's post in Sejny.
Twenty years ago, soldiers with a Red Star on their caps would have taken me to Lazdijai and it would probably not have ended at one night in jail.
Seventy years ago, I'd have likely gotten a bullet because the Polish-Lithuanian bordeland was on fire at the time.
The last time you could walk freely here was ninety years ago.


Pozostałości sistiemy, sowieckiego systemu zabezpieczeń granicznych / The remnants of sistiema, the Soviet system of border protection barriers.

Przez setki lat nie było tutaj żadnej granicy - najpierw były to terytoria wolnych plemion jaćwieskich, potem Wielkie Księstwo Litewskie. W 1919 tzw. linia Focha wyznaczyła granicę pomiędzy odrodzoną Polską i niepodległą Litwą. W 1939 była to granica pomiędzy Rzeszą Niemiecką i Litwą, a potem między Niemcami i Związkiem Sowieckim.
For hundreds of years, there was no border at all here - first, it was the territory of the free Yotvingian tribes, then the Grand Duchy of Lithuania. In 1919, the so called Foch line delineated the border between reborn Poland and independent Lithuania. In 1939, it was the border between the Third Reich and Lithuania, and then between Germany and Soviet Russia.





15:18, marslaur
Link Komentarze (7) »
czwartek, 20 grudnia 2007
Z cyklu: Psia Międzynarodówka / From the Dog International series

17:15, marslaur
Link Komentarze (1) »
czwartek, 13 grudnia 2007


Translation (excerpts):

Falk's Treasures in Suwałki

Going to Sweden for archival materials on the Suwałki region, they knew they were going for important material. But they never expected to bring such treasures.

Officials from the District Museum in Suwałk brought from Lund, Sweden, 12 big boxes with photocopies of documents, photographs, handwritten notes, manuscripts. They got them as a gift from Ms Dagmar Falk, widow of Professor Knut Olof Falk, the outstanding Swedish linguist (died 1990), who 57 years ago headed the Swedish Yotvingian Expedition in Szwajcaria near Suwałki. And together with Polish archaeologists participated in a project that turned out one of the most exciting, over decade-long, archaeological adventures ever. The Swedes searched for traces of the Yotvingians in linguistic material, the Poles were digging up a Yotvingian burial ground from the 2nd-5th centuries.

The 94-years-old Ms Falk accompanied her husband during the project (being in charge of the expedition's logistics). She deliberated for several years where to donate her husband's rich legacy on the Suwałki region. Several notable institutions vied for it (such as the Adam Mickiewicz University in Poznań). Ultimately, Ms Falk, a great admirer of the region, chose the Suwałki museum.

'This is fantastic, invaluable research material for specialists in various fields - linguists, ethnographers, historians', said. Jerzy Brzozowski, the museum's head, who went to Sweden to pick up the archive. The museum staff are currently taking an inventory of the materials.

One of the most important treasures are photocopies of the documents of the Wigry Camedolese monks from the Krasiński Library collection, as well as manuscripts and maps from the collection of the Treasure Archive in Warsaw. Though these are photocopies - they are priceless because the originals burned down during Warsaw Uprising. Luckily, Professor Falk was on a research fellowship in Poland in the 1930s and managed to make the photocopies.

Now visitors to the Suwałki museum will be able to view, for instance, the Wigry monks' 17th-century donation deeds, documents on their border disputes (from the 17th century to the order's dissolution in the 19th c.), forest inventories from the Suwałki region, or lake registers.

'Some of these documents have never been quoted by historians, which opens up new field for study. Some are already rubbing their hands with glee', said Mr Brzozowski.

Another reason for pride is Professor Falk's private research documentation - his manuscripts, notes from field trips, interviews with local sources, photographs, uncompleted articles. All that from the period of Mr Falk's trips to Poland in 1934-1939 and 1955-1980. This is an absolutely unique collectio of documents on the Suwałki region in several fields: history, culture, language. And showing the region from a wholly new perspective - that of foreign scholars.

'Among the things we've found in the boxes are, for instance, fantastic interviews with locals from several decades ago. There's a conversation with a village woman. She talks about customs, about women's role in the countryside before the war, and all that in the Masurian dialect. And the Swedes (Professor Falk spoke fluent Polish) typed it all down phonetically', said Mr Brzozowski.

And finally the third group of materials - the archive of the Swedish Yotvingian Expedition - photographic documentation, bibliography, press cuttings. It is already known it includes, for instance, photographs of Russians-Old Believers from Wodziłki and Gabowe Grądy, as well as colour slides with views of villages, lakes, and hills from the 1960s and 1970s.


18:46, marslaur
Link Komentarze (2) »
środa, 12 grudnia 2007
Stanisław Witkiewicz, Dwór w Urdominie, 1873, 26 x 39.5 cm, własność prywatna.
Stanisław Witkiewicz, The Mansion in Urdomin, 1873, 26 x 39.5 cm, in private collection.


źródło/source




Stanisław Witkiewicz (Poszawsz pod Szawlami 1851 - Lovran (Istria) 1915), ojciec Stanisława Ignacego (Witkacego), przebywał w Urdominie (lit. Rudaminie) w latach 1869-1873 wraz z rodziną po powrocie z wygnania w Rosji. Właścicielką majątku była wtedy Generałowa Sucharzewska, wdowa po generale z 1831 roku, ciotka Elwiry Witkiewiczowej z Szemiothów (1820-1893), matki malarza.

Stanisław Witkiewicz (Pasiause near Siauliai 1851 - Lovran (Istria) 1915), the father of Stanisław Ignacy (Witkacy), lived in Rudamina (Polish: Urdomin) in 1869-1873 with his family after their return from exile in Russia. The estate was owned at the time by the widow of General Sucharzewski, a commander in the 1831 Uprising, who was the aunt of Elwira Witkiewiczowa nee Szemioth (1820-1893), the painter's mother.

Oprócz Stanisława w majątku mieszkali lub doń "zjeżdżali na całe wakacje i święta" jego matka Elwira wraz z córkami Elwirą (1840-1930), Marią (1850-1940) i Anielką (1854-1919), a także synami Janem (1846-1920), Wiktorem (1842-1903) i Ignacym (1848-1940).

Besides Stanisław, other members of the Witkiewicz family that lived at the estate or 'came here for all vacations and holidays' included his mother Elwira with daughters Elwira (1840-1930), Maria (1850-1940) and Anielka (1854-1919), as well as sons Jan (1846-1920), Wiktor (1842-1903) and Ignacy (1848-1940).



Maria Witkiewiczówna, siostra Stanisława i strażniczka jego pamięci, pisała we Wspomnieniach o Stanisławie Witkiewiczu (Warszawa 1936): "Urdomina była cudowna - dwór stary po książętach Massalskich, wspaniały park, ogród pełen drzew owocowych i krzewów, i kwiecia wydał nam się rajem. (...) Stary dom o grubych murach, łamanym dachu, o pokojach dużych, pięknie umeblowanych stylem empire; salon miał śliczne al fresco, malowane przez Smuglewicza ściany, w stołowym olbrzymi komin, a wszystkie inne pokoje dobrze rozlokowane. (...) Ale nade wszystko cudowny był park, aleje kasztanowe, morwy, orzechy włoskie, można było godzinami spacerować nie wracając w to samo miejce. Pejzaż nie był najpiekniejszy, ale urozmaicało go duże jezioro i lasy. Tuż przy dworze stał duży kościół parafialny i plebania piękna, no i nieodłączna na polskiej wsi, pamiętająca dawne lata, karczma".

Maria Witkiewiczówna, Stanisław's sister and the guardian of his memory, writes in her Wspomnienia o Stanisławie Witkiewiczu (Warszawa 1936): "Urdomina was wonderful - the old mansion once owned by the Dukes Massalskis, a wonderful park, a garden full of fruit trees and bushes, and flowers, seemed like paradise to us. (...) The old house with thick walls, a mansard roof, with big rooms, beautifully furnished with Empire furniture; the living room had beautiful al fresco, wall paintings by Smuglewicz, a huge fireplace in the dining room, and all other rooms well designed. (...) But above all the wonderful park, the avenues of chestnut, the mulberries, the walnuts; you could walk for hours without visiting twice the same place. The landscape wasn't the most beautiful one but it a large lake and a forest added variety. Right near the mansion stood a large parochial church and a beautiful presbytery, and, an instrinsic feature of Polish [Lithuanian?] countryside - an old inn."

Kościół w Rudaminie widziany od strony dworu / The Rudamina church as viewed from the mansion.


Stary spichlerz przy kościele (właśnie został częściowo rozebrany) / An old granary by the church (it has just been partly demolished):



W parku / In the park:


"Czas, w którym dawniej, kiedy byłem Farysem, najlepiej lubiłem iść w las. Zgrabiałymi rękami zaniecić ogienek i wdychać piękny zapach jesieni i dymku wijącego się między pnie sosnowe. Urdominy żałuję, myśląc o Tobie. Cóż to za raj był pejzażowy. Szkoda, że Ciebie tam nie było" (Stanisław Witkiewicz w liście do syna, Stanisława Ignacego, Zakopane, 20 września 1904).

'The time when once, when I was a Farys, I liked to go to the woods. Kindle a small fire with cold-numbed hands and smell the beautiful aroma of autumn and the thin smoke spiralling up between the pines. When I think of you, I regret Urdomina. What a landscape paradise it was. A pity you weren't there' (Stanisław Witkiewicz in a letter to his son, Stanisław Ignacy, Zakopane, 20 September 1904).



Wszystkie cytaty i informacje za / All information and quotes from: Zbigniew Fałtynowicz, "Urdomina", w/in: I po co myśmy tam jechali! Malarze polscy w Monachium (kat. wyst./exh. cat.), Muzeum Okręgowe w Suwałkach, Suwałki 2005.

Serdeczne podziękowania dla Pani Cecylii Kalejty z Muzeum Okręgowego w Suwałkach / Special thanks for Ms Cecylia Kalejta from the District Museum in Suwałki.




Jacek Malczewski, Portret Stanisława Witkiewicza, ok. 1897, 61 x 49 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie.
Jacek Malczewski, Portrait of Stanisław Witkiewicz, ca. 1897, 61 x 49 cm, National Museum, Cracow.

źródło/source
13:59, marslaur
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 10 grudnia 2007
Właśnie przemaszerowały przez drogę i poszły na Litwę. Para łosi.
Just crossed the road and went to Lithuania. A pair of elks.



10:50, marslaur
Link Komentarze (9) »
niedziela, 09 grudnia 2007
W Tygodniku Ilustrowanym z roku 1867 (tom XV), w artykule "Pobieżny rzut oka na niektóre zamczyska i góry sypane" autorstwa A. Osipowicza, znajdujemy wzmiankę o grodzisku w Urdominie (lit. Rudaminie):

Góra sypana pod Urdominem. Na trakcie bocznym prowadzącym z Kalwaryi do Łoździei, tuż obok wsi kościelnej Urdomin, znajduje się wyniosłe wzgórze, uwieńczone wałem budowanym z kamieni na darń, w kształcie elipsy, z dwoma wejściami po końcach średnicy większej umieszczonemi.

In Tygodnik Ilustrowany, vol. XV. 1867, in the article titled 'A Cursory Glance at Some Castles and Built Hills' by A. Osipowicz, we find a note about the Rudamina (Polish: Urdomin) hill fort:

A built hill near Urdomin. On the side road from Kalvarija to Lazdijai, right near the church village of Urdomin, we find an elevated hill, topped by an embankment built with stones on sod, shaped eliptically, with two entrances located at the ends of the longer diameter.

I rysunek "z natury" autorstwa Górnickiego.
And a drawing 'from nature' by Górnicki.



Mam wrażenie, że autor cokolwiek podkoloryzował - proporcje trochę się nie zgadzają.
One gets the impression the author went a little over the board here - the proportions seem wrong.







Roczniki Tygodnika Ilustrowanego w wersji cyfrowej tutaj.
Volumes of Tygodnik Ilustrowany in digital version here.
11:19, marslaur
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 grudnia 2007
Dzięki uprzejmości państwa Jacka i Marty Gniazdowskich zamieszczam poniższe zdjęcie przedstawiające Rosjan-staroobrzędowców zamieszkałych w Polsce.

Courtesy of Mr Jacek Gniazdowski and his wife Marta, I publish the following picture of Russians-Old Believers living in Poland.



Porównanie z fotografią zamieszczoną w albumie Rosjanie - staroobrzędowcy w Polsce (Fundacja Miasto, Suwałki 2007, www.fundacjamiasto.org) dowodzi, że zdjęcie zrobiono przed molenną w Pogorzelcu, powiat Sejny, w latach pięćdziesiątych. Wygląda na to, że wręcz tego samego dnia.

A comparison with a photograph featured in the album Russians - Old Believers in Poland (Fundacja Miasto, Suwałki 2007, www.fundacjamiasto.org) shows that the picture was taken in front of the molenna in Pogorzelec, Sejny county, in the 1950s. It looks like it was actually taken on the same day.



Wspomniany album - rewelacyjne wydawnictwo, ponad sto stron wspaniałych archiwalnych fotografii - można zamówić wpłacając 15 zł (większe wpłaty są oczywiście przyjmowane entuzjastycznie) na konto Fundacji Miasto, Bank Spółdzielczy w Suwałkach, 38 9359 0002 0024 9483 2003 0003 i potwierdzając wpłatę listem na adres kontakt@fundacjamiasto.org).

The aforementioned album - an excellent publication, over 100 pages of unique archival photographs - can be obtained by transferring 15 PLN (anything above that is, of course, welcomed enthusiastically) to the bank account of Fundacja Miasto, Bank Spółdzielczy w Suwałkach, 38 9359 0002 0024 9483 2003 0003, and confirming by writing an email to kontakt@fundacjamiasto.org.
15:42, marslaur
Link Komentarze (1) »
Wyjechałem z myślą o Rudaminie, ale coś pchnęło mnie z Lazdijai na zachód, ku Zemaitkiemis.
I departed with Rudamina in mind, but something pushed me west from Lazdijai, towards Zemaitkiemis.

Zemaitkiemis / Żmudzka Wieś:


Chociaż po ostatnim przysiągłem sobie, że póki nie podmarźnie, nie będę zjeżdżał z twardego gruntu, skręciłem tym razem na północ, by przez Jesianaukę i Bevirsiai dotrzeć do Rudaminy.
Though I had promised myself after last time not to stray off road until frost time, this time I turned north, towards Jesianauka and Bevirsiai, to get through to Rudamina.

Znak na mapie pokazuje, gdzie ugrzązłem.
The sign on the map shows where I got stuck.






Późniejsza o 30 lat mapa litewska doskonale pokazuje proces depopulacji i pustoszenia wsi, który się w międzyczasie dokonał; Jesianauka odsunęła się aż za las, a ilość zamieszkałych domostw wzdłuż drogi zmniejszyła się drastycznie.
The Lithuanian map below, 30 years younger, shows perfectly well the process of depopulation and disintegration of rural communities that has meanwhile occured; Jesianauka has receded beyond the Trakiskes forest, and the number of inhabited farmsteads alongside the road has plunged dramatically.


Peroblem w tym, że powyższa mapa oszukuje - droga między Zemaitkiemis i Bevirsiai jest przez większość czasu dostępna tylko dla aut 4x4, a miejscami kwalifikuje się jako off road.
The problem is that the above map cheats - the road between Zemaitkiemis and Bevirsiai is for AWD vehicles only most of the time, and in certain places qualifies as off road.




I wreszcie Rudamina / And finally Rudamina:


Po chwili zauważam dwóch mężczyzn chodzących wokół dworu i robiących zdjęcia. Zagajam, żeby zareklamować blog, kiedy dowiaduję się, że rozmawiam z panem Ramunasem Valiukasem, właścicielem dworu, który przybył tu ze znanym litewskim architektem, panem Pirlisem (autorem renowacji zamku w Birżach/Birzai i trwającej renowacji pałacu Sapiehów w Wilnie), celem przeprowadzenia wizji lokalnej przed planowaną renowacją.

Pan Valiokas, który jest szefem działu nanotworzyw w wileńskim Instytucie Fizyki (a przez większość czasu mieszka w Szwecji), planuje utworzyć w Rudaminie ośrodek kulturalny.

Mówi mi, że Rudamina jest jednym z niewielu tak dobrze zachowanych przykładów dworu barokowego na Litwie.

Uświadamia mi również, że Stanisław Witkiewicz, ojciec Witkacego, mieszkał tu przez jakiś czas po powrocie z zesłania, i namalował tu obraz (przedstawiający oficynę dworską), którego reprodukcję (zamieszczoną w katalogu zeszłorocznej wystawy monachijczyków) mam wkrótce nadzieję tu pokazać.

After a moment I notice two men walking around the mansion and taking photos. I approach to tell them about my blog, and I learn I'm talking to Mr Ramunas Valiokas, the owner, who has come here with the renowned Lithuanian architect, Mr Pirlis (author of the renovation of the Birzai castle and of the pending renovation of the Sapieha palace in Vilnius), to inspect the site ahead of a planned renovation.

Mr Valiokas, who is head of the Functional Nanomaterials Department at the Institute of Physics in Vilnius, tells me he plans to turn the place into a culture centre.

He says Rudamina is one of few so well preserved examples of a Baroque mansion in Lithuania.

He also makes me aware of the fact that Stanisław Witkiewicz, Witkacy's father, lived for some time here after returning from exile in Siberia, and painted a picture here (of the outhouse), whose reproduction (featured in the catalogue of last year's exhibition of the Polish Munich-school painters) I hope to show here shortly.





Oczywiście gdyby nie moja przygoda off-road, nigdy nie poznałbym pana Valiokasa.
Of course, were it not for my off-road adventure, I'd never have met Mr Valiokas.


Bardzo ciekawy artykuł o Rudaminie (pol. Urdominie) tutaj.
A very interesting story about Rudamina (in Polish) here.
14:57, marslaur
Link Dodaj komentarz »
1 ... 6 , 7 , 8 , 9 , 10 ... 18