Nasze życie we wsi Dusznica na pograniczu polsko-litewskim Our life in the village of Dusznica on the Polish-Lithuanian borderland
web stats stat24
RSS
poniedziałek, 01 grudnia 2008
Dawny niemiecki posterunek graniczny, Tuniszki (Tunischken), kilka kilometrów na pn-zach. od Przerośli, nad rzeczką Bludzią (Bludchen).

Former German border post, Tuniszki (Tunischken), a few kilometres north-west of Przerośl, on the rivulet Bludzia (Bludchen).



Granica pomiędzy państwem krzyżackim i Wielkim Księstwem Litewskim wyznaczona traktatem melneńskim (wrzesień 1422) przetrwała praktycznie niezmieniona na swoim wschodnim odcinku do roku 1939 - ponad pół tysiąca lat!

The eastern stretch of the border between the Teutonic Knights and the Grand Duchy of Lithuania, defined by the Treaty of Melno (September 1422), survived until 1939 - over half a millenium!

Do dzisiaj jej przekroczenie stanowi szok estetyczno-poznawczy. Znikają pokurczone, chaotyczne, zapadnięte domki i chlewiki z drewna, gliny i - nierzadko - kamienia, typowe dla okolic na północ od Suwałk, a pojawiają się równo tyczone w czworobok obejścia z czerwonej cegły kryte dachówką, potężne, masywne, zdawałoby się ponadczasowe.

To this day crossing it is an aesthetical-cognitive shock. You leave the cramped, chaotic, shrivelled little houses and barns made of wood, clay, and - often - stone, typical for the area north of Suwałki, and enter a country of even, rectangular farmsteads of red brick and roof tile, robust, massive, seemingly timeless.

Jest to jak zwiedzanie innej planety, uczucie jak z Pikniku na skraju drogi Strugackich, "zona", gdzie obca cywilizacja pozostawiła wszystko tak, jak stało, i nagle zniknęła, stawiając nas twarzą w twarz z dorobkiem setek lat rozwoju, którego wielu aspektów zwyczajnie nie jesteśmy w stanie pojąć.

It is like visiting another planet, a feeling from the brothers' Strugacki Picnic on the Edge of the Road, a 'zone' where an alien civilisation left everything where it stood and suddenly disappeared, confronting us with the legacy of centuries of development, many aspects of which we are simply unable to understand.

Ale chociaż Mazury niewątpliwie fascynują - to zarazem budzą mój lęk. Wszechbecność krwistej czerwieni, równy, powtarzany w milionach egzemplarzy rytm cegieł i dachówek, przytłaczająca siła nieznoszącej estetycznego sprzeciwu kultury, widoczna na każdym kroku planowość i metodyczność życia, perfekcjonizm - ci ludzie z pewnością uważali, że żyją w świecie bliskim idealnego, że wymyślili wszystko najlepiej jak się da - i chociaż pewnie pod wieloma względami mieli rację - to w którymś momencie zabrakło im pokory i uznali się za bogów, z wiadomym skutkiem. Więc wolę jednak nasz podlasko-litewsko-białoruski chaos (głównie podlaski zresztą), entropię drewna, przyziemność gliny, to rozwichrzenie, które tchnie duchem słowiańskiej wolności, jakże różnej od pruskiego Ordnung...

And though the former Ostpreussen is a fascinating place - for me it is also a frightening one. The omnipresence of the bloody red colour, the even, repeated in millions of copies rhythm of the bricks and roof tiles, the overwhelming power of a culture that brooks no aesthetical argument, the all-evident plannedness and methodicalness of life, the perfectionism - these people obviously thought that they lived in a nearly perfect world, that they had devised everything the best way possible - and though in many respects they were probably right - at some point they forgot about the necessary humility and started thinking of themselves as gods, with obvious consequences. So after all I prefer our Podlachian-Lithuanian-Belarussian chaos (chiefly Podlachian in fact), the entropy of wood, the mundaness of clay, the unruliness that breathes the spirit of Slavic freedom, how different from the Prussian Ordnung...


Błędziszki, widok na dolinę Błędzianki.
06:25, marslaur
Link Komentarze (10) »
piątek, 28 listopada 2008
Najpierw jest góra, potem nie ma góry, a potem znowu jest.



Spojrzałem na to zdjęcie, zrobione przez Tolę dzisiaj w szkole, i pomyślałem sobie: "Nie krytykujmy Kościoła, krytykujmy demokrację". Nawet jeżeli Kościół jest chory, jestem w stanie przyjąć, że jest święty - jak każdy kościół, nawet jeżeli jest chory. Natomiast demokracja to jest ten ogródek, do którego powinniśmy wrzucać nasz kamyczek. W jaki sposób staliśmy się Polską Republiką Katolicką? Kiedy tron zrósł się z ołtarzem? Czy my jako Polacy dorośliśmy do prawdziwej demokracji? A może zawsze potrzebujemy mieć nad sobą jakąś zwierzchność? Czy przypadkiem tym, czego boimy się najbardziej, nie jest wolność? "Liberalizm", najbardziej znienawidzone dzisiaj w Polsce słowo, znaczy właśnie - "wolność". Czy przełom roku 1989 nie był właśnie zwycięstwem wolności? Wolności politycznej, gospodarczej, kulturowej, osobistej? Przez chwilę wszystko było wolno. Jakże krótko trwała ta chwila.

Dlatego krytykujmy demokrację. Przecież Kościół to my.
Innymi słowy: zostawmy to, co święte (abstrahując od całej dyskusji na temat pozorności czy realności tej świętości), bierzmy się za to, co ludzkie i co od nas zależy. Niech politycy czują nasz oddech na plecach, bijmy w jakość polskiej demokracji jak w bęben. Wymagajmy od naszych przedstawicieli. Nie musimy zmieniać Kościoła, wystarczy, że zmienimy demokrację. 

Na koniec, spójrzcie jeszcze raz na zdjęcie i zauważcie, że ponad dwoma symbolami stworzonymi przez człowieka - tak, krzyż jest dziełem człowieczym! - jest coś jeszcze - coś prawdziwego - coś poza ludzkim sporem - światło - Światło - oślepiające - oczyszczające -

Najpierw jest góra. Potem nie ma góry. A potem jest.
Innymi słowy: tysiącmilowa podróż zaczyna się od pierwszego kroku (Tao Te Ching).
17:24, marslaur
Link Komentarze (4) »
czwartek, 27 listopada 2008
Dusznica, 27.11.2008:




Stosujemy olszynę, a na końcu drewno śliwy. Kiedyś powszechnie stosowano jałowiec. Wędzenie trwa 12 godzin, na bardzo małym dymie. Ryby krócej i na większym (gorętszym) dymie. Powodzenia!
14:09, marslaur
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 listopada 2008
Widok z mostku na południe, widok z mostku na północ... Ot, taka to moja mikroturystyka ostatnimi czasy... Zawsze mam deprechę, kiedy spada pierwszy śnieg... Ale można przecież podróżować wzdłuż i wszerz, a można w głąb...

View from the bridge to the south, view from the bridge to the north... Well, that's my kind of microtourism these days... I always get depressed when the first snow falls... But you can travel lengthways and breadthways, and you can travel endways...




18:49, marslaur
Link Komentarze (5) »
wtorek, 18 listopada 2008
Sartia (vel Łysa) ucieka średnio raz dziennie. Stosowane metody: wyrywanie kołka pyskiem, wyrywanie kołka nogą, zrywanie powroza, zrywanie łańcuszka, odpinanie powroza z karabińczyka (!). Zwykle ucieka po prostu na pole sąsiada, popaść się trochę z jakimś towarzystwem (bydlęcym), ale wczoraj zwiała do sąsiada oddalonego o dobry kilometr. Znalazł ją na swoim podwórku o siódmej rano. Kołek siedział w ziemi nietknięty. Na nim karabińczyk. Powróz nie był zerwany. Houdini Horse.

12:02, marslaur
Link Komentarze (8) »
Niedziela, ciepło, podniośle / Sunday, warm, solemn

Poniedziałek, burzowo-gradowo, melancholijnie / Monday, stormy-haily, melancholic


Wtorek, mroźno, przejrzyście, żwawo / Tuesday, freezing, clear, brisk

08:08, marslaur
Link Komentarze (2) »
czwartek, 13 listopada 2008










Wszędzie ziemia namokła i łzami zalana,
Gdzie koła bruzdy krają na nagich jej plecach.
Gdzie przedtem lekko było w dwie szkapy obrócić,
Tam teraz w cztery konie ujechać niełatwo.
Skrzypiąc na osiach ciężko pokutują koła
I rwąc ziemię namokłą rozpryskują błoto.

Jak okiem sięgnąć pola i łąki zalało,
A deszcz ludziom po plecach zacina jak biczem.
Łapcie i but dziurawy piją wodę z kałuż
I depcąc straszne błoto ciamkają jak w cieście.
O gdzieście się podziały pogodne dni wiosny
Gdy po raz pierwszy w izbie otwierając okna
Ciepły promyk nas słońca grzejącego witał?

(Krystyn Donelajtis, Pory roku, "Dary jesieni", 1765-1775, przeł. Zygmunt Ławrynowicz, Pojezierze, Olsztyn-Białystok 1982)

Zeme su visais pasaliais imurusi verkia,
Kad musu ratai jos isplauta nugara drasko.
Kur pirm du kuinu lengvai mums paveze nasta,
Jaugi dabar keturiais arkliais pavaziuoti nepigu.
Ratas ant asies braskedams sukasi sunkiai
Irgi zemes biaurias isplesdams teskina smotais.
Vei lauku sklypai visur skendedami maudos,
O lytus zmonems teskedams nugara skalbia.
Vyzos su blogais sopagais vandeni surbia
Ir biaurius purvus kaip tasla mindami minko.
Ak, kur dingot, giedros jus gi pavasario dienos,
Kaip mes, pirmasyk stubos atverdami langus,
Sildanti siltos sauleles spinduli jautem?

(Kristijonas Donelaitis, Metai, 'Rudenio Gerybes')
07:53, marslaur
Link Komentarze (4) »
niedziela, 09 listopada 2008
11 listopada – święto wolności

Rok 1918, tak jak rok 1989, był rokiem wolności. Nie walczyliśmy przeciwko komunie, tak jak nie walczyliśmy przeciwko zaborcom – nikt Niemców na ulicach Warszawy owego listopada rozstrzeliwać nie zamierzał – jedynie ich rozbrajano. Jeżeli dzisiaj prawica oskarża głównych aktorów roku 1989 o zdradę dlatego, że komunistów nie wieszano na latarniach, to po pierwsze jest antynarodowa – bo naród to jedno – a po drugie przeciwko wolności.

Zamiast więc zastanawiać się, czy udało nam się pokonać komunizm czy nie – zastanówmy się, czy udało nam się zdobyć wolność. Czy pod wieloma względami – światopoglądowo-kulturowo-religijny jako pierwszy przychodzi mi do głowy – Polska nie jest dzisiaj krajem mniej wolnym niż była przed rokiem 1989?

Czyżby wolność miała oznaczać wolność kupowania pod warunkiem, że siedzi się cicho? Czy na pewno o to właśnie walczyliśmy?

Dzisiejsza prawica niewiele różni się w swoim agresywnym zapamiętaniu od tamtej, która zamordowała prezydenta Narutowicza za to, że śmiał być wybranym głosami mniejszości narodowych. Tamtego mordu nikt się na prawicy nie wstydził, tak jak dziś nikt nie zamierza przepraszać za obelgi wytaczane przeciwko feministkom, liberałom, permisywistom, gejom, postkomunistom, katolewicy itd.

Zastanówmy się też, jakie mamy dzisiaj możliwości krytyki władzy - szczególnie tej lokalnej. Czy rzeczywiście staliśmy się w tym względzie państwem demokratycznym czy też jak dawniej rządzą nami klany, kliki i koterie?

Zamiast więc pozwalać prawicy zawłaszczać święto 11 listopada i zamieniać je w święto nacjonalizmu, endecji, antykomunizmu, obyczajowego, moralnego i politycznego konserwatyzmu oraz silnego państwa rozumianego jako państwo biurokratyzmu i wszechkontroli, pamiętajmy, że zawsze było to święto wolności. Wolności od ucisku i niewoli ideologicznej, ekonomicznej, kulturowej, religijnej, światopoglądowej, osobistej. Dzisiaj, pod dwudziestu latach od wielkiej eksplozji wolności, jaką był rok 1989, jesteśmy świadkami wielkiej rekonkwisty systemu. Mam narastające poczucie, że zamieniliśmy siekierkę na kijek i że walka o wolność zaczyna się od nowa. Tylko gdzie są dzisiejsze PPS i Solidarność? I gdzie szukać nowego Piłsudskiego i Wałęsy?


12:02, marslaur
Link Komentarze (2) »
sobota, 08 listopada 2008
A teraz coś z zupełnie innej beczki / And now for something completely different:



Żiwiot Samahonia!
16:43, marslaur
Link Komentarze (4) »



Po przeczytaniu powyższego uderza mnie jedna myśl: wydaje nam się, albo może wmówiono nam, albo uwierzyliśmy, że nieobecność Żydów w Polsce nie jest dla nas problemem, a może wręcz jest błogosławieństwem. Tymczasem nie da się rozerwać więzów trwających tysiąc bez mała lat bez istotnych konsekwencji. Gdybym się uparł, powiedziałbym: "Co Bóg złączył, niech człowiek nie rozłącza". Polska, jak już dawno odkryła to Hanna Krall, odczuwa ból fantomowy, ból po stracie części siebie. Tak, właśnie tak – Żydzi nie mieszkali w żadnej Judeopolonii ani Żydenlandzie – oni mieszkali w Polsce, byli Polską, a Polska była nimi.

Wyobraźmy sobie analogiczną sytuację, która powinna nam uzmysłowić, o jak fundamentalnych kwestiach mówimy. Wyobraźmy sobie holocaust czarnych Amerykanów. Wyobraźmy sobie, że nagle wszyscy Afroamerykanie znikają – że nie będzie już Jimmy’ego Hendrixa, Jessie Owensa, Louisa Armstronga, Josephine Baker, Martina Luthera Kinga – tak jak nie będzie już Tuwima, Leśmiana, Jankiela, Szpilmana, Schulza i tysięcy innych genialnych Polaków wyznania albo pochodzenia mojżeszowego.

Wmówiono nam, albo pozwoliliśmy sobie wmówić, że ponieważ byli inni, to byli obcy. Tymczasem homogeniczne społeczeństwo nie istnieje. Jeżeli tak, to oni byli nami, a my byliśmy nimi. Dlatego ich nieobecność tak bardzo boli.

Having read the above I have one overwhelming thought: it seems to us, or we’ve been led to believe, that the absence of Jews from Poland is not a problem for us, or, possibly, is actually a blessing. Yet ties going back nearly one thousand years do not disappear without grave consequences. If I were to go all the way, I'd sy, 'What God has joined together let no man put asunder'. Poland, as Hanna Krall has long noticed, is experiencing phantom pain, the pain caused by the loss of a part of itself. Yes, exactly that – Jews did not live in some isolated Jewish Poland – they lived in Poland, they were Poland, and Poland was them.

Let us imagine an analogous situation which should make us realise how fundamental things we are talking about here. Let us imagine a holocaust of black Americans. Let us imagine that all African Americans suddenly disappear – that there will never be another Jimmy Hendrix, Jessie Owens, Louis Armstrong, Josephine Baker, Martin Luther King – just as there will never be another Tuwim, Leśmian, Jankiel, Szpilman, Schulz, nor thousands other brilliant Poles of mosaic faith or origin.

We’ve been led to believe, or we’ve let ourselves to be led to believe, that because they were different, they were not us. Yet homogeneous society does not exist. And if so, then they were us and we were them. Which is precisely why their absence hurts so much.


Rodzina Redaków, dzierżawców majątku Dusznica w latach 30.
The Redak family, leasholders of the Dusznica estate in the 1930s.
16:05, marslaur
Link Komentarze (3) »
niedziela, 02 listopada 2008
Miasteczko Łoździeje ma wiele sekretów (co wam mówią: hipodrom? Salomea Neris? cerkiew?), ale być może najlepiej strzeżonym z nich jest cmentarz żydowski. Z dobrze zachowaną bramą, położony na zarośniętym sosnami wzgórzu kilkaset metrów od szosy na Kalwarię, z kilkuset dobrze zachowanymi nagrobkami (macewami), wydaje się być jednym z najświetniejszych przykładów zabytków tego rodzaju w regionie. Przy tym wszystkim jest zupełnie nieznany, wcale nie jest zdewastowany, a wręcz wydaje się, że ktoś tam mieszka...
Władzom miasta należą się brawa za oznaczenie tego miejsca na mapie turystycznej "Podróżuj po Łoździejach", dostępnej w Centrum Informacji Turystycznej zaraz za przejściem granicznym. Przy okazji, czy ktokolwiek w Sejnach pomyślał o tym samym?

The town of Lazdijai has many secrets (what do any of the following tell you: the hippodrome? Salomea Neris? the Orthodox church?), but perhaps the best kept of them is the Jewish cemetery. With a well preserved entrance gate, located on a pine-overgrown hill a couple of hundred yards from the road to Kalvarija, with several hundred well-preserved tombstones, or matzevot, it appears to be one of the finest historical monuments of this kind in the region. On top of all that, it is almost completely unknown, is not devastated at all, and it looks like someone actually lives there...

The Lazdijai town hall should be applauded for marking the place on the tourist map Travel in Lazdijai, available at the Tourist Information Centre right after the border crossing. By the way, did anyone in Sejny think about something like that?























W Łoździejach znajdziecie również resztki cmentarza ewangelickiego (ulica Seinu gatve) / You'll also find remnants of the Evangelical (Luteran) cemetery in Lazdijai (Seiniu gatve):




A także, oczywiście, cmentarz katolicki, na którym nie brakuje akcentów polskich:







Swoją drogą, ten nagrobek stanowi ciekawy przyczynek do historii lingwistycznej stosunków polsko-litewskich, a konkretnie ich okresu przejściowego: pisownia częściowo polska ("fundatorka"), częściowo litewska ("birzalo" = czerwiec), jedno nazwisko litewskie ("Morta Walentukonienie"), drugie polskie, choć pisane z litewska ("Ona Dobrowolskienie" = Anna Dobrowolska).

By the way, this tombstone represents an interesting contribution to the history of Polish-Lithuanian linguistic relationships, and more specifically, their transitory phase: the spelling is partly Polish ("fundatorka" = founder), partly Lithuanian ("birzalo" = June), one of the surnames Lithuanian ("Morta Walentukonienie"), the other Polish, though spelled the Lithuanian way ("Ona Dobrowolskienie" = Anna Dobrowolska).

Według Słownika Geograficznego Królestwa Polskiego:
"Łoździeje, osdada, przedtem miasteczko, nad rz. Połoździejką i Szeszupą, powiat sejneński, gmina i parafia Łoździeje, odległa 51 wiorst od Suwałk, 21 wiorst od Sejn, 317 wiorst od Warszawy. Leży w nizinie bagnistej, śród trzech rzeczek, w pobliżu jeziora Dumbel, przy drodze z Sejn do Olity. Posiada kościół parafialny drewniany, sąd gminny okręgu II, urząd gminy, stację pocztową, szkołę początkową 1-klasową ogólną, młyn i browar. W 1827 r. było tu 272 domów i 1988 mieszkańców; w 1860 r. 225 domów (3 murowane) i 2394 mieszkańców (1520 żydów); obecnie jest 345 domów, 3676 mieszkańców (1856 mężczyzn).
Do osady należy 1971 mórg ziemi. Stanowi ona sama oddzielną gminę. Założone zostały Łoździeje przez Zygmunta Augusta w 1570 r. Wzniesiono wtedy kościół i utworzono parafię. Zygmunt III nadał Łoździejom w 1587 r. prawo magdeburskie. Jan III pozwolił przywilejem z 1689 r. osiedlać się tu żydom. W 1857 r. pożar zniszczył miasto. Ludność trudni się tu rolnictwemm wyrobem sieci i drobnym handlem.
Łoździejska parafia, dekanat sejneński (dawniej łoździejski), 6622 dusz.
Starostwo łoździejskie po zgonie Filona Kopcia, marszałka lidzkiego, zostało nadane przez Zygmunta III Władysławowi Naruszewiczowi (choć Volum. Leg. III, 450, wspominają w r. 1607 o Janie Naruszewiczu, łowczym Wielkiego Księstwa Litewskiego, dzierżawcy łoździejskim), przechodzi w r. 164 na urodzonego Krzysztofa Witanowskiego herbu Rawicz i małżonkę jego Cecylię Moczulską. Przywilej oryginalny znajduje się w Aktach Metryki Litewskiej w Petersburgu. (...)
W r. 1690 Eliasz Michał Rymwid, podkomorzy lidzki, był starostą łoździejskim. W 1697 r. Wincenty Gosiewski jako starosta łoździejski podpisał elekcję Augusta II. W 1747 r. dzierżawcami byli już Michał i Joanna z Billewiczów Sulistrowscy, stolnikostwo oszmiańscy; od nich przechodzi do Kazimierza Waleryana Piątkowskiego, podczaszego grodzieńskiego; później było we władaniu Józefa Massalskiego, poskarbiego litewskiego. Po śmierci jego przechodzi z folwarkami Dumblem i [UWAGA] Duśnicą do Jana Chlebickiego Józefowicza, starosty oszmiańskiego; ten ustępuje za zgodą króla Stanisława Augusta w 1773 r. Janowi Nikodemowi i Helenie z książąt Ogińskich Łopacińskim, którzy byli ostatniemi dzierżawcami, bo w r. 1794 przeszło do skarbu. W 1765 r. starostwo to miało dumów 157 i ziemi obejmowało 6760 dziesięcin. W ostatnich czasach Łoździeje wchodziły w skład wielkich dóbr rządowych Krasnowo. Dnia 7 lipca 1879 r. pożar zniszczył sto kilkanaście domów mieszkalnych w Łoździejach.

Według Josepha Rosina (http://www.shtetlinks.jewishgen.org/lazdijai/ldhist2.html), podającego za Księgą Adresową Polski dla Handlu Przemysłu Rzemiosł i Rolnictwa, w roku 12931 działały w Łoździejach 72 przedsiębiorstwa, z czego 64 (89%) prowadzonych przez żydów: sklepów spozywczych 14 (żydowskich 13), handlu zbożem 6 (6), rzeźników i handlu bydłem 13 (11), restauracji i karczem 7 (7), handlu żywnością 4 (3), handlu spirytualiami 1 (1), handlu tkaninami i futrami 9 (9), skórzane wyroby i szewcy 6 (6), lekarstwa i kosmetyki 1 (0), maszyny do szycia i urządzenia elektryczne 3 (2), narzędzia i wyroby żelazne 4 (4), drewno i meble 1 (1), papier, książki i piśmienne materiały 1 (0), inne 2 (1).

Wedle tego samego źródła, w Łoździejach działało 17 zakładów przemysłowych, z czego 16 należało do żydów: elektrownia, 3 młyny, fabryka butów. fabryka napojów, czesalnia wełny, 5 piekarni, 2 szwalnie, 2 zakłady ślusarskie.

W roku 1937 w Łoździejach działało 56 rzemieślników: 9 krawców, 7 szewców, 8 rzeźników, 6 kowali, 4 fryzjerów, 3 zdunów, 3 cieśli, 2 malarzy, 2 zegarmistrzów, 1 blacharz, 1 dziewiarz, 1 rymarz, 1 dziewiarz, 1 drzeworytnik, 1 fotograf. Było również kilku tragarzy i furmanów, a także około 20 rodzin rolniczych.

Rabinem łoździejskim od początku lat 20. był Jakub Arje HaCohen Gersztajn (Ya'akov Aryeh HaCohen Gershtein), zamordowany przez Litwinów w roku 1941, pisze Joseph Rosin.

W roku 1939 w Łoździejach było 123 abonentów telefonicznych, z czego 58 o żydowsko brzmiących nazwiskach.

Łoździeje/Lazdija, rynek/market square, żołnierze niemiecy/German soldiers, I wojna światowa/World War I (1915-1918), wydawca/publisher: Dr. Trenkler & Co., Leipzig (w oryginale błędnie Leipzing), fotograf/photographer: A. Kuhlewindt, w: "Na lewym brzegu Niemna. Kairiajame Nemuno krante", opr. Krzysztof Skłodowski, Muzeum Okręgowe w Suwałkach, Suwałki 2004:

16:27, marslaur
Link Komentarze (2) »
niedziela, 26 października 2008
Trompole, 26.10.2008:










I jeszcze parę widoczków z dzisiejszej wycieczki (Wojciuliszki, Trompole, Wojponie, Podwojponie, Romaniuki):

(Wojponie)


(Podwojponie)


"Pamiątka Jana i Anny Kartowiczów. 1926 r."
(Podwojponie)
17:34, marslaur
Link Komentarze (8) »
Polecam wspaniały przewodnik po Grodzieńszczyźnie autorstwa "badacza i popularyzatora tematyki kresowej" Stanisława Poczobuta z Grodna. Zawiera opis pięciu szlaków:

Everyone interested in the Grodno area should read (in Polish) a fantastic guide by Stanisław Poczobut from Grodno. It contains a description of five routes:

Szlak 1. Borem, lasem...
Trasa: Grodno – Grandzicze – Hoża – Polnica – Przełom - Przewałka – Hoża Nowa – Barbarycze – Gumbacze - Boguszówka – Rybnica – Sobolany – Pieresielce - Porzecze – Stara Ruda - Nowa Ruda – Jeziory – Stryjówka – Wiercieliszki – Putryszki – Grodno.

Szlak 2. Śladami Elizy Orzeszkowej
Trasa: Dom Orzeszkowej w Grodnie – Kwasówka – Swisłocz – Zaniewicze – Bohatyrowicze – Miniewicze – Łunna – Milkowszczyzna – cmentarz Pawłowskich – Kamionka – Skidel – stary cmentarz katolicki w Grodnie.

Szlak 3. Po wioskach i okolicach
Trasa: Grodno – Słomianka – Stara Dębowa – Odelsk – Stara Dębowa - Indura – Żornówka - Hlebowicze – Sarosieki – Poczobuty – Kurczowce - Makarowce – Białokozy – Praniewicze – Kudrycze - Liszki – Heniusze - Brzestowica Murowana – Mała Brzestowica – Parchimowce – Golnia – Wierchowlany – Olekszyce – Massalany – Wielkie Ejsmonty – Hudziewicze – Remuciowce - Kajeniowce – Grodno.

Szlak 4. Tam, gdzie krzyżami drogi znaczono
Trasa: Grodno – Łasośna – Puszkary - Zareczanka (Bala Kościelna) – Kapłanowcy – Łojki - Kiełbaski – Białe Błota (d. Skowronki) – stara przeprawa przez Niemen – Bieliczany – Wojtowce - Silwanowce – Kodziowce – Sonicze - Kadysz – Czortok - śluzy Kanału Augustowskiego – Kalety – Sopoćkinie – Kanał Augustowski – Raticze – Perstuń - Świack – fort w Naumowiczach – Podłabienie – Grodno - Kopciówka – Planty – Likówka – Mandzin – dawne majątki w okolicy Indury.

Szlak 5. Ostatnia twierdza imperium. Historia powstania pierścieni obronnych warownego miasta Grodna.

Cała masa informacji historycznych (historii wielkiej i tej lokalnej), etnograficznych, kulturowych i praktycznych. A na dodatek kresowe przepisy kulinarne i porady zdrowotne ("Bolą stawy? Dieta z ryżu bez soli. Bierzemy dwie szklanki ryżu...").

There is a mass of historical (big and as well as local history), ethnographic, cultural, and practical information here. On top of that, traditional food recipes and health tips ('Your joints aching? Use a salt-free rice diet. Take two cups of rice...').


(Klejwy, 19.10.2008)
04:38, marslaur
Link Dodaj komentarz »
Dusznica, 25.10.2008:


W tym kontekście pozwolę sobie zreprodukować za Zygmuntem Glogerem "Taksę dla Rzeźników Marszałkowską Koronną" (to jest listę cen państwowych) z roku 1793:


(Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska, hasło "Taksa").
04:21, marslaur
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 października 2008
Ostatnią nieprzegraną wojną z Rosją była dla Polski wojna ukraińska lat 1654-1667, zakończona niespecjalnie korzystnym rozejmem andruszowskim.
Już pół wieku później, w wyniku wojny sukcesyjnej lat 1733-1735, I Rzeczpospolita "ostatecznie straciła własną podmiotowość na arenie międzynarodowej", a skutkiem tej wojny było "trwałe ograniczenie polskiej suwerenności" (http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_o_sukcesję_polską).
Nie odzyskała tej suwerenności Rzeczpospolita już nigdy, by wraz z rozbiorami utracić oprócz suwerenności także państwowość.
Oznacza to, że w przeciągu ostatnich trzystu lat Polska była niezależna od Rosji tylko dwa razy - w latach 1918-1939 i po roku 1989.
II Rzeczpospolita mogła powstać, bo carat padł, a Rosja przegrała wojnę z Niemcami.
III Rzeczpospolita mogła powstać, bo komunizm padł, a Rosja przegrała zimną wojnę.
W pierwszym przypadku odzyskanie sił zajęło Rosji 20 lat i w 1939 roku była już gotowa połknąć połowę pobitego przez Niemców kraju. Inwazja 17 września była zresztą dla opinii publicznej wielkim szokiem - a przecież najazd niemiecki takim szokiem nie był. Naiwność? Niedocenianie przeciwnika? Po zaledwie 20 latach od odzyskania niepodległości nikt nie spodziewał się, że dawny główny zaborca będzie chciał odzyskać teren?
Dwudziestolecie biegnące od roku 1989 właśnie mija, a nasze podejście do Rosji wydaje się równie naiwne jak w międzywojniu.
Wydawało nam się po upadku komunizmu, że historia się skończyła, chociaż to przecież niemożliwe. Niewiele jednak zrobiliśmy w ciągu ostatnich dwudziestu lat, by się nie powtórzyła.
Oczywiście, jesteśmy w NATO, ale przecież Sojusz jest tworem stricte zimnowojennym i nie jest organicznie w stanie odpowiedzieć na zagrożenie, które od dawna rysuje się wyraźnie na horyzoncie - utraty suwerenności na tle naszej zależności od rosyjskich dostaw surowców energetycznych.
Nie byliśmy w stanie prowadzić aktywnej polityki wobec Rosji - zawsze o krok w tyle, zawsze tylko reagując na jej prowokacje i intrygi, spojający z jej ust każde cieplejsze słowo, gęsto tłumaczący się z każdej wyimaginowanej przewiny. O tak, 300 lat zależności zostawia ślad w mentalności i nie znika ot tak sobie, choć oczywiście lubimy o sobie myśleć - i mówić - jako o narodzie "wolnym", "dumnym", "bitnym" i "zachodnim".
Zaślepieni propagandą o końcu historii, niechętni wyrzeczeniom, omamieni konsumpcyjnym "rajem", coraz mięksi i tłustsi, pędzimy z otwartymi ramionami na spotkanie końca Dwudziestolecia...


"Rzeczpospolita, ze swoim zatwierdzonym na Sejmie Niemym (1717 rok) anachronicznym, a także niewydolnym i pochłoniętym korupcją systemem podatkowo-skarbowym oraz ogromną niechęcią własnych obywateli do samoopodatkowania się (oraz oddawania chłopskich rekrutów), nie była w stanie bez głębokich reform fiskalnych odzyskać swej dawnej siły militarnej.
(...)
Interwencja rosyjska była strasznym ciosem dla społeczeństwa szlacheckiego, które nie podniosło się jeszcze moralnie i ekonomicznie z klęsk doby Wielkiej Wojny Północnej (...) i na długo ukształtowała polską psychikę w duchu zaciekłego pacyfizmu. Dlatego też następna próba wzniecenia nowej konfederacji przeciwko Augustowi III i Rosji, jaka miała miejsce podczas inspirowanej przez dyplomację francuską wojny rosyjsko-szwedzkiej 1740-1743, zakończyła się niepowodzeniem. Społeczeństwo szlacheckie pamiętające klęskę z lat 1733-1736 nie wierzyło w sukces nawet w oparciu się o Turcję i Prusy. Zarówno emisariusze szwedzcy przybywający do Rzeczypospolitej z zamiarem nakłonienia szlachty do walki jak i magnaci planujący zawiązanie konfederacji (...) nie zdołali już porwać Polaków do akcji. Zacięty pacyfizm szlachty obok antyabsolutystycznych sentymentów magnaterii i zwyczajnego przekupstwa sejmowego był główną przyczyną nieprzystąpienia przez Rzeczpospolitą do wojny Rosji i Austrii z Turcją (1737-1739) oraz do wojen śląskich toczonych w ramach wojny o austriacką sukcesję. Zmarnowano przez to kilkakrotnie niezwykle korzystną koniunkturę dla akcji wojska i reformy państwa (sejmy 1738, 1744, 1746 i 1748)."

(http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_o_sukcesję_polską)


14:57, marslaur
Link Komentarze (4) »
niedziela, 19 października 2008
Klejwy, 19.10.2008:


"W roku 1563 król Zygmunt August podarował dobra Klejwy Ostafiemu Wołłowiczowi, swemu przyjacielowi i kanclerzowi Wielkiego Księstwa Litewskiego.
W latach 1653-1666 należały do starosty berżnickiego Adama Sempkowskiego.
Później mieli je Białłozorowie.
W 1764 r. od króla Stanisława Augusta otrzymali je Antoni i Anna z Butlerów Borewiczowie, ziemianie z Kowieńszczyzny. Wówczas należały do dóbr: wieś Klejwy, część Romanowców, osada młyńska Zwirgzda i karczma Mostowa.
Po śmierci właścicieli odziedziczył majątek syn Józef, który od dominikanów sejneńskich nabył piętnaście jezior.
Kolejno majątek posiadali: Leon Borewicz, kanonik inflancki, Nikodem - szambelan królewski, Michał - sędzia trybunału łomżyńskiego.
Po śmierci tego ostatniego wdowa Marianna Tekla z baronów Renne wyszła za mąż jeszcze raz - za księcia Tadeusza Michała Ogińskiego, właściciela Wiejsiej (Veisieiai). W Klejwach pozostał jej syn - Antoni Michał Borewicz, sędzia pokoju powiatu sejneńskiego.
W pierwszej poł. XIX w. z jego rąk wziął dobra w dzierżawę Dominik Kajsiewicz, ojciec Józefa Hieronima, wybitnego absolwenta szkoły sejneńskiej, sławnego kaznodziei, działacza emigracyjnego, współzałożyciela zakonu zmartwychwstańców.
Inny z Borewiczów - Adam - był ostatnim przed trzecim rozbiorem burmistrzem Sejn.
W okresie międzywojennym, po śmierci Stefana, gospodarującego na 532 hektarach, majątek przejął jeden z jego synów, Jan Antoni Borewicz.
W pierwszych dniach września 1939 roku - jako porucznik rezerwy 2. Pułku Ułanów - wyjechał konno, aby walczyć. Miał bogaty życiorys wojenny, znaczony medalami i krzyżami za męstwo. Był więziony, działał w AK na Wileńszczyźnie, następnie został zesłany do obozu pracy w Kutaisi [środkowa Gruzja], a po powrocie do kraju pracował w rolnictwie i przemyśle drzewnym. Zmarł w 1965 roku.
Po wojnie założono w Klejwach pegeer specjalizujący się w hodowli trzody chlewnej.
Zachowały się pozostałości pięciohektarowego parku krajobrazowego założonego w XIX wieku. Występuje tu czternaście gatunków drzew, m.in. jesiony, lipy, topole, graby, klony."
(I. Baturowa, Po ziemi sejneńskiej)

"Klejwy, wieś i folwark, powiat sejneński, gmina Krasnowo, parafia Sejny, odległość 4 wiorsty od Sejn, folwark ma 6 domów, 25 mieszkańców; wieś odległość 7 wiorst, ma 38 domów, 272 mieszkańców. W 1827 r. było tu 33 domy, 210 mieszkańców.
Dobra Klejwy składają się z folwarku Klejwy, osad młynarskich i karczemnych Mostowo, Zwirgzdy,; jeziór: Klejwy, Klejwajtys, Dumbel, Wierśnia, Okuniewiec, Czarne, Pogorzelec Wielki, Pogorzelec Mały, Głebokie, Płaskie, Kociołek, Jurkowo, Głuche, Szlamy, wsi Klejwy i Romanowce. Rzeka Czarna stanowi granicę południową i zachodnią. Rozległość wynosi mórg 1385, grunta orne i ogrody mórg 370, łąk m. 272, pastwisk m. 111, wody m. 167, lasu m. 451, nieużytki i place m. 11, w osadach m. 3, bud. mur. 4, z drzewa 24; wieś Klejwy osad 31, z gruntem m. 938; wieś Romanowce osad 17, z gruntem m. 538."
"Klejwy, 1) jezioro, powiat sejneński, przy wsi tej nazwy, leży pomiędzy jez. Szejpiszki a Płaskiem, o 7 wiorst na półn.-zach. od Sejn i ma 20 mórg obszaru; 2) jezioro w powiecie suwalskim, w pobliżu wsi i jeziora Sejwy, ma 13 mórg obszaru."
"Klejwy, powiat grodzieński, był własnością Stanisława Białłozora, starosty bystrzyckiego; r. 1756 Piątkowskich."
(Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego)
15:54, marslaur
Link Komentarze (6) »
piątek, 17 października 2008
wtorek, 14 października 2008
Polecam ciekawy projekt Krzysztofa Butkiewicza o Sejnach, ich ludziach i architekturze (www.sejnyart.getphoto.pl).

Take a look at Krzysztof Butkiewicz's interesting project about Sejny, its people and architecture (www.sejnyart.getphoto.pl).


13:10, marslaur
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 13 października 2008
Izydor Juszkiewicz, Berżniki/Hołny Wolmera,lata 30.-40. / 1930s-1940s.
Zdjęcie dzięki uprzejmości / photo courtesy of Tomek Krecz.
09:22, marslaur
Link Komentarze (1) »
wtorek, 07 października 2008
W miasteczku Lazdijai (Łoździeje) mądry człowiek stworzył tłocznię soków. Przywozicie swoje owoce lub warzywa - co tylko chcecie: jabłka, buraki czy marchew - i po parunastu minutach z każdego 50 kg worka macie 30-40 litrów świeżego, całkowicie naturalnego, ekologicznego soku. Za grosze.

A wise guy in the town of Lazdijai has created a juice press. You bring your fruit or vegetables - whatever you want: apples, beetroots or carrots - and after fifteen minutes out of every 50 kg sack you have 30-40 litres of fresh, completely natural, ecological juice. And for pennies.


15:14, marslaur
Link Komentarze (4) »
niedziela, 05 października 2008

Na ryby

Na ryby - w każdziuteńki wolny dzień
Na ryby - nad leniwą rzeczkę w cień
zabieramy sprzęt i starkę
a na drzwiach wieszamy kartkę
Nie wracamy aż we czwartek
zapuszczamy się pod Warkę
Na ryby - by zielony wdychać chłód
Na ryby - by odbiciem tykać wód
Jedną twarzą łyknąć z flaszy
Drugą z toni w niebo patrzyć
Na ryby...

A można i na grzyby
Na grzyby - w aromatów pełen las
Na grzyby - przed wyjazdem słuchaj sprawdźmy gaz
Weźmy czegoś parę kropel
A na drzwiach wywieśmy o tem
Że ruszyliśmy w sobotę
bo powzięlismy ochotę
Na grzyby - tu borowik a tam dzik
dzik wściekły na mnie... ech... pociągnijmy sobie łyk
nie musimy dużo łykać by się przestać lękać dzika
bo gdyby gdyby łyk większy
to na lwyby, a dlaczego nie na lwyby

Na lwyby - na gorący czarny ląd
na lwyby - gdyby gdyby nieco bliżej stąd
właśnie wziąłby człowiek amunicję
eksportową śliwowicję
drzwi opatrzyłby w inskrypcję:
"przedsięwzięto ekspedycję"
na lwyby - patrzysz samiec wiec go trrrach
a tu lwica - tonie w łzach
robi nam się strasznie głupio
bo ten lew już chyba trupio
więc czyby nie lepiej już na ryby
lub na grzyby
albo na ryby
w każdym razie nie na lwyby
a może na ryby w grzybach duszone...
(Jeremi Przybora, Jerzy Wasowski)

"Przedsięwzięto ekspedycję":


Po drodze miły sąsiad częstuje nas kartoflą...


W aromatów pełen las:


Na grzyby!



A może na ryby w grzybach duszone:

Grzyby maślaki, czyli koźlaki. 1 talerz głęboki maslaków, 1 cebula, 1/2 pietruszki, 1 łyżka masła, soli i pieprzu.
Oczyścić, ociągnąć wrzącą wodą, scedzić, pokrajać w paski, posolić i dusić na wolnym ognium, póki sos obficie z nich wychodzący się nie wysadzi. Podsmażyć trochę siekanej cebuli i pietruszki w łyżce masła, włożyć do grzybów, popieprzyć i dusić do wydania.
(Wincenta Zawadzka, "Kucharka litewska", 1854)

17:38, marslaur
Link Komentarze (8) »
sobota, 04 października 2008
Wieś / village Randiske:




Grodzisko Prelomciskes / Prelomciskos piliakalnis:


Jezioro Dusia widziane z grodziska Prelomciskes / Lake Dusia seen from the Prelomciskes hill fort:



Prelomciskes:


Teizininkai:


Świętojeziory / Svetenzeris:

15:49, marslaur
Link Komentarze (1) »
piątek, 03 października 2008
Z wizytą u naszych miłych sąsiadów państwa Pietranisów z Hołn Mejera / Visiting our kind neighbours, Mr and Mrs Pietranis from Hołny Mejera:

15:36, marslaur
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18